poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Musiałam odejść” Jean Sasson, Nadżwa Bin Laden, Omar Bin Laden Kwiecień 30, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 9:57 am
Tags: ,

Wydawnictwo: Znak litera nova

Rok wydania: 2011

Ilość stron:455

Jean Sasson to amerykańska autorka książek o skrzywdzonych kobietach. Jak sama przyznaje, rzadko wzrusza ją czyjaś opowieść do tego stopnia, by usiąść i od razu wiedzieć, że to jest dobry pomysł na ksiażkę. Inaczej było w przypadku Omara Bin Ladena. Kiedy Jane odczytała mail od Omara, z prośbą o pomoc w opisaniu jego własnej historii oraz historii jego ojca wiedziała, że musi to zrobić, bo powinna oddać tą przysługę swojemu narodowi. Pomocną dłoń w odzyskiwaniu zatartych wspomnień podarowała również Nadżwa Bin Laden, czyli pierwsza i najważniejsza rangą żona Bin Ladena.

„Musiałam odejść” autorstwa  Sasson to niesamowita książka zabierająca nas  w niewiarygodną wręcz podróż po Bliskim Wschodzie.  Nie jest to książka stricte biograficzna, gdyż nie opowiada ani życia Omara, ani jego ojca – Osamy Bin Ladena w drobnych szczegółach od początku do końca. Jest to bardziej książka opowiadająca historię pewnej rodziny, z naciskiej na głowę tej rodziny czyli szejka Osamę. Wszystko zaczyna się od momentu kiedy Nadżwa spotyka po raz pierwszy swojego kuzyna w pierwszej linii i jej serce zaczyna mocniej bić. Stonowany, skromny młodzieniec zdaje się odwajemniać jej uczucie i już po kilku latach jako 16-letnia dziewczynka Nadżwa poślubia 17-letniego kuzyna Osamę.  Tym faktem panna młoda  zgadza się również na wypełnianie zasady purhad, czyli życie w odosobnieniu skupiającym się wyłącznie na mężu i dzieciach.  Nadżwa wydaje na świat 11 dzieci. Czwartym z nich jest Omar – mimo, że nie najstarszy to najbardziej otwarty i umiejący się przeciwstawić ojcu. To on nie zgodził się na prowadzenie dżihadu, to on do ostatniej chwili nie chciał wziąść w ręce broni i szczelać do niewinnych ludzi. Czy tak radykalne dezyzje opłaciły się? Czy mimo sprzeciwu uniknął odpowiedzialności za ataki z 11 września? Między innymi odpowiedzi na te pytania należy szukać w książce.

„Musiałam odejść” fantastycznie obrazuje życie najpierw w Syrii, kolejno w Arabii Saudyjskiej, Sudanie i Afganistanie. Czytając książkę chwilami udawało mi się wręcz zapomnieć, że opowiada ona historię konkretnej rodziny i traktować ją jako zwykły przewodnik po zwyczajach i kulturze muzułmańskiej.  Zachowanie balansu między opisami spraw rodzinnych oraz brutalnych scen wojennych sprawiło, że nigdy nie czułam się znudzona i  chciałam po prostu jak najszybciej dobrnąć do końca, by znaleźć odpowiedzi na wszystkie towarzyszące mi pytania.

Książka wydana starannie, opatrzona kilkunastoma zdjęciami rodziny Bin Ladenów, dodatkowo napisana pięknym językiem jest pozycją nie do przegapienia. Jedyne zastrzeżenie, które mogłabym przedstawić po przeczytaniu to literówki. Choć pojawiają się dość często na przetrzeni długiej opowieści, byłam tak wciągnięta w losy bohaterów, że niekiedy wychwytywałam błąd dopiero podczas drugiego czy trzeciego powrotu do tego samego zdania.

„Musiałam odejść” to kolejny przykład książki, którą polecam dosłownie wszystkim miłośnikom literatury, bez względu na ulubiony gatunek. Chociaż może powinnam zaznaczyć, że ze względu na niekiedy brutalne opisy walki czy znęcania się nad zwierzętami dyskwalifikuję odbiorcę poniżej 16-go roku życia. Niesamowita podróż do krajów gdzie kobiety bezapelacyjnie tolerują każdą decyzję mężczyzny, nie wychodzą same z domu i nigdy nie widzą świata nieprzesłoniętymi niczym oczami gwaratnowana!

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od wydawnictwa ZNAK literanova. 

 

Stosik no. 4 Kwiecień 27, 2011

Filed under: stosiki — finkaa @ 11:03 am

Kolejna dawka moich nowych nabytków. Myślę, że już ostatnia przed dłuższą przerwą, gdyż nieprzeczytane książki zaczynają piętrzyć się na mojej półce:

„Poezje rozproszone” – Donaty Dominik-Stawickiej – zbiór wierszy, trenów i przekładów autorki. Niestety, okładka niedostępna w internecie. Kupiłam ten tomik w małej księgarni w moim mieście.

„Ja, Ozzy” Ozzy Osbourna – autobiografia wokalisty Black Sabbath, którą dostałam na urodziny.

„Nie dla mięczaków” Moniki Szwai – jak głosi pierwsza strona tej króciutkiej książki „historia krótkiej wolności Piotra V.”. Nie wiem czego się spodziewać. Książkę dostałam od Zajączka, była dodawana do zakupów w Empiku z okazji Światowego Tygodnia Książki.

„Grzechotka Joanny Jodełki – kryminał osadzony w poznańskich realiach. Książkę wygrałam w konkursie organizowanym przez Tajemnicę.

„Wyrok” Mariusza Zielki – jak głosi hasło z okładki „pierwszy polski thriller finansowy”. Wygrałam go w konkursie nakanapie.

 

„Inna” Beata Szymura Kwiecień 23, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 2:16 pm
Tags: , ,

Ilość stron: 21

Wydawnictwo: e-book dostępny na stronie http://www.wydaje.pl

Rok wydania: 2011

Jak wszyscy zapewne wiemy, dziś Światowy Dzień Książki. Ja również postanowiłam mieć maleńki udział w jego obchodzeniu i zdecydowałam się na napisanie recenzji na życzenie początkującej pisarki, Beaty Szymury. Pani Beata marzy o profesjonalnym wydaniu książki, a ja postanowiłam pomóc w osiągnięciu jej marzeń, zagłębić się w jednym z jej opowiadań i napisać recenzję, tak by postać autorki trafiła do nieco szerszej publiczności.

O autorce wiem właściwie niewiele więcej niż napisałam we wstępie. Dodam jeszcze, że ma 24 lata i kończy filologię polską. Od dziecka bawiła się w tworzenie przeróżnych form literackich i, śmiało mogę stwierdzić, że pomimo mojego często sceptycznego podejścia do debiutantów, Pani Beata i jej opowiadanie rzuciły mnie na kolana.

Majka, główna bohaterka „Innej”, to maturzystka z problemami. Jest nietolerowana w szkole, nierozumiana w domu. Jedyną bratnią duszę upatruje w Ewie, przyjaciółce od serca. Mimo iż Ewa jest totalnym zaprzeczeniem Majki, dwie koleżanki dogadują się bez słów. Ewa często wypłakuje swoją nienawiść do ojca-tyrana w ramiona Majki. Majka, natomiast, szuka siły by przetrwać kolejne szkolne utarczki obcując z Ewą. Pewnego dnia obie dziewczyęta mają zupełnie dość swojej sytuacji rodzinnej i atmosfery szkolnej. Postanawiają skończyć z problemami raz na zawsze… To co dzieje się później otworzyło mi oczy na właściwą interpretację „Innej” i sprawiło, że mój obraz Majki i Ewy radykalnie się zmienił.

„Inna” porusza bardzo delikatne tematy oscylujące wokół niezrozumienia nastolatków, przemocy w rodzinie, a także braku odwagi, by otworzyć się na drugą osobę i otwarcie prosić o pomoc.

Nie chcąc zdradzać fabuły przyznam tylko, że autorka niezwykle zgrabnie kreuje postać Majki i ukazuje dialog bez słów jaki nieustannie toczą dwie przyjaciółki. Ich charaktery zarazem przenikają się i są swoim zaprzeczeniem. Bogate słownictwo i nienaganna interpunkcja sprawiają, że opowiadanie czyta się z zapartym tchem. Na przestrzeni całego e-booka znalazłam dwie literówki, które nie zakłóciły niesamowitego uczucia zaangażowania w losy Majki, które opowiadanie we mnie wzbudziło.

To niesamowiete, że debiutująca pisarka i tak któtkie opowiadanie wzbudziły we mnie aż tyle emocji.  Bez wahania polecam tę pozycję każdemu kto chce poznać realia i konsekwencje życia w ukryciu i ciągłym strachu. Polecam to opowiadanie także tym, którzy stawiają na młodych, obiecujących pisarzy.

Gorąco zachęcam do kupienia „Innej”  tutaj.

P.S. Trzymam kciuki, Pani Beato 🙂

 

„Wywiady bez kitu” Kwiecień 21, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 9:17 am
Tags: ,

„Wywiady bez kitu” – praca zbiorowa dziennikarzy Radia Bez Kitu  

Wydawnictwo: Narbook

Rok wydania: 2010

Ilość stron: 416

„Wywiady bez kitu” to praca zbiorowa stworzona przez dziennikarzy niezależnego, krakowskiego Radia Bez Kitu. Jest to zbiór 58 wywiadów z polską i zagraniczną sceną alternatywną, zarejestrowanych między 2003, a 2010 rokiem.

Nie sposób wymienić wszystkich artystów, których wypowiedzi znajdziemy w książce. Dla mnie największą przyjemnością było „spotkanie” z Renatą Przemyk i Kasią Nosowską. Obie panie są dla mnie symbolem klasy, ogłady scenicznej i kultury. W „Wywiadach bez kitu” znalazłam również całą rzeszę innych artystów, których na co dzień słucham i doceniam. Przekrój gatunków muzycznych, o których rozmawiano sprawia, że każdy może znaleźć coś dla siebie – reggae, poprzez punk, jazz, rock, hip-hop aż po folk i metal.  Również tematy poruszane w wywiadach dotykają przeróżnych zagadnień. Oczywiście każdy wywiad skupia się na muzyce danego artysty, ale dziennikarze zgrabnie zahaczają także o tematy osobiste, związane z polityką, czy zupełnie błahymi sprawami dnia powszedniego. Taki przekrój tematyczny sprawia, iż czytelnik widzi artystę z różnych perspektyw i nie nudzi się nawet gdy pytania schodzą na bardziej teoretyczno-muzyczne tematy.

Niestety książka ma również swoje mankamenty, za które winę nie zawsze ponoszą autorzy. Pierwsza i najbardziej poruszająca mnie sprawa to język. Artyści często zapominają, że słuchają (bądź czytają) ich tysiące odbiorców w różnym wieku. Cenię sobie osobistości polskiej sceny muzycznej takie jak Wojciech Wojda z Farben Lehre, Tymon Tymański czy Grabaż, z którego muzyką wiążę naprawdę pozytywne wspomnienia. Nie toleruję jednak wulgaryzmów, którymi przeplają swoje wypowiedzi. Czy pewne nurty muzyczne muszą  się kojarzyć z ubogim językiem?  Nie rozumiem dlaczego facet, który używa tak wyszukanych słów, że ja ich w życiu nie słyszałam, musi je ciągle przepatać słowami z najniższej półki. Czy nie można trzymać fasonu tak jak to zrobiła Kapela Ze Wsi Warszawa, Renata Przemyk czy panowie z Myslowitz?

Kolejna uwaga dotyczy przypisów, których jest w książce trochę za mało. Najstarsze wywiady sięgają 2003 roku. Kiedy artyści mówili o swoich planach wydawniczych, koncertowych, bądź innych, czasem łapałam się na pytaniu: „Czy rzeczywiście tak się stało?”, lub „Czy ten projekt w ogóle wypalił?”. Myślę, że przypisy w tej książce powinny być bardziej rozbudowane, aby ułatwić czytelnikowi odpowiednią interpretację pewnych wypowiedzi.

Reasumując, „Wywiady bez kitu” to świetna odskocznia od powieści, które czytamy na co dzień. Polecam je wszystkim tym, którzy kochają scenę alternatywną, z akcentem na polską scenę alternatywną. Szerokie spektrum artystów, jak i tematów poruszanych w tej książce sprawia, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie. Nie polecam jednak tym, którzy mają obsesję na punkcie poprawnej, pięknej polszczyzny.

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzyjny od nakanapie.pl 

 

Stosik no. 3 Kwiecień 17, 2011

Filed under: stosiki — finkaa @ 2:43 pm

…czyli kolejna dawka książek, w posiadanie których weszłam ostatnimi czasy:

  „Wywiady bez kitu” – zbiór wywiadów z polskimi i zagranicznymi artystami sceny alternatywnej. Niesamowita sprawa. Książkę dostałam do recenzji od mojej umiłowanej Kanapy 🙂

 „Dlaczego nie jestem ateistą” Marka Lipskiego – książka o tym, że wiara w Boga najzwyczajniej w świecie się opłaca. Wygrałam ją w konkursie organizowanym przez Kanapę.

„Musiałam odejść” Jean Sasson, Nadżwy Bin Laden i Omara Bin Laden – wspomnienia żony i syna Osamy o wspólnym życiu. Książkę otrzymałam  do recenzji od wydawnictwa Znak litera nova.

                                                                                                                                                                                            Na półce mam jeszcze jedną nowość, o której opowiem Wam przy następnej okazji. A okazja ta nadarzy się już niebawem, bo poczta niesie mi kolejne dwie wygrane. 🙂

 

„Księżniczki z Park Avenue” Plum Sykes Kwiecień 12, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 10:59 am
Tags: ,

Wydawnictwo: Albatros

Rok wydania: 2007

Ilość stron: 304

Od samego początku w Plum Sykes doszukiwałam się podobieństw do Candace Bushnell, przezabawnej i przeinteligentnej twórczyni „Seksu w wielkim mieście”. Oczywiście, nie pomyliłam się. Sykes jest równie błyskotliwa, równie uzależniona od mody i równie utalentowana co Bushnell. Książki Sykes również podszyte są autentycznymi przeżyciami autorki, a jej język jest równie lekki, zabawny i urzekający.  Co ciekawe i charakterystyczne, Plum Sykes podobnie jak jej bohaterka z „Księżniczek” urodziła się w Wielkiej Brytanii. Do Nowego Jorku Sykes przybyła dopiero w 1997 roku i, mam wrażenie, że zakochała się w nim od pierwszego wejrzenia miłością prawdziwą i głęboką. Brytyjka pisywała o modzie i życiu w wielkim mieście do „Vogue”, zupełnie jak Moi, główna bohaterka „Księżniczek z Park Avenue”.

„Księżniczki z Park Avenue” to fantastyczny przewodnik po salonach mody i rozrywki Nowego Jorku. Główna bohaterka to córka Amerykanki i Brytyjczyka, której dzieciństwo w zachmurzonej Anglii tak skrzywiło psychikę, że tuż po wyzwoleniu się spod skrzydeł rodziców wyruszyła na podbój nowojorskich elit. Udało jej się to doskonale – Moi obraca się w doborowym towarzystwie najbogatrzych, nowojorskich młodych dam, pisuje do jednego z najpoczytniejszych pism, dostaje ubrania od najlepszych projektantów i regularnie wybiera się do „Brazylii” z najprzystojniejszymi mężczyznami. (prawdziwe znaczenie tej przenośni odkryjecie po przeczytaniu kilku pierwszych stron, choć myślę, że już teraz łatwo się domyślić 🙂 ). Oczywiście, jak każda księżniczka, Moi szuka prawdziwej miłości. Oczywiście, jak każda księżniczka, dziko sprzeciwia się woli matki, która widziałaby córkę jako żonę brytyjskiego earla.  Jednak czy uda jej się uciec przed prawdziwym przeznaczeniem? Zdecydowanie nie. Los płata Moi figle i bawi się z nią w chowanego. Prawdziwe szczęście jest na wyciągnięcie ręki, tylko w którą stronę ów rękę wyciągnąć? Jest tyle możliwości, że Moi regularnie zapada w depresje, manie,  a nawet stara się popełnić samobójstwo.

Na pierwszy rzut oka książka wydaje się być przewidywalna, prosta i niewyszukana. Zapewniam Was jednak, że to tylko pozory. Owszem, nie znajdziemy w niej mrożącego krew w żyłam suspensu, ani nawet wartkiej akcji, ale nie o to  chodzi. Księżniczki mają nas doprowadzić do łez śmiechu, do współczucia, do zachwytu, do zazdrości, a przede wszystkim do radości z obcowania z nimi.

Lekki język, niesamowite poczucie humoru, anegdoty, zbiegi okoliczności – to wszystko cechy charakterystyczne „Księżniczek z Park Avenue”. Książkę czyta się niezwykle przyjemnie i niewiarygodnie szybko. 300 stron umknęło spod moich palcy, zanim zdałam sobie sprawę, że przekroczyłam połowę. Jedyne o co można mieć żal do autorki to dlaczego tak krótko?

Książkę polecam wszystkim dziewczynom, które chcą odpocząć od ciężkiej literatury, która zmusza do myślecia, typowania mordercy, odpowiedzi na pytanie „dlaczego?”, głębokich filozoficznych wynurzeń i zastanowienia nad samą sobą. „Księżniczki z Park Avenue” odłożycie z uśmiechem na twarzach, z beztroską i lekkością ducha, gotowe na nowe wyzwania literackie.

 

„Co widział pies i inne przygody” Malcolm Gladwell Kwiecień 3, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 12:43 pm
Tags: , ,

Wydawnicwo: ZNAK litera nova

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 395

Jak dowiadujemy się z okładki, Malcolm Gladwell to „geniusz opowieści”, „wszechwiedzące i wielorękie bóstwo anegdot”, „gwiazda amerykańskiego dziennikarstwa”, „publicysta New Yorkera„, „autor czterech książek, które stały się światowymi bestsellerami”, a Time „zaliczył go do grona 100 najbardziej wpływowych ludzi na świecie”. I jeszcze jedno, Malcolm Gladwell to „ulubiony pisarz światowych liderów”. Moim skromnym zdaniem natomiast, Gladwell to przeinteligentny facet, który do swojego dziennikarskiego fachu podchodzi nader profesjonalnie, niezwykle szczegółowo zagłębiając się w każdy temat.

„Co widział pies i inne przygody” to zbiór artykułów powstałych w okolicach 2000 roku, traktujących absolutnie o wszystkim; od keczupu, poprzez mammografię, aż do seryjnych morderców i maszynek do siekania warzyw. Książka jest podzielona na trzy części; pierwsza opowiada o ludziach z pasją. Tu znajdziemy artykuł o facecie nazwiskiem Ron Popeil, który jest mistrzem sprzedaży i autorem niezliczonych patentów na sprzęt kuchenny. Zna go chyba każdy kto choć trochę czasu poświęcił oglądaniu telezakupów. W tej części także znajdziemy artykuły o kobietach, które były autorkami pierwszych, amerykańskich reklam farb do włosów, o niezwykle religijnym wynalazcy tablitki antykoncepcyjnej czy o zaklinaczu psów. Druga część jest poświęcona ludziom, którzy płynęli, bądz niekiedy wciąż płyną pod prąd, snując mniej lub bardziej niepopularne teorie. Na przykład, czy wiecie, że władze Denver doszły do wniosku, iż bardziej opłacalnym jest dawać bezdomnym wyposażone mieszkania, niż finansować ich pobyty w szpitalach i na dołkach? Albo czy macie choć cień podejrzeń kto odpowiedzialny jest za eksplozję Challengera? Lub co łączy skrajnie różne tematy operacji Pustynna Burza i aparatu mammograficznego? Trzecia część książki traktuje o przypadłościach naszych charakterów i inteligencji. Czy pierwsze wrażenie może mieć taką samą wartość dla pracowadwcy jak godzinna rozmowa kwalifikacyjna i dlaczego niektórzy detektywi są porównywani do wróżek? Odpowiedzi na te oraz tysiące innych pytań znajdziecie czytając „Co widział pies i inne przygody”.

Książka porusza tak różnorodną tematykę, że nie sposób jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy rzeczywiście jest interesująca. Przez wiele artykułów (np. ten o keczupie, farbie do włosów, seryjnych mordercach, tabletce antykoncepcyjnej, krajalnicach do warzyw, bezdomnych, psach ) brnęłam z zapartym tchem i entuzjaznem. Przez niektóre (np. ten o Enronie, mammografie, czy obliczeniach związanych z Wall Street) nie mogłam się przedrzeć. Traktując książkę jako całość muszę pochwalić błyskotliwość i zaangażowanie autora. Gladwell potrafi znaleźć zaskakujące analogie w pozornie niezwiązanych tematach. Co wspólnego ma tenisistka Jana Novotna z  Ephimią Morphew, specjalistką z NASa, czy Johnem F. Kennedy’m Juniorem? Wydawałoby się nic, a jednak ich nazwiska pojawiają się jedno pod drugim w jednym z artykułów. Na pochwałę zasługuje także język. W książce poruszane są niekiedy zupełnie trywialne tematy, które przeplatają się z bolączkami społeczeństwa, katastrofami czy śmiertelnymi chorobami. „Lekki” język książki ze szczyptą dobrego humoru, sprawia jednak, że każdy z artykułów czyta się na swój sposób przyjemnie.

„Co widział pies i inne przygody” to prawie 400 stron napisanych dość zbitą czcionką, co gwarantuje zajęcie nie na jeden, a na dobrych kilka wieczorów pod rząd.  Przekrój przez tematykę sprawia, że każdy, dosłownie i bez wyjątku,  może wybrać z niej coś dla siebie. Pomimo poruszania różnorakich problemów, książka nie wymaga od nas uprzedniej wiedzy na ich temat. Jest ona doskonałą okazją, by odejść na chwilę od ulubionej powieści i doświadczyć prawdziwego amerykańskiego dziennikarstwa. Pozycję tą potraktowałabym także jako doskonały prezent dla kogoś, komu chcemy kupić książkę, ale nie znamy dokładnie jego gustu. Lokując pieniądze w taki przekrój tematyczny na pewno trafimy.

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzyjny od wydawnictwa ZNAK litera nova.