poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

Kurt Cobain Luty 21, 2011

Filed under: na marginesie — finkaa @ 10:10 pm
Tags: ,

Właściwie miałam tego nie robić, ale po zastanowieniu doszłam do wniosku, że czemu nie…

 

 

Gdyby żył, wczoraj obchodziłby 44 urodziny.

 

Poniżej garść  dostępnych książkowych drogowskazów, które pozwolą nam go odnaleźć.

 

Charles R. Cross – Pod ciężarem nieba

 

Kurt Cobain – Dzienniki

 

Ian Halperin – Kto zabił Kurta Cobaina?

 

Ian Halper, Max Wallace – Miłość i śmierć. Morderstwo Kurta Cobaina

 

Everet True – Nirvana. Prawdziwa historia

 

Suzi Black – Nirvana

 

 

I`m not like them
But I can pretend
The sun is gone
But I have a light
The day is done
But I`m having fun

I think I`m dumb
Or maybe just happy
Think I`m just happy


 

„Pielgrzym” Paulo Coelho

Filed under: recenzje — finkaa @ 11:12 am
Tags:

Wydawnictwo: Nowy Świat

Rok wydania: 2006

Ilość stron: 304

Myślę, że nazwisko tego autora każdemu obiło się już o uszy.  Brazylijski pisarz urodzony w Rio de Janeiro w 1947 roku już od ponad 20 lat mąci wody światowej literatury.  O „Pielgrzymie” usłyszałam kilka lat temu, jako o czymś nowatorskim, odważnym i przepięknym. Arcydzieło – można było wtedy wywnioskować. Pewnie z powodu braku finansów, oraz krótkiej pamięci szybko zapomniałam o tej pozyji. Dopiero kiedy kilka dni temu znalazłam ją na małym stoliku w pokoju moje siostrzeńca poczułam, że tym razem spotkanie z „Pielgrzymem” jest już nieuniknione.

Wspomniana powieść to oparty na własnych doświadczeniach  spis wspomnień oraz przeżyć, których autor doświadczył na drodze do Santiago de Compostela, miejsca gdzie spoczywa św. Jakub. Po co Coelho wybrał się w tą ponad 700-kilomentrową pielgrzymkę? Jak sam autor twierdzi: „Wielu przedstawicieli mojego pokolenia – a wśród nich ja – uległo fascynacji sektami, tajemnymi stowarzyszeniami i  uwierzyło, iż zrozumienie tego, co  trudne i złożone, prowadzi ku zgłębieniu tajemnicy  życia”. Stowarzyszenie, które autor ma na myśli to niejaki Zakon RAM – ezogetyczne ugrupowanie stawiające na uduchowienie swoich wiernych. „Pielgrzym” rozpoczyna się sceną, w której autor ma zostać wyświęcony na Mistrza ów zakonu. Ceremonia nie kończy się jednak sukcesem, gdyż w kulminacyjnym punkcie autor zamiast przyznać, iż jest niegodny przyjęcia miecza-symbolu, wyciąga po niego ręce. Mistrz, zawiedziony pychą Coelho, nakazuje mu pielgrzymkę, której zwieńczeniem będzie odnalezienie miecza.  Wędrówka przez Pireneje ma nauczyć autora nie tylko pokory i umiaru, ale także czynienia cudów oraz wielu magicznych praktyk. Na początku swojej drogi pielgrzym spotyka przewodnika imieniem Petrus, który ma być jego duchowym patronem oraz wsparciem. Tak zaczyna się ta, wydająca się nie mieć końca, pielgrzymka.

Na drodze do Composteli, Coelho doświadcza – wydawać by się mogło – niesamowitych przygód. Rozmawia z aniołami i demonami, komunikuje się nawet z psem, który jest wcieleniem demona. Wielokrotnie powołuje się na imię Jezusa i Biblię. Petrus naucza pielgrzyma „ćwiczeń”, które złączone ze skwarem, duchotą i zmęczeniem wywołują halucynacje i omamy, niekiedy prowadząc do wymiotów i wycieńczenia organizmu. Ślubując swojemu przewodnikowi totalne oddanie, pielgrzym nie miał pojęcia, że będzie musiał wylizywać własne rany, wyobrażać sobie bycie pochowanym żywcem, czy unoszenie własnymi rękami krzyża, który otworzył ledwo zasklepione rany na ciele autora.

Wszyskie te sceny upodlenia, skrajnego wyczerpania, a także nieprzyjemne usposobnienie przewodnika i ślepa wiara pielgrzyma sprawiają, że książkę czyta się z niejakim smutkiem czy może przygnębieniem. Zawiłe opisy zmian poglądów autora oraz rzekome prawdy i zasady moralne sprawiają, że przez książkę brnie się niezwykle żmudnie i powoli. Aby zrozumieć o co tak naprawdę chodzi autorowi, czasami musiałam wracać po poprzedniej strony nawet kilka razy.

Co zasługuje na pochwałę to fakt, że autor rzeczywiście zdaje się przenosić czytelnika do skwarnej Hiszpanii. Opisy krajobrazów, chatek czy przydrożnych krzyży są tak skonskruowane, że zdawało mi się, iż sama kroczę tą drogą męki, zniewag i heroicznych czynów. Niestety, chciałam jak najszybciej ją opuścić i wrócić do mojego przytulnego pokoju.

Komu mogę polecić tą pozycję? Na pewno ludziom o niezachwianej wierze, którym ta książka nie wyrządzi krzywdy i nie sprawi, że będą chcieli zgłębić tajemnice klasztoru RAM.

Zachęcam do przeczytania artykułu, w którym znajdziecie kilka interesujących wynurzeń na temat „Pielgrzyma”

 

„Bloguj jak mistrz. Windows Live Writer 2011” Luty 16, 2011

Filed under: recenzje — asasyn @ 12:43 pm
Tags: ,

„Bloguj jak mistrz. Windows Live Writer 2011” – Paweł Wimmer

Wydawnictwo: Self Publishing

Rok wydania: 2010

Ilość stron: 130

Paweł Wimmer – postać dla mojego pokolenia zewsząd kultowa, bowiem od kursu HTML tegoż autora zaczęłam moją wieloletnią przygodę z technologiami internetowymi. Przygodę zresztą trwającą do dziś, co jest najlepszym dowodem na moc oddziaływania publikacji tego Pana. Tym bardziej trudno jest mi zupełnie obiektywnie podejść do powierzonego mi zadania recenzji książki „Bloguj jak mistrz. Windows Live Writer 2011”, ale postaram się wypełnić je najlepiej jak tylko potrafię.

Tytuł książki jest trochę przesadny i mylący, bowiem zanim jeszcze zagłębiłam się w jej lekturę byłam przekonana, że autor oprócz opisania fundamentalnych podstaw korzystania z programu, pokusi się o rozbudowanie niniejszej publikacji rozdziałem poświęconym temu w jaki sposób pisać – tym bardziej, że dziennikarz z długoletnim doświadczeniem mógłby adeptom tejże profesji przekazać wiele cennych uwag. Objętość książki może na początku przerażać niecierpliwych bloggerów, szybko okazuje się jednak, że styl jakim autor się posługuje i duża ilość grafik sprawiają, że przez książkę surfuje się (porównując to do terminologii internetowej) szybko i przyjemnie, każdy kolejny krok logicznie wynika z poprzedniego. Autor oprócz opisu samego – nota bene – bardzo dobrego oprogramowania, wskazuje także niezbędne w pracy każdego bloggera strony internetowe pozwalające na gromadzenie, bądź zdobywanie różnego rodzaju zasobów – muzyka, grafika itp. co niewątpliwie jest cennym uzupełnieniem całości.

Jak wszystkie książki orbitujące w mikrokosmosie technologii Informatycznych, również „Bloguj jak mistrz. Windows Live Writer 2011” ma ograniczoną do kolejnego wydania tejże aplikacji datę ważności. Dlatego podczas lektury tego typu dzieła za każdym razem towarzyszy mi myśl: „Czy rzeczywiście jest sens wydawania poradników dla takich programów?”. Tym bardziej, że rozbudowany system pomocy i łatwy dostęp do internetu sprawiają, że uzyskanie odpowiedzi na nurtujące nas pytania trwa szybciej niż mozolne przeszukiwanie ebooka. Nie wspominając już o uwielbianej przeze mnie metodzie prób i błędów, która w długoletniej przygodzie z komputerami zawsze przynosi spektakularne efekty. Tym co broni natomiast ową książkę jest jej niewygórowana cena, która sprawia że „mniej techniczne” pokolenie ludzi w średnim wieku, którzy chcą wkroczyć w fascynujący świat blogosfery doceni fakt, że książka niczym dobry samarytanin prowadzi czytelnika za rękę przez kolejne rozdziały, dając solidne podstawy do swobodnego poruszania się w większości obecnie popularnych systemów blogowych, a wszystko to za pomocą jednego, niewielkiego programu udostępnionego przez Microsoft, zupełnie za darmo.

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzyjny od Nakanapie.pl

 

„Śmiertelna Fantazja” J.D. Robb Luty 13, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 12:39 pm
Tags: , , ,

„Śmiertelna Fantazja” – J.D. Robb

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 392
 
Nora Roberts to kobieta o wielu twarzach, które zmienia jak maski, aby trafić dokładnie w tych, których trafić zamierza. Jeszcze kilka dni temu byłam skłonna do wzruszenia się nad losami udręczonej i romantycznej Cilli z „Hołdu”, dziś przyklasnęłam twardej babie ze „Śmiertelnej Fantazji”.
 
„Śmiertelna Fantazja” to kolejna część futurystycznego cyklu Roberts pisanego pod pseudonimem J.D. Robb. Bohaterką cyklu jest Eve Dallas, nowojorska policjantka o tragicznej przeszłości. Razem ze swoim mężem Rorke’m, który stał się jej cywilnym doradcą, Eve rozwiązuje kolejną zagadkę. Tym razem jest to śmierć 29-letniego milionera, który zmarł w swoim trzypoziomowym apartamencie podczas testowania jednej z gier, produkowanej przez jego firmę. Młodzieniec o imieniu Bart jest jednym z czterech właścicieli ogromnej korporacji produkującej gry komputerowe. Z pozostałą trójką (dwóch facetów oraz dziewczyna) Bart zna się jak łyse konie. Z dwojgiem z nich zna się niemal od urodzenia, z całą trójką studiował i zakładał firmę. Wszyscy zdają się być niezwykle poruszeni i załamani jego śmiercią. Jednak dla Eve to za mało. Detektyw od razu odbiera czytelnikowi szanse na jakiekolwiek spekulacje i otwarcie twierdzi, że mordercą jest jeden z trzech pozostałych przy życiu wspólników. Kiedy w podobnych okolicznościach (we własnym mieszkaniu, podczas testowania gry) zostaje znaleziona  ledwie żywa jedyna kobieta z grona właścicieli, liczba podejrzanych jeszcze się zawęża…
 
„Śmiertelna fantazja” to kryminał z elementami romansu, który odbiega nieco od sztandarowej pozycji, którą zaklasyfikowałabym jako kryminał. Dlaczego? Pierwszy raz miałam do czynienia z zagadką mordersta, w której detektyw od razu zawęził liczbę podejrzanych i nie robił nic w kierunku zaprzeczenia swoim podejrzeniom tak, aby zmylić czytelnika. Muszę przyznać, że trochę mnie to sfrustrowało, gdyż lubię książki, które na ostatniej kartcę obalają moją misternie wypracowaną teorię. Pierwszy raz, także, miałam do czynienia z książką, która tak słabo zawoalowała motywy  zbrodni. Nie chcę wdawać się w szczegóły żeby nie umniejszyć Waszej zabawy, ale biorąc pod uwagę okoliczności morderstwa i brutalnej napaści, od razu wpadniecie na to kto i dlaczego i w jaki sposób. Przyznam, że trochę męczy czytanie książki, w której detektyw zadaje pytania teoretycznie bez rozwiązania, a my moglibyśmy odpowiedzieć na nie śpiewająco.
 
Kolejnym minusem tej pozycji jest jej język. Nie chodzi mi tu o słabe tłumaczenie, bądź błędy natury ortograficznej czy stylistyczne. Chodzi mi o kulturę języka głównych bohaterów. Rozumiem, że są nimi twardzi gliniarze, którzy na co dzień parają się mordami, gwałtami, włamaniami itd. Nie mniej jednak trochę bolą oczy kiedy czyta się, że smukła i brązowowłosa kobieta z dołkiem w brodzie rzuca dowcipami o du_ _ _, a jej zgrabna partnerka nie zna kultyralnych określeń na pewne części ludzkiego ciała.
 
Akcja książki rozgrywa się w 2066 roku. Fabuła naszpikowana jest futurystycznymi wynalazkami. Najbardziej rozbawiło mnie więzienie poza Ziemią, powietrzny tramwaj i android-służący.
 
To, że mam kilka zastrzeżeń nie znaczy jednak, że książka jest totalnie do bani. O nie! Eve świetnie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Jest harda i nie daje się łatwo wyprowadzić z równowagi. Mam wrażenie, że dla oddania zmarłemu sprawiedliwości, pracuje dzień i noc (z małymi przerwami na flirt z przystojym mężem, oczywiście 🙂 ). Eve nie lubi marnować czasu na grzebanie w swojej garderobie, ani na zbędnego fryzjera, więc pada dość regularnie ofiarą żartów jej przyjaciół i partnerki.
 
Książka przeplata wątki „lżejsze” z makabrycznymi napaściami i brutalnymi opisami zdjęć detana. Nie sprawia to jednak, że czyta się ją ze wstrętem. Wręcz przeciwnie. Osobowość Eve ma to „coś” w sobie co przyciąga i sprawia, że książkę czyta się szybko. I mimo kilku poważnych zarzutów wysuniętych na początku, polecam „Śmiertelną fantazję” nie tylko tym, którzy już znają detektyw Dallas, ale także tym, którzy lubią książkę z wartką akcją, oraz tym, którym nie przeszkadza fakt, że odnajdą odpowiedź prędzej niż główna bohaterka.
 
Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzyjny od Nakanapie.pl

 

Stosik no. 1 Luty 8, 2011

Filed under: stosiki — finkaa @ 8:29 pm

Dziś odwiedziłam dwa poznańskie antykwariaty. Zobaczcie sami co w nich znalazłam:

„Nie całkiem do pary” – Wendy Markham

Tracey, młoda dziewczyna z Manhattanu, postanawia znaleźć sobie zajęcie podczas nieobecności jej chłopaka. Przyglądając się w samotności swojemu życiu postanawia coś w nim odmienić… Czy uda jej się polubić nową kobietę, którą z pomocą przyjaciółem, w sobie odkrywa?

„Niania w Nowym Jorku” – Nicola Kraus & Emma McLaughlin

Nanna, opiekunka czteroletniego chłopca, jest obserwatorką rodzinnego piekła jakie swojemu synowi gotuje współczesna, zapracowana mama i romansujący tata.

„Wielki Gatsby” – F. Scott Fitzgerald

Chyba najbardziej znany amerykański romans wszechczasów. Po prostu trzeba go mieć.

„Dzieci Kalifornii” – Jacqueline Briskin

Książka opowiada historię pokolenia „dzieci kwiatów”.

„I love you, Poland” – Michael Jackson

Wspomnienia z wizyty Michaela w Polsce z 1996 roku. Książka warta kupna ze względu na oprawę graficzną.

Na pewno masa z tych książek doczeka się swojej recenzji na tym blogu. 🙂

 

„Księga Dżungli” Walt Disney Luty 5, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 3:52 pm
Tags: , ,

Dawno, dawno temu, bo w roku 1894 wybitny angielski pisarz i poeta, laureat Nagrody Nobla z 1907 roku, Rudyard Kipling wydał zbiór opowiadań pt. „Księga Dżungli”. Część z nich poświęcił „dzikiemu dziecku” o imieniu Mowgli.  Chłopcem opiekują się wilki oraz przyjazna pantera, imieniem Bagira. On sam świetnie zna wszystkie kryjówki dżungli i doskonale włada językiem zwierząt. Niestety, pretensje do wilków za uratowanie Mowgliego narastają w potwornym tygrysie, imieniem Szir Kan. Prowadząc „zimną wojnę” z chłopcem, Szir Kan podburza wilki przeciwko niemu, aż w końcu Mowgli zmuszony jest szukać szczęścia wśród ludzi z pobliskiej wioski.  Historia jednak kołem się toczy i po zabiciu tygrysa, Mowgli wraca do dżungli. Brutalne, jak na bajkę, prawda? ….

Na całe szczęście mamy wytwórnię Walta Disney’a, która czegokolwiek dotknie, potrawi zmienić w przyjazną, radosną baśń nie z tego świata. W 1967 roku, wytwórnia ta zabrała się za szlifowanie brutalnych kantów powieści Kipling’a i wyprodukowała film pt. „Księga Dżungli”  z sympatycznym „dzikim chłopcem”, nieporadnym tygrysem i śmieszną panterą w rolach głównych.

W 1995 roku wydawnictwo Egmont Polska wydało książkę pt. „Księga Dżungli”, w całości opartą na filmie Walta Disneya pod tym samym tytułem. W 2009 roku to samo wydawnictwo wznowiło nakład książki (jej okładkę możecie podziwiać poniżej).

A teraz do sedna:

Wydawnictwo: Egmont Polska

Rok wydania: 2009

Ilość stron: 64

„Księga dżungli” to pięknie ilustrowana powieść dla dzieci właściwie w każdym wieku. Akcja książki nie jest tu tak brutalna. Mowgli, znaleziony jako noworodek przez Bagirę, rozpieszczany przez kochające wilki, ma wielu sprzymierzeńców, którzy chcą go uratować przed tygrysem ludojadem.  Jedynym wyjściem z tarapatów wydaje się być ucieczka do ludzkiej osady. Podczas wyprawy w poszukiwaniu przedstawicieli swojego gatunku, Mowgli spotyka wesołego misia Balu, z którym  bardzo się zaprzyjaźnia i przeżywa liczne przygody. Balu sypie rymowankami jak z rękawa, co dodatkowo rozwesela atmosferę przeprawy przez dżunglę. W końcu Mogwli musi oddalić się do wioski, ale za sprawą pewnej pięknej istoty, nie okazuje się to aż tak trudne.

Książka napisana jest bardzo przystępnym językiem. Podczas około godzinnej lektury natrafiłam na dwa, bądź najwyżej trzy słowa, które mogłyby przysporzyć dzieciom problemu w interpretacji i zmusić je do przerwania lektorowi pytaniem: „A co to właściwie jest ta defilada?”

Kolorowe strony sprawiają, że nawet najbardziej ruchliwe dziecko nie ma ochoty ryzykować ruszeniem się z miejsca, by czegoś nie przegapić. Tekst rozmieszczony jest w taki sprosób, że właściwie co minutę przewracamy kartkę i ukazują się nowe obrazki.

Tak jak napisałam powyżej, książka nadaje się dla dzieci w każdym wieku. Szczególnie polecam ją rodzicom, którzy chcą zainteresować dzieci egzotycznymi widokami i dziką zwierzyną. 🙂

 

„Hołd” Nora Roberts Luty 2, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 6:45 pm
Tags: , ,

Wydawnictwo: Świat Książki

Rok wydania: 2009

Ilość stron: 464

Chyba nikomu z miłośników literatury kobiecej nie trzeba przedstawiać amerykańskiej królowej tego gatunku jaką jest Nora Roberts. Tym razem autorka ponad 150 książek, które wydane są w ponad 280 milionach egzemplarzy na całym świecie  składa „hołd” fikcyjnej gwieździe Hollywoodu, Janet Hardy.

Autorka porywających romansów, obowiązkowo z nutką kryminału i sensacji, tym razem zabiera nas na amerykańską prowincję, gdzie pośród gór, drzew i stawów snuje ognisty romans spowity mroczną mgłą przedwczesnej i nader tajemniczej śmierci światowej sławy lat 70′. Cilla, wnuczka nieżyjącej celebrytki, przyjeżdza do miejsca, w którym jej babcia upatrzyła sobie azyl od kamer i skwaru Los Angeles, a także w którym umarła w nieznanych okolicznościach.  Wraz z zaprzyjaźnionymi ekipami remontowymi, Cilla przywraca sławę ukochanej, chylącej się ku upadkowi, rezydencji swojej babci. To tutaj Cilla chce zacząć  nowe życie, to tutaj Cilla odkrywa co to prawdziwa miłość i przyjaźń. Niestety, tutaj także, czeka na nią śmiertelna pułapka. Kto czyha na jej życie? Komu tak bardzo przeszkadza jej obecność w małym miasteczku? Czy śmierć jej babci może mieć coś wspólnego ze śmiercią, którą ktoś gotuje Cilli?

Książka porusza niewygodny temat zachwianych relacji rodzinnych, niespełnionych marzeń i ambicji. Dotyka także procesu budowania tożsamości i szukania odpowiedzi na kluczowe w życiu człowieka pytania. „Hołd” opowiada historię ludzkiego poświęcenia i oddania. Ukazuje człowieka w pełnej krasie, obnażając te mocne, jak i te słabe, moralnie złe strony. Przy okazji książka ta jest również niezłym przewodnikiem dla każdego, kto chce wyremontować swój dom. 🙂

Dzieło Roberts napisane jest nieskomplikowanym językiem i nie wymaga od czytelnika wytężania umysłu. Opisy są krótkie i wymowne, akcja toczy się szybko i bez zbytnich zawiłości. Ważnym elementem książki jest otaczająca bohaterów przyroda, a także postać psa, który, traktowany przez właściciela jak członek rodziny, nabiera prawie ludźkich cech.

To co może irytować, to zdaje się, nadmierne przywiązanie autorki do pewnych fraz. Wszyscy bohaterowie w niebezpiecznych sytuacjach wyczuwają „ucisk” w okolicach serca, mężczyźni nieustannie „wsuwają kciuki” w kieszenie spodni, a przyjaciel prosi często przyjaciela: „Przypomnij mi dlaczego właściwie się przyjaźnimy.”.

Jak wspomniałam wcześniej, książkę czyta się szybko. Strony same uciekają spod naszych palcy, a my nie możemy się oderwać ani na chwilę żeby to zauważyć. Książkę tą polecam szczególnie wszystkim, którzy lubią nierozwikłane aż do ostatniej kartki zagadki.