poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Książki moja miłość” Sierpień 30, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 9:12 am
Tags: , ,

Wydawnictwo: e-bookowo

Ilość stron: 104

Rok wydania: 2011

„Książki moja miłość” to zbiór opowiadań długich i krótkich, powstałych jako inicjatywa blogerów i profesjonalnych pisarzy, którzy wspólnymi siłami chceli uczcić Światowy Dzień Książki. Wśród autorów opowiadań znajdujemy właściwie przekrój polskiego społeczeństwa. Agnieszka Lingas – Łoniewska to znana i lubiana autorka książek z sensacyjną nutą. Jolanta Kwiatkowska również para się pisaniem niejako zawodowo. Wydała już m. in. książki „Kod emocji” czy „Tak dobrze, że aż źle”. Jednak obok profesjonalnych pisarzy, opowiadania tworzyli także zupełnie nieznani szerszej publiczności pisarze – amatorzy, bez reszty zakochani w książkach.  Nie sposób wymienić wszystkich, ale na przykład jedno z opowiadań stworzyła Ewelina Staniszewska – informatyk, inne zaś Andrzej – fotograf i absolwent UAM.

Opowiadania prezentują przekrój gatunkowy. Na przestrzeni około 100 stron mamy do czynienia z mini-powieścią sensacyjną – „W pogoni za mordercą”,  czy fantastyką – „Zaklinaczka zła”, „Uczeń czarodzeja”. W jednym z opowiadań („Światowy Dzień Książki”) autorka postawiła na beczkę śmiechu i dosłownie zarzuciła nas krótkimi anegdotami, przy których nie sposób nie roześmiać się w głos.  Teoretycznie wspólnym motywem opowiadań miała być książka, choć ja muszę przyznać, że w dwóch przypadkach jej się nie doszukałam (chodzi mi tu o „Nawet gołębie popełniają samobójstwo” i „Zaklinaczka zła”).

Również tematyka opowiadań jest przeróżna.  Jedne są beztroskie i lekkie jak piórko, np. „Uczeń czarodzieja”, „Lubimy książki”. Inne zioną smutkiem i zdradą np. „Pasażerka”, „Zaklinaczka zła”, „Nawet gołębie popełniają samobójstwo”. Jedne mają za zadanie nas rozbawić, inne zmusić do przemyśleń.

Przekrój stylowy i tematyczny sprawia, że opowiadania trudno porównać. Do moich ulubionych zaliczam „Ucznia czarodzieja”, ponieważ jest to radosne opowiadanko z sympatycznym morałem. Wyczuwa się w nim nutkę magii, którą bardzo sobie cenię. Na pochwałę zasługuje również „W pogoni za mordercą”, które mimo, że krótkie świetnie oddaje nastój jaki może wytworzyć się tylko między najlepszymi przyjaciółkami.

Niestety, muszę stwierdzić, że czytając kolejne opowiadania dochodziłam do powtarzającego się wniosku, że kilka stron rozwinięcia nadałoby im pełniejszego wymiaru, a czytelnikowi dałoby poczucie zamknięcia pewnej akcji, którego często brakowało. Kilka razy odniosłam wrażenie, że coś jest niedokończone, że pewne sprawy należałoby zakończyć w inny sposób.  Być może to celowy zabieg autorów, którzy pozostawiając „otwarte” opowiadania dali znak, że to nie wszystko na co ich stać, i że za rok, przy okazji świętowania 23-go kwietnia, przyjdzie nam się zmierzyć z czymś jeszcze bardziej interesującym.

Podsumowując, „Książki moja miłość” wywarły na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Fantastyczny pomysł zaowocował przekrojem opowiadań, które inspirują pisarzy-amatorów do dalszego skrobania do szuflady, bo naprawdę warto. Co za tym idzie dał szansę kilku z nich do zaświecenia pełnym blaskiem już teraz. E-booka polecam każdemu kto kocha książki i ma ochotę wspomóc wzniosłą inicjatywę. A autorom i wydawcom dziękuję za odważny pomysł i ściskam kciuki, aby na przyszły rok zaskoczyli nas kolejną niespodzianką.

Za możliwość przeczytania e-booka dziękuję wydawnictwu e-bookowo.

 

 

„Grzechotka” Joanna Jodełka Sierpień 28, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 9:34 am
Tags: ,

Wydawnictwo: W.A.B.

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 304
 
RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W KONKURSIE ZORGANIZOWANYM PRZEZ SERWIS ZBRODNIA W BIBLIOTECE 
 
„Joanna Jodełka zanim nieoczekiwanie dla samej siebie zaczęła pisać, zakochała się w Poznaniu” – taką informacją wita nas notka na okładce. Ukończyła historię sztuki na UAM w Poznaniu. Prowadziła sklep z miłosnymi kosmetykami oraz restaurację. Pani Joanna zadebiutowała powieścią „Polichromia – zbrodnia o wielu barwach”, za którą nagrodzono ją Nagrodą Wielkiego Kalibru. Kolejną powieścią Jodełki była „Grzechotka” – osadzony w poznańskim półświatku kryminał, a także doskonała powieść sensacyjna.
 
Wraz z początkiem książki poznajemy kilkoro niezwiązanych ze sobą osób. Nieznany policjant wyrywa z domowej sielanki zbuntowaną panią psycholog i każe jej gnać na komisariat. Tam czytelnik po raz pierwszy poznaje historię Edyty Skomorowskiej podejrzanej o dzieciobójstwo. Młoda kobieta tuż po porodzie nie ma przy sobie dziecka, nie wie gdzie ono jest, zawodzi i łka. Bez namysłu psycholog Weronika Król bierze sprawy we własne ręce i próbuje rozwikłać zagadkę. Równolegle z problemami Edyty, autorka zaznajamia nas z półświatkiem medycznym, który mógł lub został zmuszony „zaopiekować  się” Edytą w trakcie porodu lub nawet do niego nie dopuścić. Postacią, która zdaje się być łącznikiem między zmaltretowaną matką, a poznańskim światem medycznym z szemraną przeszłością, zdaje się być wytatuowany bandzior mający władzę nad dziewczynami oferującymi swe usługi w hotelowych pokojach. Do całego tego galimatiasu ludzkich charakterów i powiązań dołącza również zblazowany notariusz, oraz jego szalona matka-społecznica, a także rządna skandalu dziennikarka.
 
Po przebrnięciu przez całą około stustronową mozaikę ludzi, miejsc i wydarzeń miałam książki serdecznie dość. Nie rozumiałam co się stało, kto jest winien, gdzie jest dziecko, gdzie jest ojciec i czym zawiniła  matka.  Jednak z upływem minut poświęconych wnikliwej lekturze kolejnych kilku stron wszystko zaczęło się nagle układać. Mało tego, fabuła zaczęła mnie wciągać do tego stopnia, że nie potrafiłam już książki odłożyć bez mętliku w głowie i chęci jak najszybszego powrotu do czytania. Mozaika zaczęła się rozjaśniać, charaktery stały się nagle wyraziste, jedne delikatne i pełne dobra, drugie brutalne i nienawistne. Smaczku dodawały także obcojęzyczne zwroty, których nie rozumiałam i celowo nie tłumaczyłam, aby tajemnica utrzymywała się jak najdłużej na powierzchni.
 
Po opisie pierwszej nieludzko zadanej śmierci zrozumiałam, że autorka ma niezwykłą zdolność manipulowania językiem. Ukazuje świat takim jaki jest, nie upiększając niczego. Ze swobodą przeskakuje z siarczystych wiązanek na słodkie opisy małych kociątek, uśmiercając je brutalnie za chwilę. Książka utrzymana jest w zimnej, mglistej koncepcji. To nie przypadek, że w Poznaniu na przestrzeni kilku dni, w których rozgrywa się akcja ciągle ostro wieje, pada deszcz, a śnieg zawsze się topi, pozostawiając ogromne kałuże, w które raz po raz wpadają zakrwawione, poturbowane postaci. Jodełka umiejętnie bawi się językiem, konstruując zdania pełne powtórzeń, przenośni, przerywników lub wielokropków, tak, że cała powieść, mimo pierwotnego chaosu, zamyka się w pasjonującą, błyskawiczną całość.
 
No właśnie, „błyskawiczna” to niestety dobre słowo. Nigdy jeszcze nie miałam do czynienia z książką, która pochłonęła mnie tak bardzo, że nie zauważyłam, że to już koniec. Kiedy dobrnęłam do ostaniej strony, chciałam ją po prostu przewrócić żeby czytać dalej, tym bardziej, że na tej ostatniej stronie autorka wprowadziła zupełnie nowy wątek i pozostawiła go bez słowa wyjaśnienia. Ten zabieg spowodował moje rozczarowanie, tym większe, że mimo usilnych starań, nie znalazłam na okładce informacji, że „Grzechotka” to tylko pierwsza część dłuższej opowieści. W mojej głowie piętrzą się pytania, na które chyba nie będzie mi dane znaleźć nigdy odpowiedzi.
 
Po szybciutkim uporaniu się z za krótką, moim zdaniem, książką stwierdzam, że wywarła ona na mnie ogromne wrażenie. Rozczarowanie zakończeniem tylko podsyciło apetyt na twórczość pani Jodełki i pozostawiło za sobą  tysiące myśli, które utwierdziły mnie w przekonaniu, że książka prowokuje, inspiruje i wzbudza masę skrajnych emocji. A więc polecam ją młodym i polecam ją tym trochę starszym. Zarówno ludzie, którzy dopiero wchodzą w kryminalny świat literatury, jak i ci którzy na wartkiej akcji z mordestwem w tle zjedli już zęby nie będą rozczarowani, a niewinna zabawa „Grzechotką” już na zawsze zostanie w ich pamięci jako niesamowite, pasjonujące przeżycie.

 

„Niewinność zagubiona w deszczu” Eduardo Mendoza Sierpień 24, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 1:31 pm
Tags: ,

Wydawnictwo: Znak Literanova

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 136

Eduardo Mendoza, jak głosi informacja na okładce, to wybitny współczesny pisarz hiszpański. Jest laureatem najważniejszej hiszpańskiej nagrody literackiej – Premio Planeta. Te informacje nie zrobiły na mnie większego wrażenie, gdyż już kilka razy miałam okazję rozczarować się tymi najwybitniejszymi. Jednak po lekturze „Niewinności zagubionej w deszczu” znowu odzyskuję wiarę w autorów z najwyższej półki i chylę czoła przed talentem Mendozy.

„Niewinność zagubiona w deszczu” to powieść obyczajowa z elementami romansu, a nawet kryminału. Młoda przeorysza przybywa do małego katalońskiego miasteczka, aby zarządzać klasztorem oraz miejskim szpitalem. Wrodzony talent podsuwa jej tysiące pomysłów, do realizacji których potrzebne są pieniądze. Tak zaczyna się przygoda siostry z bogatym dziedzicem, miejskim lowelasem i zapalonym myśliwym – Augusto Aixelom. Wspólne plany na przemianę szpitala w dom starców doprowadzają parę do namiętnego, lecz przelotnego romansu, który odbija piętno na całym późniejszym życiu siostry Consuelo, nie zmieniając nawet o ksztę wyrachowanego utracjusza.

Myli się ten, kto sądzi, że „Niewinność zagubiona w deszczu” to tylko 130 stron miałkiego romansu.  Moim zdaniem, książkę trzeba traktować jako swoisty przewodnik po psychice przeoryszy, która mimo, że upadła i uległa, dźwiga swój krzyż z podniesioną głową. Przedsiębiorcza i stanowcza na swój sposób, z ogromnym garbem doświadczeń jaki od ów feralnego spotkania nosi na swoim grzbiecie, Consuelo stawia kolejne domy opieki społecznej i kieruje grupą poddanych zakonnic. Przeorysza nie waha się nawet pochylić nad zbójcami, którzy dzięki jej otwartości i miłosierdziu, odkrywają przed zdumioną zakonnicą swoje prawdziwe ja.

Mendoza wykazał się niesamowitym taktem i emocjonalnym zaangażowaniem tworząc tą króciutką powieść. Opowiedział historię siostry, która inspiruje, zmusza do przemyśleń i nawołuje do zastanowienia się nad własnym życiem. Autor, poprzez ukazanie życia młodej zakonnicy, opowiedział historię każdego z nas wskazując upadki i szczęśliwe momenty naszych dni powszednich. Książka zachwyciła mnie prostotą i urzekła tym, że pozwoliła odprowadzić jedną z moich ulubionych bohaterek literackich aż na sam koniec, aż na cmentarz.

Ciekawostką jest fakt, że dialogi, których w książce jest sporo, nie są pisane od nowej linii, ani zaznaczane myślnikami. Czytamy przydługawe zdania i sami zgadujemy który z bohaterów wypowiada daną kwestię. Jest to zabieg ciekawy, który może z początku wprowadza w zakłopotanie, na dłuższą jednak metę pozwala czytać książkę jednym tchem i doskonale orientować się w akcji.

Na pochwałę zasługuje okładka „Niewinności”. Piękne czarno-białe zdjęcie przedstawiające siostrę zakonną wpatrzoną zamyślonym wzrokiem w nieokreśloną przestrzeń połączone z fioletowym niebem doskonale oddaje ducha książki.

Uważam, że każdy kto lubi książki opowiadające o zwykłym życiu i prawdziwych emocjach znajdzie w „Niewinnośći zagubionej w deszczu” coś dla siebie. Ośmielam się nawet wysnuć teorię, że wielu z czyteników będzie mogło odnaleźć własne cechy  ukryte w charakterach wyrazistych, hiszpańskich bohaterów.

Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa ZNAK Literanova. Dziękuję.

 

„Cukiernia pod Amorem – Cieślakowie” Małgorzata Gutowska-Adamczyk Sierpień 22, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 9:37 am
Tags: ,

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Rok wydania: 2010

Ilość stron: 472

O Małgorzacie Gutowskiej-Adamczyk słyszał każdy. Absolwentka warszawskiego Wydziału Wiedzy o Teatrze na obecnej Akademii Teatralnej podbiła serca tylu Polek, że chyba każda z nas zna choćby ze słyszenia tę drobną postać z niezwykle lekkim piórem. Gutowska-Adamczyk jest z resztą kojarzona nie tylko przez panie w średnim lub starszym wieku. Autorka dzięki swoim porywającym powiesiom zaskarbiła sobie również szacunek młodzieży. Do jej najbardziej znanych dzieł należą „Niebieskie nitki”, czy „Mariola, moje krople”,  a także rewelacyjna trzytomowa seria „Cukiernia pod Amorem”.

Drugi tom serii nosi tytuł „Cieślakowie” i podobnie jak pierwszy, wiedzie nas przez tajemnice i zakręty losu pewnej rodziny. Akcja „Cieślaków”, podobnie jak ta z tomu pierwszego, rozgałęzia się pomiędzy wydarzeniami  z 1995 roku, oraz dziejami rodziny Zajezierskich, Cieślaków i Connorów pomiędzy latami 1890, a 1939. Z pozoru nie mające ze sobą wiele wspólnego strzępy wydarzeń, w tomie drugim zaczynają tworzyć pewną całość. Marianna Blatko wyjeżdza do Ameryki i wychodzi za mąż. Kinga Toroszyn wychowuje niesforną córkę, Grażynę, z której wyrasta międzynarodowa gwiazda filmu i kabaretu.  Hrabia Tomasz i Adrianna Zajezierscy skazują się na tułaczkę, aby ratować własne życia przed szalejącą wojną. Ich jedyny syn, Paweł, rozpoczyna  duchową karierę, która zawiedzie go aż do Rzymu i mianuje tamtejszym biskupem. Z upływem powieściowych lat przyjdzie nam również przeżyć śmierć wielu bohaterów „Cukierni pod Amorem”: Adrianny Zajezierskiej, Kingi Toroszyn, Marianny i jej brata Jacka Blatko, czy irlandzkiego męża Marianny, Iry Connor.

Na szczególny podziw zasługuje wątek poświęcony Grażynie Toroszyn, która z upartej córki i nieznośnej uczennicy przeradza się w piękną aktorkę Ginę Weylen. Spora część książki opowiada historię niesamowitej miłości jaką Gina obdarzyła ojca swojej przyjaciółki, Mili, a także ich późniejsze wspólne życie. Autorka kreuje Ginę na kobietę zdecydowaną, twardą, a z drugiej strony czułą i kruchą, wyrachowaną kochankę, a jednocześnie umiejącą zatrzymać się na chwilę i wyciągnąć pomocną dłoń. Życie Giny niesie za sobą przesłanie, iż nigdy nie należy się poddawać i, że w każdej beznadziejnej sytuacji trzeba do upadłego szukać pozytywnych odniesień.

Genialne kreowanie postaci to cecha charakterystyczna Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Nie tylko Gina jest wyrazista. Każdy z bohaterów posiada swój własny styl, swoje cechy rozpoznawcze, swój ulubiony ton i zwyczaje. Niesamowitym jest jak autorka potrafi zmieniać bohaterów na przestrzeni lat, zachowując ich wiarygodność i wyjątkowość. Czytając książkę ma się wrażenie, że Gutowska zna każdego z nich osobiście, przyjaźni się z jednymi, zaledwie tolerując innych.

Także piękny język powieści nie może pozostać bez komentarza. Kartki uciekają pod palcami, podczas gdy my dosłownie zatapiamy się w lekturze. Doskonale dobrane słownictwo  sprawia, że czytelnik czuje się uczestnikiem każdego z wydarzeń przestawionych w powieści.

Jeśli miałabym porównać dwa pierwsze tomy serii, powiedziałabym, że ten drugi wypada korzystniej. „Zajezierskim” zarzucałam to, iż nie zamykają żadnej sprawy, nie ujawniają żadnej tajemnicy. Odkładając książkę miałam poczucie niedosytu, który oczywiście popchnął mnie błyskawicznie do tomu drugiego.  „Cieślakowie” są równie zamknięci na gotowe odpowiedzi co tom pierwszy, ale czuć w powietrzu, że akcja zbliża się ku końcowi. Zetknięcie się obu równoległych płaszczyzn wisi w powietrzu, a bohaterowie występujący w części poświęconej latom 90-tym XX wieku dobrze już kojarzą to co działo się 50 lat wcześciej, czytelnik pozostaje więc z mnóstwem przypuszczeń i nie może się doczekać „Hryciów”, czyli tomu trzeciego.

Książkę „Cukiernia pod amorem – Cieślakowie” polecam wszystkim miłośnikom Zajezierzyc i Gutowa. Mogę poręczyć, że nikt kto zauroczył się pierwszym tomem nie będzie rozczarowany. Ponadto zachęcam do przeczytania tych, którzy uwielbiają klimaty przedwojennej Warszawy, Ameryki za czasów prohibicji, czy wojennych tułaczek. Doradzam

jednak zapoznanie się z pierwszym tomem przed sięgnięciem po „Cieślaków”.

 

„29 Darów, które odmienią Twoje życie” Cami Walker Sierpień 18, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 8:39 am
Tags: ,

 Wydawnictwo: Studio Astropsychologii

Rok wydania: 2010

Ilość stron: 248

„29 Darów, które odmienią Twoje życie” Cami Walker

Młoda, około trzydziestoletnia Amerykanka, szczęśliwa mężatka, prężnie pracująca konsultantka biznesowa, joginka i osoba praktykująca medytację nagle dowiedziała się, że jest chora na stwardnienie rozsiane. Załamanie, strach i kompletne przewartościowanie, a także chęć odbicia się od dna zaprowadziły ją aż na spotkanie z szamanką Mbali, która wyjawiła chorej magiczny sekret. Cami Walker – autorka książki „29 Darów, które odmienią Twoje życie” otwiera przed nami drzwi własnego mieszkania, a także swoje wnętrze, aby podzielić się manią dawania, która odmieniła jej życie, a także sprawiła, że symptomy SM złagodniały.

„29 Darów, które odmienią Twoje życie” nie jest książką łatwą do zaszufladkowania. Z pewnością jest to poradnik, lub jak kto woli, przewodnik po tym dziwnym rytuale. Z pewnością jest to pełna ciepła powieść, a ja pokusiłabym się jeszcze o dodanie słowa „pamiętnik”. Pamiętnik chorej na SM autorki, która prowadzi nas przez kolejne 29 dni swojego życia, prezentując wielką przemianę.

Cami Walker właściwie w jednej chwili przemienia się ze zgrabnej, owładniętej szałem wysokich obcasów kobiety w niedołężną, poruszającą się z trudem, wychudzoną poczwarkę. Nie umie chodzić bez laski, nie jest w stanie posprzątać mieszkania, ani pozmywać naczyń, nie gotuje, nie pierze, rzuciła pracę zawodową, rzuciła jogę, odizolowała się od rodziny i znajomych. Nie zrezygnowała jedynie z niekonwencjonalnej medycyny, którą od zawsze wspierała działania tradycyjnych lekarzy. Cami medytuje, poddaje się niezliczonym masażom, pije ziołowe mikstury, powtarza afirmacje i… udaje się do afrykańskiej wróżbitki, która proponuje Cami prosty układ: Ty dajesz co dzień przez 29 dni upominek komuś z otaczających Cię ludzi, a Twoja psychika oddala od Ciebie chorobę, sprawia, że cieszysz się życiem i zwiększasz poczucie własnej wartości. Cami przyjmuje zasady i zaczyna rozdawać. Rozdaje różne rzeczy, nie ważne czy to uśmiech czy pieniądz, kwiat czy kamień. Ważne jest żeby dać z lekkością i dobrocią.  Autorka angażuje się w wykonywanie poleceń Mbali do tego stopnia, że postanawia rozpropagować tą ideę na całym świecie. Zakłada stronę internetową WWW.29gifts.org i zrzesza dawających ludzi z różnych zakątków globu.

Szamanka i wróżbitka Mbali twierdzi, że skupienie się na innych, zamiast tkwienie we własnych problemach jest zbawienne w skutkach.  Nie sposób się z nią nie zgodzić, bez względu na to jaką wiarę wyznajemy. Wielkim plusem tej książki jest fakt, że w najmniejszym nawet stopniu nie próbuje ona „nawrócić” nas na jakąkolwiek religię. Mimo wielu wzmianek o różnych ideach, prądach, prorokach, nauczycielach i duchowych przywódcach czytelnik ciągle czuje, że ma prawo decydować o sobie. Książka w żaden sposób nie „osacza” nas, nie narzuca nam się. Jedyne co oferuje to zapiski chorej na SM dziewczyny, która postanowiła dawać.  Bardzo taktowym wydał mi się fakt, że rady odnośnie przystąpienia do ruchu dawania kierowane do czytelnika bezpośrednio od Mbali znajdują się na samym tyle książki, tak jakby autorka chciała podkreślić, że wcale nie musimy z nich korzystać.

Jedynym mankamentem jeśli chodzi o język tej książki jest dziwna budowa niektórych zdań. Nie będę profesjonalna i nie podam żadnego przykładu, bo nie zaznaczałam, a teraz nie mam pojęcia gdzie go szukać, ale na przestrzeni książki było około 10-12 przykładów zdań, których nijak nie potrafiłam zrozumieć, mimo, że czytałam je wielokrotnie.  Były to zdania zbyt wielokrotnie złożone i ze zbyt dużą ilością słów.

„29 Darów, które odmienią Twoje życie” zainspirowało mnie do szerszego otwarcia oczu na potrzeby innych. Mimo, że nie zamierzam rejestrować się na stronie i dzielić moimi przeżyciami ze światową publicznością, szczerze polecam zapoznanie się z  historią Cami, a także z historiami ludzi, którzy dali się ponieść magii dawania. Równie szczerze zachęcam do podjęcia programu. Nie musimy przecież tego rozgłaszać. Wystarczy, że za przykładem Cami wrzucimy co dzień przez najbliższy miesiąc grosik na biednych, zrobimy komuś kolację lub podarujemy ulubiony rzemyk.

Książkę otrzymałam do recenzji od serwisu nakanapie.pl. Dziękuję!

 

„Cukiernia pod Amorem – Zajezierscy” Małgorzata Gutowska – Adamczyk Sierpień 6, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 4:02 pm
Tags: ,

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia

Rok wydania:2010

Ilość stron: 472

Małgorzata Gutowska – Adamczyk ukończyła Wydział Wiedzy o Teatrze na obecnej Akademii Teatralnej w Warszawie, uczyła polskiego i łaciny. Jest autorką wielu powieści dla młodzieży, a także scenarzystką serialu „Tata, a Marcin powiedział…”. Pani Małgorzata zadebiutowała jako pisarka dla dorosłych odważną, trzytomową, powieścią obyczajową pt. „Cukiernia pod Amorem”.

Nazwa każdej z trzech części sagi pochodzi od nazwiska rodziny, której historię poznajemy. Część piersza poświęcona jest Zajezierskim – rodzinie szlacheckiej zamieszkującej ogromną, dostatnią posiadłość. Co łączy wszystkie trzy tomy to dzieje współczesnej rodziny o nazwisku Hryć – właścicieli tytułowej cukierni. Co wspólnego mają Hryciowie z żyjącymi wiek wcześniej Zajezierskimi? Oto zagadka, która dawkowana malutkimi kęskami wyłania się powoli z kartek liczącego ponad 400 stron tomiska.

Krótkie rozdziały przerzucają nas co rusz z roku 1995 do końca wieku XIX. Powoli z chaosu dat, wydarzeń i bezliku postaci wyłania się szkielet powieści.  Z kartki na kartkę przeskok staje się coraz mniej bolesny.

Cecylia Hryć – starsza pani, legendarna właścicielka Cukierni pod Amorem ulega wylewowi, traci mowę i powoli przestaje kontaktować się ze światem. Na szczęście prawie w tym samym momencie na gutowskim rynku, czyli dosłownie pare kroków od Cukierni, archeolodzy odkrywają szczątki kobiecego ciała z dziwnym pierścieniem na palcu. Ta wiadomość ocuca Celinę. Powód? Otóż, prawdopodobnie pierścień ten dawno temu został Celinie  skradziony, a był on  jedynym dowodem na jej szlacheckie korzenie. Syn Celiny oraz jej wnuczka z całych sił pragną żeby babka odzyskała co swoje, tym samym pieczętując należący się rodzinie szacunek. Mało tego, Waldemar i Iga są ostatnią ostoją rodzinnego biznesu, na który ostrzą zęby pozostałe dzieci Celiny.

Tymczasem, a właściwie cały wiek wcześniej, w Zajezierzycach na świat przychodzi dziedzic majątku – Tomasz Zajezierski. Z biegiem lat dorasta, stając się równocześnie ostoją dla matki, łamaczem serc i sprawcą wielu ciąż. Jego jurność jest tak wybujała, że Tomasz doczekuje się dwóćh synów o tym samym imieniu, co więcej obaj chłopcy urodzeni są w tym samym dniu.

Z pozoru dwie nie mające ze sobą nic wspólnego historie, prowadzone równolegle na przestrzeni kilkuset stron zlewają się w jedną harmonijną całość. Co krok przenosimy się z gutowskiej cukierni do dziewiętnastowiecznej sali balowej, do surowego klasztoru kwietanek, lub na wspaniałe polowanie. Autorka z niesłychaną precyzją i dbałością o szczegóły oddaje nastrój tych miejsc tak, że czytelnik wszystkimi zmysłami czuje przeszywające zimno ogromnych komnat, słyszy szelest sztywnych sukien czy rozkoszuje się smakiem niesamowitych potraw podanych przez najlepszych kucharzy.

Język powieści dosłownie powala na kolana. Autorka posiada niezwykłą umiejętność trafnego odzwierciedlania wypowiedzi nie tylko osadzonych w różnych wiekach, ale również potrafi trafnie oddać język różnych warstw społecznych.  Pokusiłabym się nawet o tezę, że to przez dialogi jakie ze sobą prowadzą główni bohaterowie poznajemy ich charaktery, upodobania i przyzwyczajenia.

Na podziw zasługuje cała otoczka w jaką autorka osnuła „Cukiernię pod Amorem”. Jest to powieść fikcyjna (jedynie Celina Hryć ma swoją odpowiedniczkę w postaci ciotki autorki), w której każda postać ma swoich przodków i osobną historię. Autorka zaopatrzyła czytelnika w obszerny załącznik, w którym znajdziemy kalendarium streszczające dzieje Gutowa od 2000 r. p. n. e. aż po rok 1995,  krótką notkę biograficzną każdego z wielu bohaterów przewijających się w książce, a także drzewa genaologiczne rodzin Gutowskich i Zajezierskich. Dbałość o najdrobniejsze szczegóły sprawia, że książkę czyta się jak autentyczny opis życia w drugiej połowie XIX wieku, a genialny język i poczucie humoru autorki dodają książce lekkości i czynią ją niezwykle porywającą.

„Cukiernia pod Amorem” to dzieło nietuzinkowe, z którego bije ciepło, sentyment i słodycz. Pani Małgorzata Gutowska-Adamczyk stworzyła od podstaw historię rodziny, z którą każdy czytelnik może się w większym lub mniejszym stopniu identyfikować. Różnorodność temperamentów bohaterów, ich zachowań i charakterów gwarantuje wartką akcję, uśmiech, a niekiedy strach lub współczucie. Wszystkie te emocje, które czytelnik odczuwa podczas lektury, sprawiają, że po kilkudziesięciu kartkach książki już się nie da bezboleśnie odłożyć na potem. Kończąc ją późno w nocy, nie mogłam się oprzeć żeby nie przeczytać jeszcze chociaż kilku stron z drugiego tomu zatytułowanego „Cukiernia pod Amorem – Cieślakowie”.

Jedyne co mnie w powieści roczarowało to to, że pierwszy tom nie zamyka jakiegoś rozdziału, nie rozwiązuje do końca i bezsprzecznie żadnej zagadki. Takie rozwiązanie wydawało mi się logiczne i bardzo liczyłam na zdradzenie choćby jednej tajemnicy. Nie doczekałam się. Cóż, tak czy inaczej czytam już kolejny tom i nie mogę się doczekać wydania ostatniego.

„Cukiernię pod Amorem” polecam wszystkim bez wyjątku. Saga nie ma nic wspólnego z babskimi czytadłami. Co więcej, odnoszę wrażenie, że niejednego mężczyznę mogłaby nauczyć jak obchodzić się z delikatymi i wrażliwymi damami, które mimo, że żyjące w XXI wieku nadal chcą być szanowane, doceniane i kochane, jak ich poprzedniczki dwa wieki temu.