poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Bezduszna” Gail Carriger Czerwiec 13, 2012

Filed under: recenzje — finkaa @ 7:04 pm
Tags: , ,

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
 
Rok wydania: 2011
 
Ilość stron: 319
 
 
Gail Carriger zdaje się być pisarką nietuzinkową. Wystarczy jeden rzut oka na jej zdjęcia w sieci, oraz przeczytanie kilku zdań zamieszczonych na okładce jej książki, oraz w oryginale na stronie poświęconej jej twórczości: „Gail Carriger pisze, by odreagować smutne dzieciństwo pod okiem ekspatrianta i zrzędy. Wyrwała się z prowincji (dokładnie z Marin Country w Kalifornii) i wyruszyła w podróż po Europie, mimochodem uczęszczając po drodze do paru szkół. Obecnie rezyduje w Koloniach z haremem armeńskich kochanków i pokaźnym zapasem londyńskiej herbaty.” Ciekawe, prawda? Carriger jest archeologiem z wykształcenia (odebranego w głównej mierze w Wielkiej Brytanii), oraz pisarką z zamiłowania. Autorka „Bezdusznej” zdaje się być dziwną mieszanką brytyjskości i amerykańskości, a ów mieszanka przemawia również przez jej twórczość. Po prostu musiałam się na to skusić…
 
„Bezduszna” to debiut, który trudno jednoznacznie zaklasyfikować. Bez wątpienia jest to romans. Romans między nadludzką, a wilkołakiem powinien się chyba nazywać romansem paranormalnym, a dodając do tego wiktoriańską Anglię wychodzi paranormalny romans wiktoriański. Zdecydowanie umiejscowienie akcji w XIX wieku było strzałem w dziesiątkę. Carriger niezwykle trafnie opisuje ówczesne realia i zwyczaje.
 
Co do fabuły to sprawa nieco się komplikuje. Nie wiem jak jednoznacznie ocenić poplątanie, które wdziera się w główny wątek, lub może w moją jego interpretację. Ale od początku… Alexia to kobieta władcza i pewna siebie. Należy do gatunku nadludzkich. Objawia się to głównie brakiem duszy, oraz tym, że za sprawą dotyku potrafi przemienić wilkołaki i wampiry w normalnych ludzi. To ostatnie ma niebagatelne znaczenie, tym bardziej, że Londyn po prostu roi się od jednych jak i drugich. Traf chce, że na jednym z przyjęć Alexia, aby ujść z życiem musi zabić wampira, który chce się nią pożywić. To rozpętuje istne piekło i jest ostatnim momentem, w którym nadążałam za biegiem wydarzeń. Na miejsce zbrodni przybywa lord Maccon, który wszczyna śledztwo. W całą sprawę zamieszana jest śmietanka londyńskiej socjety, a nawet sama królowa Wiktoria. Zarówno wilkołaki jak i wampiry pragną dotrzeć do sedna sprawy i dowiedzieć się kim był zabity wampir. Przy okazji wychodzi na jaw seria zaginięć, a Alexia koniecznie musi dowiedzieć się prawdy.
 
Wiele aspektów powieści zasługuje na uwagę i podziw. Przede wszystkim dawno nie poczułam takiej sympatii do głównych bohaterów. Alexia, lord Maccon, a także lord Akeldama, który mówi kursywą i prawdopodobnie jest wiktorjańskim gejem, wzruszają i bawią do łez. Tworzą zgraną paczkę przeciwieństw, której poczucie humoru, uszczypliwość i serdeczność miesza się, drażni i bawi zarazem.
Kolejnym atutem książki jest język. Łatwy w odbiorze, a przy tym bardzo zręcznie stylizowany na czasy srogiej królowej Wiktorii (która nawiasem mówiąc wcale nie jest taka straszna jak ją malują 🙂 ). Książkę czyta się z łatwością, raz po raz wybuchając śmiechem. Alexia należy do osób o wyjątkowo ostrym języku. Pruderia obowiązująca w XIX wieku nie ułatwia jej życia, będąc przyczyną wielu niezręcznych sytuacji.
Na początku wspomniałam już, że wierne odbicie realiów wiktorjańskiej Anglii również robi niesamowite wrażenie. Piękne suknie, konne powozy i sute przyjęcia pozwalają wyboraźni szaleć i przenosić się wprost do rezydencji ówczesnej brytyjskiej arystokracji.
 
Niestety, wśród tych wszystkich plusów zawieruszyć się musiał jeden minus. Cała akcja dotycząca wyjaśniania tożsamości zabitego wampira, a także działania BUR-u (Szacowne Biuro Ultranaturalnych Rzeczy) mające na celu zapewnienie wilkołakom i wampirom bezpieczeństwo pozostały dla mnie do końca czarną magią. Nigdy nie odnalazłam się w zależnościach między watahą, a ulem (najważniejsza siedziba wampirów). Nigdy nie zrozumiałam do końca supertalentów Alexii. Winę za to prawdopodobnie ponosi zbyt duża ilość abstrakcyjnych faktów przypadających na jedną stronę teksu. A szkoda, bo mogłam być zauroczona, a niestety jestem tylko zadowolona po lekturze „Bezdusznej”.
 
Mimo mankamentów szczerze polecam debiut Gail Carriger każdemu kto lubi wilkołako-wampirze gratki. Ja nigdy nie byłam fanką ani jednych, ani drugich, a z czystym sumieniem twierdzę, że mi się podobało. Zważywszy na dużą dawkę poczucia humoru, oraz świetnie odzwierciedlenie XIX-wiecznych warunków, myślę, że książka może spodobać się nawet tym, którzy słowa „paranormal” boją się jak ognia.

Reklamy
 

„The space between” Brenna Yovanoff Listopad 22, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 8:21 pm
Tags: , ,

 Wydawnictwo: Razorbill

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 360

 

Brenna Yovanoff to młodziutka pisarka, o której w Polsce ciągle jeszcze słychać niewiele. Mam wrażenie, że zapoznanie się z książką „The space between” mógłby to szybko zmienić, gdyż temat w niej poruszony jest dość kontrowersyjny.

 

Daphne to mieszkająca w piekle córka demonki i Lucyfera. Jedynym oknem na ziemski świat jest dla niej telewizor i pamiątki, które z Ziemi przywozi jej brat. Niezliczone siostry Daphne rezydują na naszej planecie jako sukuby, uwodząc mężczyzn, wysysając z ich umysłów smutek, a potem zostawiając ich na pastwę losu. Daphne nie czuje więzi z siostrami, twierdząc, że nigdy nie posunie się do ich zachowań. Nie jest również związana z matką, która, skazana na wieczne piekło, ciągle poniża Daphne porównując do sióstr i zmuszając do wyprawy na Ziemię. Jedyną podporą dla głównej bohaterki jest Obie, jej brat. Obie różni się od reszty rodziny tym, że jest pół-człowiekiem, zrodzonym z Adama, zanim ten porzucił matkę Obiego i Daphne na korzyść Ewy. Pewnego dnia, Obie melduje Daphne, że przenosi się na stałe na Ziemię, gdyż tam się zakochał i pragnie wieźć dalsze życie. Na te słowa Daphne doświadcza złych myśli. Ma przeczucie, że jej ukochanemu bratu grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Zanim Obie wyrusza w swą bezpowrotną podróż, przyprowadza do piekła tajemniczego, ociekającego krwią chłopaka. Chłopak ten wkrótce stanie się jedynym łącznikiem mieszkającej w piekle Daphne, z ziemskimi śladami jej brata. Kiedy ów chłopak wraca na Ziemię po interwencji Belzebuba, Daphne bez zastanowienia rzuca się w podróż, by go odnaleźć i w konsekwencji dotrzeć do swego brata. Tak właśnie zaczyna się fabuła książki, prowadząc nas przez zakątki Chicago i Los Angeles w poszukiwaniu pół-człowieka pół-demona, który w każdej chwili może zginąć. 

 

Książka z pewnością stanowi spójną całość. Kolejne wydarzenia następują odpowiednio po sobie, często przerywane są retrospekcjami, bądź snami, które mimo, że zmieniają chronologię wydarzeń to ubogacają opowieść, czyniąc z niej swoiste puzzle, które wraz z każdym snem zdawają się wypełniać. Na plus zasługuje również fakt, że autorka świetnie wypośrodkowała ilość słów potrzebnych do tego, by zakroić tło. Czytelnik doskonale potrafi wyobrazić sobie piekielny płomień, czy brudne ulice, nie będąc jednak znużonym długimi opisami.

 

Bardzo spodobał mi się również wątek romansu wywiązującego się pomiędzy Daphne, a Trumanem. Czytając książkę, pomyślałam, że był to również ulubiony wątek autorki, który postanowiła dopracować do perfekcji. Z początku nieznane sobie osoby zaczynają się odkrywać, najpierw powoli, potem coraz szybciej i szybciej, aż w końcu nie potrafią bez siebie żyć i posuwają się do heroicznych czynów, by do siebie wrócić i wieść wspólne życie.

 

Jednak mimo, że fabuła wydaje się ciekawa i porywająca, niestety czytając „The space between” nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że książka jest płaska, brakuje w niej werwy doprowadzającej czytelnika do obgryzania paznokci czy rwania włosów z przerażenia. Dialogi są znacznie uproszczone. Odpowiedzi często ograniczone są do zwykłego „tak”, „nie”, lub kiwnięcia głową. Każda wypowiedź zapisana jest w osobnym cudzysłowiu, co sprawia, że czasem po prostu czytelnik się gubi i nie wie kto to właściwie powiedział. Język nie jest wyszukany, co niekoniecznie musi stanowić wadę całej książki. Autorka starała się w przystępny sposób przekazać treść, co jej się udało. Jej zdania są najczęściej niezłożone, proste, zawierające tylko niezbędne informacje. W tekście doszukałam się kilku literówek, najczęściej nie były one jednak rażące i nie utrudniały zrozumienia. Niekiedy w zdaniu brakowało kropki, a niekiedy kropki na końcu zdania były aż dwie. Być może się czepiam, ale chciałabym również zwrócić uwagę na to, że autorka miała swoje ulubione powiedzonka, które występowały w książce z taką częstotliwością, że chwilami mogły wręcz irytować. Najczęściej bohaterowie kiwali głowami, ale prawie równie często głos Trumana był zachrypnięty, a ten musiał odchrząknąć. Wszyscy bohaterowie regularnie pochylali się nad różnymi obiektami i zawsze kiedy ktoś wchodził do pomieszczenia wszyscy siedzieli plecami do niego. 🙂

 

Niestety, największą wadą książki była przewidywalność. Jedynym momentem zaskoczenia dla mnie było pochodzenie Trumana. Reszta wydarzeń w mniejszym, lub większym stopniu dała się przewidzieć. Dokładnie wiedziałam do czyjego ciała zbliża się Daphne, kogo tym razem zamordował Anioł Śmierci, w jakim momencie Daphne natknie się na swoją matkę i tak dalej.

 

Czy książka zainteresowałaby polskiego adresata? Tematyka jest dość oryginalna, więc myślę, że takie szanse są. Nie znam niczego podobnego na polskim rynku, więc nie mogę „The space between” porównać, ale to chyba dobrze. Zawsze nowość spotyka się z większym zainteresowaniem, niż coś już znanego i oklepanego.

 

Mam natomiast, pewne opory co do polecania tej książki komukolwiek. Myślę, że może ona spotkać się z głośnym protestem ludzi wierzących, jest w niej bowiem wiele odniesień do wiary chrześcijańskiej, jak choćby to, że Azreal, czyli Anioł Śmierci, zabija według Tajemnic Bolesnych Różańca Świętego, tzn. jedną ofiarę biczuje, drugą koronuje cierniem, trzecią krzyżuje itd. Różaniec odgrywa rolę symboliczną w książce, a Lucyfer okazuje się pozytywną, heroiczną wręcz postacią. Myślę, że książka spotka się z uznaniem ludzi młodych, wyzwolonych spod jarzma doktryn religijnych.  

 

 

„Zaćmienie” Stephenie Meyer Styczeń 31, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 10:19 pm
Tags: ,

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Rok wydania: 2007

Ilość stron: 555

Dosłownie przed chwilą odłożyłam na półkę przeczytaną trzecią część ‚światowego megabestselleru’ pod tytułem „Zaćmienie”, znanej już chyba wszystkim amerykańskiej pisarki Stephenie Meyer. „Zaćmienie” to trzecia część sagi o nieśmiertelnych wampirach, która pozwoliła nieznanej dotąd Meyer wypłynąć na szerokie wody i stać się idolką tysięcy młodych ludzi na całym świecie. Muszę przyznać, że mam już swoje lata i czytanie tej właśnie sagi to, w moim przypadku nie poryw młodzieńczej, platonicznej miłości do przystojnego głównego bohatera Edwarda Cullena a zdrowa ciekawość co też jest w tej książce takiego co porwało tylu ludzi na całym świecie.
„Zaćmienie” to typowo młodzieżowa książka, zahaczająca dość nieudolnie o horror, a także romans, oczywiście w granicach rozsądku, gdyż adresatem są głównie młodzi odbiorcy.

Książka opowiada o niezwykłej miłości Belli, młodej Amerykanki, do Edwarda, liczącego sobie ponad 100 lat wampira. Oczywiście Edward zatrzymał się na 17 latach i jego ciało nigdy już się nie postarzeje. Jest bardzo przystojny i, na całe szczęście, również kocha Bellę. Wydawać by się mogło, że nic nie może już odebrać im szczęścia, ale nie ma nic bardziej mylącego. Bella jest uwikłana w niewytłumaczalny związek z Jacobem, któremu indiańskie geny podarowały w spadku możliwość przemiany w wilkołaka. Edward, natomiast, wraz ze swoją rodziną toczy „zimną wojnę” z potężnym rodem władczych wampirów z Włoch o nazwie Volturi.

Tak jak przy pierwszej części przyklasnęłam zbiorczemu gustowi fanów, tak teraz trzecią część odłożyłam z niesmakiem i zwykłym poczuciem nudy. Czyżby Stephenie Meyer wyczerpały się pomysły? Cała książka oscyluje wokół dwóch wydarzeń; bitwy Cullenów i watahy wilkołaków z zastępami młodych wampirów, oraz ‚bitwy’ „Belli Edwarda” z „Bellą Jacoba”. I tak jak pierwsza bitwa prowadzi do jasnych rezultatów, tak ta druga zdaje się być niekończącą się rozterką nastolatki, z wieloma zupełnie niepotrzebnymi ‚ech’, ‚ach’ i ‚och’ wtórujących jej bohaterów. Za mało w Belli zdecydowania i żarliwości, za dużo przewidywalnych kroków oraz niekonsekwencji (!!), bo jak nazwać fakt, że Bella bezgranicznie, bezwarunkowo i obłędnie kocha Edwarda, ale odstrasza ją samo słowo ‚małżeństwo’, albo jak skomentować fakt, że Bella zarzeka się, że poszłaby za Edwardem w ogień i wodę, ale z drugiej strony zapamiętale całuje Jacoba, uświadamiając sobie, że w nim także jest zakochana? Jednym słowem, coś tu nie gra…

Oczywiście w książce oprócz niekoniecznie udanych nowych zwrotów akcji oraz niekonsekwencji, możemy wyczuć ‚starą Stephenie’, która doskonale kreuje postać Edwarda na kojącego wszelkie smutki bohatera, który zwykłym dotykiem dłoni, albo rzuceniem pogodnego spojrzenia w stronę Belli poprawia nam nastrój. Zachowana jest także świeżość innych postaci; spontaniczność Alice, roztargnienie Renee czy stoicki spokój wpatrzonego w telewizor Charlie’go. Malownicze położenie Forks razem z deszczem i śnieżycami pozwala nam na chwilowe oderwanie się od rzeczywistości i przemieszczenie się w dalekie amerykańskie strony.

Także „lekki” język zasługuje na pochwałę. Książkę czyta się łatwo, a kartki jakby same uciekały spod palcy w zastraszającym tempie. Problem pojawia się dopiero kiedy któreś z wydarzeń jest przeciągane na kilka stron. W takiej sytuacji nawet dobry język nie ustrzeże nas przed nudą. Dla koneserów klasycznej literatury pociągający zdaje się fakt, że w trzeciej części sagi znajdziemy wiele odniesień do „Wichrowych Wzgórz” Emily Bronte jak i cytaty z tej ponadczasowej powieści.

Sumując, mogę powiedzieć, że na tle dwóch poprzednich tomów sagi, książka niestety rozczarowuje. Co nam jednak szkodzi „przemęczyć się” przez nią, z nadzieją, że to co w „Zaćmieniu” się nie udało, zostanie z poczwórną siłą naprawione i uwydatnione w czwartej, ostaniej już, części sagi o bezgranicznej miłości wampira i nastolatki, która może już niedługo dołączy do grona nieśmiertelnych…