poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Dziewczynka – życie w cieniu Romana Polańskiego” Samantha Geimer Maj 13, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 6:06 pm
Tags: ,

dziew Wydawnictwo: Pascal

Ilość stron: 336

Rok wydania: 2013

 

Myślę, że nazwisko Samanthy Geimer jest większości  z nas znane.  Kobieta dorobiła się sławy zupełnie przypadkowo. Kiedy dodamy do niej nazwisko Romana Polańskiego nikt nie będzie już miał wątpliwości. Geimer to jego ofiara. Dziś dojrzała kobieta, matka dorosłych synów, żona. Kilkadziesiąt lat temu mała dziewczynka z ogromną blizną na życiorysie.

 

Książka „Dziewczynka” to odpowiedź Samanthy na medialne zamieszanie ciągnące się latami nie tylko w amerykańskiej prasie i telewizji, ale często tuż pod oknami Geimer, na jej podjeździe i przed szkołami jej dzieci. Tak autorka opisuje swoje dorosłe życie w cieniu Polańskiego. Kamery, podsłuchy, mikrofony wycelowane w nią i jej rodzinę za każdym razem kiedy sprawa wracała na wokandę, lub gdy Polański planował wypad za granicę. Koszmar, który przeżyła jako dziecko pokutuje aż do dziś. Z tym, że dziś Geimer twierdzi, że jest już na tyle silna i „poza” sprawą, iż może o tym, co się stało otwarcie mówić.

 

Autorka opisuje swoje życie od samego początku. Jakie koneksje łączyły jej matkę z Polańskim? I czy to prawda, że matka „sprzedała” małą Samanthę, by podrasować własną wciąż słabą pozycję w bezwzględnym show businessie? Wraz z Geimer wracamy do jej lat szkolnych, pierwszych miłości, poważnych związków, kolejnych prac i miejsc zamieszkania. Wszystko to składa się na dość interesującą powieść o dorastaniu i dojrzewaniu normalnej, amerykańskiej dziewczyny. Rysa na szkle pojawia się, gdy Samantha opisuje ze zbędnymi, moim zdaniem, szczegółami okoliczności zbliżenia się z Romanem Polańskim. To właśnie przy tym fragmencie zapaliła się ostrzegawcza lampka w mojej głowie, która sygnalizowała niebezpieczeństwo, że być może cała ta książka nastawiona jest na chęć rozżarzenia przygasającego ognia sławy Samanty Geimer. Po owym pikantym opisie, książka zaczyna obfitować w szczegóły kolejnych rozpraw, oraz opisywać ich wpływ na psychikę młodej dziewczyny, a potem dorastającej kobiety.

 

Jak oceniam książkę? Z punktu widzenia człowieka interesującego się kulturą amerykańską mogę stwierdzić, iż jest to niezła próbka codziennego życia w Ameryce na przełomie lat 70-tych i 80-tych. Niewątpliwie jest to książka opowiadająca tragiczną historię, ale zabarwiona  wieloma obyczajowymi motywami, które dodają jej waloru. Natomiast jako czytelnik nielubiący sycić się tanią sensacją, uważam iż Geimer trochę zbyt ekshibicjonistycznie podeszła do swojego życiorysu. Chwilami mogłabym jej nawet zarzucić brak wyczucia, lub żerowanie na ludzkiej ciekawości.

 

Atutem ksiażki są zdjęcia. Wszystkie fotografie przedstawiają Geimer i są autorstwa Polańskiego. Może nie ma ich wiele, są słabej jakości, małe i czarno-białe, ale być może właśnie w takiej formie unaoczniają najlepiej motywy, które kierowały Polańskim zabierającym małą dziewczynkę na rzekomą profesjonalną sesję fotograficzną.

 

Czy książka warta jest polecenia? Na pewno jest to brakujące ogniwo całej medialnej nagonki na Polańskiego i Geimer. Pierwszy wyczerpujący głos ofiary, poprzedzony tylko oświadczeniami, oficjanymi komentarzami i licznymi wypowiedziami, za którymi stali jej adwokaci. „Dziewczynka” z pewnością stanowi wartościową lekturę dla ludzi, którzy lubią czytać autobiografie okraszone nutką kontrowersji.

 

Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa PASCAL. Dziękuję!

 

„Angels don’t die: My father’s gift of Faith” Patti Davis Kwiecień 19, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 5:28 pm
Tags: , ,

Books-by-patti-davis-angels-dont-die Wydawnictwo: Harper Collins

 

Ilość stron: 122

 

Rok wydania: 1995

 

Patti Davis jest często nazywana czarną owcą w rodzinie Reaganów. 62-letnia dziś córka Ronalda Reagana prowadziła znany opinii publicznej konflikt z rodzicami, pozowała do Playboya, wiodła rozrywkowe życie i wyszła za instruktora jogi, z którym rozwiodła się po sześciu latach.  Dziś Patti Davis jest dojrzałą, wierzącą kobietą, która swoją wiarę zawdzięcza ojcu. I właśnie o tym informuje nas w króciutkiej książce pt. „Angels don’t die”.

 

122-stronicowa książeczka to zbiór krótkich historii, anegdot ze wspólnego życia Davis z ojcem. Co odpowiedział Reagan na pytanie dlaczego grzmi? I dlaczego nie płakał kiedy umarł jego najukochańszy koń? Co spowodowało, że Patti zdecydowała się przejść na właściwą stronę mocy i pojednać z ojcem? Odpowiedzi na te pytania, oraz wiele innych krzepiących faktów z życia jednej z bardziej znanych amerykańskich rodzin znajdziemy we wspomnieniach Patti Davis. Konserwatywny Reagan jawi się jako dobry ojczulek, wypełniający na Ziemi misję powierzoną mu przez Boga. W takim duchu prowadzi swój naród, w takim duchu stara się również wychować swoje dzieci. Pokora to postawa, która moim zdaniem najtrafniej opisuje jego podejście do życia. Patti Davis kreśli obraz łagodnego starca, który wielkie prawdy wiary ubierał w dziecinny język i opowiadał łagodnym głosem, ku przestrodze i z wielką miłością.

 

Jak odbieram tę książkę? Prawdę powiedziawszy, możnaby doszukać się w niej małego podstępu. Skąd w Davis taka zmiana? Czyżby po śmierci ojca, po tak zwanym wyszumieniu się, doszła do wniosku, że jednak przybierając maskę kochającej córki jest w stanie jeszcze zaistnieć? Możnaby tak pomyśleć i przejść wobec tej lektury obojętnie. Z drugiej jednak strony, dlaczego nie dać autorce kredytu zaufania i potraktować książeczkę jako kopalnię dobrych porad jak należy postępować z miłością i zaufaniem, jak należy budować relacje rodzinne, żeby po latach móc dojść do wniosku, że miało się fantastycznych rodziców i zrobiło się dla nich, oraz wzięło się od nich wszystko co możliwe, aby ubogacić swoje życie.

 

Książeczka jest pięknie wydana. Twarda  oprawa i mały format sprawiają, że czyta się ją komfortowo  i bajecznie szybko. Napisana jest prostym językiem, także nawet niezaawansowani użytkownicy języka angielskiego spokojnie sobie z nią poradzą. Na końcu widnieje przedruk rękopisu Ronalda Reagana, z własnoręcznym podpisem, wykonany na papeterii Białego Domu. Niestety, nie byłam w stanie odcyfrować jego odręcznego pisma.

 

Książkę polecam wszystkim, którzy gryzą się z nieudaną relacją z ojcem. Być może znajdziecie w tej lekturze coś, co sprawi iż dojdziecie do wniosku, że nie warto trzymać w sercu urazy. Być może postawa Patti Davis okaże się dla Was wystarczającym bodźcem do działania. Szczególnie w ten Wielkanocny czas warto pokusić się o bardziej wymagające lektury, np. takie jak „Angels  don’t die”. Gorąco polecam.

 

„Pisarz, który nienawidził kobiet” John Leake Lipiec 1, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 11:28 am
Tags: , ,

Wydawnictwo: ZNAK litera nova

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 391

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W KONKURSIE ZORGANIZOWANYM PRZEZ SERWIS ZBRODNIA W BIBLIOTECE 

Być może zarzucicie mi, że psuję zabawę na samym początku, ale ja po prostu od razu muszę stwierdzić, że to co napisał w swojej debiutanckiej powieści John Leake rzuciło mnie na kolana i trafiło prosto do czołówki książek mojego życia. Amerykański autor postawił przed sobą ambitne zadanie odtworzenia podwójnego życia austrackiego pisarza-mordercy i muszę przyznać, że zrobił to perfekcyjnie.

Jack Unterweger urodził się w 1950 roku w Austrii. Od dziecka cierpiał na brak matki i niechęć w stosunku do dziadka – alkoholika, który go wychowywał. Po wydostaniu się z ponurej chaty dziadka, Jack stał się alfonsem i dj’em. Przy okazji zamordował również młodszą od siebie o kilka lat Niemkę. Wyrok? Dożywocie. W więzieniu Jack odkrył w sobie talent. Zaczął pisać bajki, sztuki, a przede wszystkim autobiografię zatytułowaną „Czyściec”. Po przeczytaniu  jego książek, oraz po kilku wieczorach autorskich urządzonych w więzieniu, inteligencja i kręgi lewicowe Austrii  postanowiły wszcząć walkę na rzecz uwolnienia Jacka. Po kilku latach starań i wstawiennictwa, Jack na nowo stał się wolny. Wolny i do tego rozpoznawalny, a nawet uwielbiany. Kochały go tłumy. Unterweger był przystojny, bogaty, utalentowany i przede wszystkim intrygujący. Krótko po wypuszczeniu na wolność, Jack zaczął grać na nosach wszystkim swoim zwolennikom, w dzień prezentując swoje dobroczynne działania na rzecz godnego życia prostytutek, w nocy mordując jedną po drugiej.

Książka prezetnuje autentyczną historię niesamowitego człowieka. Jack był uosobieniem zwycięstwa jednostki nad systemem, był również chodzącym przykładem udanego procesu resocjalizacji i triumfu słowa pisanego nad ciemną stroną człowieczeństwa. Niesamowicie przystojny, czarujący i wyluzowany, omamił dziesiątki europejskich, a także kilka amerykańskich kobiet.  Wpływał na kobiety do takiego stopnia, że bez wahania były one gotowe na konflikt z prawem, aby udowadniać jego niewinność, zarazem zdając sobie sprawę z morderstwa popełnionego na Niemce. Proces Jacka to niekończąca się walka na argumenty, te podstawne składane przez austiacką, czeską i amerykańską policję (Jack mordował również w Czechosłowacji i U.S.A.) oraz te niezwykle przebiegłe, przemyślane i  intrygujące składane przez Jacka.

Tak jak wspomniałam wcześniej, książka jest arcydziełem. John Leake niezwykle sumiennie podszedł do wyznaczonego celu przekazania szczegółowego opisu zachowań, motywów i psychiki Unterwegera. Stworzył książkę, która jest pełna okrucieństwa, a zarazem ludzkich odczuć i odruchów. Stworzył obraz człowieka, który mimo, że zamordował ponad 11 osób, chwyta za serce i wywołuje współczucie. Może to co napiszę wyda się okrutne, ale naprawdę do samego końca coś we mnie chciało, żeby Unterweger okazał się niewinny, żeby urok, który wokół siebie roztaczał okazał się prawdą. Szczególnie  za serce chwycił mnie wpis skierowany do swojej ukochanej, który Jack pozostawił w swoim dzienniku na dzień przed wyrokiem. Niesamowite jak taki kruchy, niski mężczyzna mógł wyrządzać tyle zła, tak dobrze się maskować i panować nad sobą w każdej sytuacji.

Książka jest absolutnie nie wskazana dla młodocianego odbiorcy. Pełno w niej przerażających scen opisujących martwe ciała rozrzucone w ciemnych lasach. Leake nie ucieka także od opisu półświatka alfonsów i prostytutek, a także od dość szczegółowych wywodów na temat preferencji seksualnych Jacka. Niemniej, całość doskonale się spaja tworząc lekturę nie do odrzucenia. Chwytając ją, jedyny ogranicznik stanowiła ciemność za oknem, która wywoływała we mnie nieopisany wręcz strach. Polecam „Pisarza, który nienawidził kobiet” wszystkim tym, którzy lubią poznawać nietuzinkowych ludzi, oraz wszystkim, którzy są chętni, by na Unterwegera spojrzeć na tyle obiektywnie, by znaleźć w nim coś więcej, niż tylko bezwględnego dusiciela.

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzyjny od wydawnictwa ZNAK litera nova. Bardzo dziękuję.

 

„I love you, Poland” Michael Jackson Czerwiec 24, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 10:04 pm
Tags: ,

Wydawnictwo:  New Media Concept

Rok wydania: 2009

Ilość stron: 80

Postaci Michaela Jacksona nikomu nie trzeba przybliżać. Ludzie dzielą się na tych, którzy go kochają, tolerują lub nienawidzą. Książka „I love you, Poland” to wydany na podstawie książki Czesława Czaplińskiego „Moja HIStoria, czyli fotografowałem króla” przewodnik po prywatnej wizycie Michaela w Polsce w 1997 roku. Kupiłam go początkiem roku w jednym z poznańskich antykwariatów tylko dlatego, że jest poświęcony osobie, z którą łączy mnie dziwna więź.  Nie chcę wdawać się w szczegóły, bo nie jestem dobra w mówieniu o sobie, ale chcę się podzielić z Wami moimi przemyśleniami na temat tej książki właśnie dziś, w drugą rocznicę śmierci Króla.

„I love you, Poland” to książka, po zobaczeniu której pomyślałam: „oho, ktoś znowu chce zrobić kasę na Michaelu. Kilka zdjęć, pare linijek teksu i biznes się kręci.” Zgarnęłam ją z półki, tak jak zrobiłabym ze wszystkim co związane z Jacksonem, ale aż do dziś nie pałałam entuzjazmem. Przyznaję – pomyliłam się.

Michael Jackson przyjechał do Warszawy na dwudniowe pertraktacje, a właściwie luźne rozmowy, o budowie placu rozrywki w naszym kraju. Oczywiście, polska zgryzota sprawiła, że plan okazał się fiaskiem, jednak piękne zdjęcia Króla zostały. Czesław Czaplińśki był jedynym  fotografem, który mógł poruszać się z Michaelem, śledząc każdy jego ruch. Zdjęcia sa duże, przejrzyste i barwne. Prowadzą nas od Wilanowa, poprzez warszawski dom dziecka i szpital onkologiczny dla dzieci, aż po Lubiąż.  Nie zobaczymy na nich niczego szokującego, dziwnego czy podejrzanego. Suche fakty w formie zdjęć. Spokój i pokora, a zarazem entuzjazm i pogoda Michaela emanuje z każdego z nich. Książka wzgobacona jest krótkimi zdaniami, które co kilka stron podsumowują kolejny etap wycieczki Króla po Warszawie i Lubiążu. Są również dwa wywiady. Pierwszy z nich to wywiad z profesorem Markiem Kwiatkowskim, historykiem, który oprowadzał Michaela po warszawkim Pałacu na Wodzie. Drugi wywiad to rozmowa z Waldemarem Dąbrowskim, byłym ministrem kultury i dyrektorem Opery Narodowej.

Oczywiście, cała książka aż ocieka pochwalnymi pieniami ku czci Michaela. Nie neguję tego. Wręcz przeciwnie. Podpisuję się pod każdą docenioną w końcu   cechą obiema rękami. Żal mi tylko, że tak jednostronne i niezaprzeczalnie pozytywne publikacje wydawane są dopiero po jego śmierci.

 

 

„Ja, Ozzy” Ozzy Osbourne Maj 18, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 7:45 pm
Tags: , ,

Wydawnictwo: Telbim

Rok wydania: 2010

Ilość stron: 402

Już wiem, że trudno mi będzie napisać dobrą recenzję tej książki. Przyczyna? Rzadko co robi na mnie tak potężne wrażenie, że nie potrafię tego opisać. Ozzy namieszał mi w głowie swoją szczerością, dobrocią i totalną prostotą.

Ale od początku… Samego Ozzy’iego Osbourne’a nie trzeba nikomu przedstawiać. Niesamowity ojciec światowego rock’n’rolla. Wieloletni frontman kultowej kapeli Black Sabbath. Gwiazda sitcomu The Osbournes emitowanego przez MTV. Odgryzacz głów nietoperzy i totalny przekręt, który nie cofnie się przed niczym żeby zaskoczyć publiczność. Książe Ciemności oskarżany często o nawoływanie młodzieży do samobójstw i przekazywanie treści antyreligijnych.

Mogłabym tak pisać i pisać, ale po co ucierać powtarzane przez lata slogany? Ozzy Osbourne jaki jawi nam się z książki „Ja Ozzy” nie przeczy temu co powyżej, ale nadaje słowom i wydarzeniom nowy kształt. Krok po kroku prowadzi czytelnika przez swoje życie, nie zapominając o najdrobniejszych szczegółach. Zaczyna w małej angielskiej mieścinie, przechodzi przez wszystkie stadia upodlenia od pracy w rzeźni, więzienia, próby morderstwa kończąc jako multimilioner z podniesioną głową, cudowną rodziną i niezachwianą hierarchią wartości.

Z reguły nie wierzę ludziom, którzy piszą autobiografie. Wydaje mi się, że przemawia przez nich chęć wybielenia się przed tłumem, który chce czytać tylko wesołe historyjki z życia swoich idoli. Ozzy’iemu nie uwierzyłam tylko w jednej kwestii. Na początku swojej książki zaznaczył, że jest słabo wykształcony, ledwo czyta i pisze. Dla mnie to wierutna bzdura, bo jeśli Ozzy naprawdę napisał tą książkę tylko z niewielką pomocą asystenta, to jest jednym z moich ulubionych i najbardziej utalentowanych pisarzy. Razem z nim przeszłam przez 62 lata jego życia z zapartym tchem, dosłownie czując smród jego rzygów, dusząc jego żonę i z trudem przeżywając męki kolejnych odwyków.

Po prostu niesamowitym jest fakt, że absolutnie nie mam się do czego doczepić. Osbourne jest wspaniale taktowny. Wspomina o rzeczach, o których należało wspomineć, nie wydawając osądów, nie podważając niczyjego zdania, szanując uczucia innych. Ozzy jest dla mnie niedoścignionym przykładem osoby, która ma nadprzyrodzoną siłę i, co najważniejsze, ochotę by tą siłę dzielić z innymi. Jeśli macie problem w pracy, domu, gdziekolwiek, gotowe rozwiązanie znajdziecie w „Ja, Ozzy”. Przynajmniej tak to zadziałało u mnie. Po odłożeniu książki długo nie mogłam zasnąć. Zrozumiałam, że to nad czym uganiamy się co dnia nie ma większego znaczenia, a to co liczy się naprawdę jest na wyciągnięcie ręki. Po zamknięciu oczu widziałam sceny z życia Ozzy’iego, tym wyraźniej, że książka wzbogacona jest mnóstwem zdjęć.

Ostatni akapit mojej bezładnej paplaniny chciałabym poświęcić panu Dariuszowi Kopocińskiemu – osobie, która przełożyła to arcydzieło. Jako anglistka mogę śmiało powiedzieć, że było to nie lada wyzwanie. Język Ozzy’iego to niezwykła mieszanina slangu, wulgaryzmów, neologizmów, a niekiedy miałam nawet wrażenie, że archaizmów. Z takiej mieszanki wybuchowej mogła wyjść niezła kicha. Pan Dariusz, natomiast, był tak kreatywny  jeśli chodzi o najdziwniejsze nawet formy brzydkich słów, że książkę czyta się fantastycznie. Wiem, że dziwnym może wydawać się fakt, że książka zawierająca słowa wulgarne czyta się świetnie, ale przekonacie się o czym piszę kiedy sami po nią sięgniecie. Pozostaje mi tylko zachęcić Was do lektury i powiedzieć: być może do zobaczenia na sierpniowym koncercie Księcia Ozzy’iego w Gdańsku.

 

„Musiałam odejść” Jean Sasson, Nadżwa Bin Laden, Omar Bin Laden Kwiecień 30, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 9:57 am
Tags: ,

Wydawnictwo: Znak litera nova

Rok wydania: 2011

Ilość stron:455

Jean Sasson to amerykańska autorka książek o skrzywdzonych kobietach. Jak sama przyznaje, rzadko wzrusza ją czyjaś opowieść do tego stopnia, by usiąść i od razu wiedzieć, że to jest dobry pomysł na ksiażkę. Inaczej było w przypadku Omara Bin Ladena. Kiedy Jane odczytała mail od Omara, z prośbą o pomoc w opisaniu jego własnej historii oraz historii jego ojca wiedziała, że musi to zrobić, bo powinna oddać tą przysługę swojemu narodowi. Pomocną dłoń w odzyskiwaniu zatartych wspomnień podarowała również Nadżwa Bin Laden, czyli pierwsza i najważniejsza rangą żona Bin Ladena.

„Musiałam odejść” autorstwa  Sasson to niesamowita książka zabierająca nas  w niewiarygodną wręcz podróż po Bliskim Wschodzie.  Nie jest to książka stricte biograficzna, gdyż nie opowiada ani życia Omara, ani jego ojca – Osamy Bin Ladena w drobnych szczegółach od początku do końca. Jest to bardziej książka opowiadająca historię pewnej rodziny, z naciskiej na głowę tej rodziny czyli szejka Osamę. Wszystko zaczyna się od momentu kiedy Nadżwa spotyka po raz pierwszy swojego kuzyna w pierwszej linii i jej serce zaczyna mocniej bić. Stonowany, skromny młodzieniec zdaje się odwajemniać jej uczucie i już po kilku latach jako 16-letnia dziewczynka Nadżwa poślubia 17-letniego kuzyna Osamę.  Tym faktem panna młoda  zgadza się również na wypełnianie zasady purhad, czyli życie w odosobnieniu skupiającym się wyłącznie na mężu i dzieciach.  Nadżwa wydaje na świat 11 dzieci. Czwartym z nich jest Omar – mimo, że nie najstarszy to najbardziej otwarty i umiejący się przeciwstawić ojcu. To on nie zgodził się na prowadzenie dżihadu, to on do ostatniej chwili nie chciał wziąść w ręce broni i szczelać do niewinnych ludzi. Czy tak radykalne dezyzje opłaciły się? Czy mimo sprzeciwu uniknął odpowiedzialności za ataki z 11 września? Między innymi odpowiedzi na te pytania należy szukać w książce.

„Musiałam odejść” fantastycznie obrazuje życie najpierw w Syrii, kolejno w Arabii Saudyjskiej, Sudanie i Afganistanie. Czytając książkę chwilami udawało mi się wręcz zapomnieć, że opowiada ona historię konkretnej rodziny i traktować ją jako zwykły przewodnik po zwyczajach i kulturze muzułmańskiej.  Zachowanie balansu między opisami spraw rodzinnych oraz brutalnych scen wojennych sprawiło, że nigdy nie czułam się znudzona i  chciałam po prostu jak najszybciej dobrnąć do końca, by znaleźć odpowiedzi na wszystkie towarzyszące mi pytania.

Książka wydana starannie, opatrzona kilkunastoma zdjęciami rodziny Bin Ladenów, dodatkowo napisana pięknym językiem jest pozycją nie do przegapienia. Jedyne zastrzeżenie, które mogłabym przedstawić po przeczytaniu to literówki. Choć pojawiają się dość często na przetrzeni długiej opowieści, byłam tak wciągnięta w losy bohaterów, że niekiedy wychwytywałam błąd dopiero podczas drugiego czy trzeciego powrotu do tego samego zdania.

„Musiałam odejść” to kolejny przykład książki, którą polecam dosłownie wszystkim miłośnikom literatury, bez względu na ulubiony gatunek. Chociaż może powinnam zaznaczyć, że ze względu na niekiedy brutalne opisy walki czy znęcania się nad zwierzętami dyskwalifikuję odbiorcę poniżej 16-go roku życia. Niesamowita podróż do krajów gdzie kobiety bezapelacyjnie tolerują każdą decyzję mężczyzny, nie wychodzą same z domu i nigdy nie widzą świata nieprzesłoniętymi niczym oczami gwaratnowana!

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzencki od wydawnictwa ZNAK literanova. 

 

„Goran Bregovic – Szczęściarz z Sarajewa” Grzegorz Brzozowicz Marzec 23, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 12:37 pm
Tags: , ,

Wydawnictwo: Drzewo Babel

Rok wydania: 1999

Ilość stron: 170

Pierwszy raz natkęłam się na Gorana Bregovica jakieś 10 lat temu kiedy w moje ręce trafiła kaseta pt. „Kayah i Bregovic”. Do dziś pamiętam chwile spędzone nie tylko na słuchaniu ów kasety, ale także na analizowaniu tekstów, które w swej odmienności były dla mnie powiewem czegoś zupełnie nowego. Odmienność tę zaczęłam zgłębiać dopiero kilka lat temu kiedy postanowiłam przyjrzeć  się bliżej postaci nie tylko Bregovica, ale również Kusturicy i jego The No Smoking Orchestra oraz zespołom takim jak Balkan Beat Box czy J.U.F.

Na „Szczęściarza z Sarajewa” natkęłam się, jak to często bywa, przypadkiem. Od pierwszego rzutu okiem na okładkę, wiedziałam, że muszę go przeczytać. Książkę napisał Brzegorz Brzozowicz – znany radiowy prezenter muzyczny, redaktor wielu poczytnych gazet, krytyk muzyczny, a co najważniejsze animator kultury jugosławiańskiej. Brzozowicz mieszkał w Belgradzie jako nastolatek i właśnie kulturalnymi przeżyciami tamtych lat dzielił się z polską publicznością organizując koncerty jugosławiańskich zespołów rockowych lat 80-tych, takich jak Laibach, Elektricni Orgazam czy Pankrti. Brzozowicz jest również pomysłodawcą projektu „Kayah i Bregovic”,  o którym wspominałam na początku.

Książka zdecydowanie odbiega od klasycznej biografii. Nie opiera się na chronologicznym szkielecie życia Bregovica. Autor, którego wspomnienia na stałe splotły się z Jugosławią zręcznie łączy własne opinie i anegdoty z wydarzeniami z życia Gorana oraz z obszernymi cytatami tego ostatniego. Co może przysporzyć problemów w trafnej interpretacji „Szczęściarza” jest właśnie podział na dwóch głównych bohaterów. Czasem po przeczytaniu interesującej przygody, musiałam wrócić do jej początku i  pomyśleć komu tak właściwie ona się przytrafiła, Bregovicowi czy Brzozowiczowi.

„Szczęściarz z Sarajewa” to próba przybliżenia fanom przebiegu kariery Gorana Bregovica. Po nakreśleniu warunków w jakich Goran dorastał, autor przechodzi do opisu poszczególnych etapów kariery jugosławiańskiej gwiazdy. I tak, najpierw podróżujemy od knajpy do knajpy, przyglądając się Goranowi zabawiającemu gości grą na gitarze. Następnie przemierzamy kolejne państwa obserwując rozkwit Bijelo Dugme – zespołu, który otworzył Goranowi wrota do wielkiego świata. Podróż kończymy współpracą Bregovica z Emirem Kusturicą,  pracą nad „Undergroundem” i innymi ścieżkami dźwiękowymi. Wszystko to okraszone jest sporą dawką polityki i sytuacji społeczno-ekonomicznej ówczesnych Bałkanów. Wydaje mi się, że odbiorca posiadający choć znikomą wiedzę na te tematy, odbierze książkę bardziej dosłownie, odczyta wiele informacji ukrytych między wierszami.

Niemile zaskakującym jest fakt prostackich wypowiedzi Gorana. Prawda jest taka, że wybitny artysta, ikona bałkańskiego folkloru obok często wyszukanych słów opisujących jego poglądy czy przemyślenia, rzuca nic nie wnoszącymi epitetami opisującymi jego relacje z kobietami czy zachowania kolegów z zespołu. Uniknięcie dosłownego tłumaczenia, niechybnie podniosłoby wartość książki. Mimo, że słowa z niskiej półki przeplatają całą książkę, język autora muszę ocenić jako przystępny. Książkę czyta się łatwo i szybko. Co kilka stron można napotkać ilustracje i teksty piosenek tworzonych przez Gorana na przestrzeni lat.

Po „Szczęściarza z Sarajewa” z powodzeniem mogą sięgać nie tylko fani Bregovica. Na podstawie osoby Gorana, książka ukazuje naturę jugosławiańskiego ludu. Mówi o uprzedzeniach, temperamencie, marzeniach i bolączkach ludzi, którym odebrano ojczyznę.