poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Aby żadne dziecko nie pozostało w tyle. Edukacja w USA” Thomas R. Wolanin Lipiec 31, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 11:32 am
Tags: ,

Wydawnictwo:Wolters Kluwer Polska

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 422

„Aby żadne dziecko nie pozostało w tyle. Edukacja w USA” Thomas R. Wolanin 

Thomas R. Wolanin to pracownik amerykańskiego Instytutu Polityki Edukacyjnej dla Szkolnictwa Wyższego, a także wykładowca Georgia Washington University w Waszyngtonie. Przez 17 lat pracował dla amerykańskiego Kongresu, zgłębiając tajniki amerykańskiego systemu oświaty, oraz dokładając starań, aby system ten docierał do wszystkich amerykańskich obywateli bez względu na ich status materialny, kolor skóry czy stan zdrowia. Nie bez znaczenia jest również fakt, że dziadkowie Wolanina urodzili się w Polsce. Mimo, że Wolanin nie włada językiem polskim, to bywał wielokrotnie w naszym kraju, jest świadomy realiów szkolnictwa polskiego i dzięki temu stawia trafne hipotezy i daje wskazówki.

Książka „Aby żadne dziecko nie pozostało w tyle. Edukacja w USA” to zapis szeregu wykładów, które Wolanin wygłosił w latach 2005 i 2006 podczas swojego pobytu w Polsce. Amerykanin poświęcił je dokładnej charakterystyce amerykańskiego szkolnictwa podstawowego, średniego, skupiając się szczególnie na zagadnieniach związanych ze szkolnictwem wyższym. Książka została podzielona na trzy części. Pierwsza i najobszerniejsza część poświęcona jest amerykańskim szkołom wyższych. Wolanin bardzo szczegółowo wyjaśnia wiele aspektów związanych z funkcjonowaniem amerykańskich uniwersytetów. Opowiada między innymi o ich historii, sposobach sprawowania nad nimi kontroli, prowadzeniu badań naukowych. Autor wyjaśnia również specyfikę nie istniejących w Polsce, a bardzo popularnych w Ameryce Północnej, kolegiów środowiskowych. Druga część poświęcona jest szkolnictwu podstawowemu i średniemu. Również w tej części Wolanin wykazuje się nietuzinkową wiedzą na tematy związane z nauczaniem amerykańskiej młodzieży. Autor charakteryzuje między innymi strukturę szkół podstawowych i średnich, sposoby zarządzania ów szkołami. Oddzielne rozdziały poświęca uczniom niepełnosprawnym, uczniom o ograniczonej znajomości języka angielskiego, czy nauczycielom pracującym w placówkach edukacyjnych. Ostania część książki poświęcona jest krótkiemu wywiadowi z autorem, przeprowadzonemu przez prof. dr hab. Andrzeja Janowskiego, wrażeniom Wolanina z pobytów w Polsce, a także opisowi najnowszych trendów panujących w amerykańskiej oświacie.

Książka, mimo, że szczegółowo opisująca dość zawiły temat, jest przyjemna w odbiorze. Narrator zwraca się do czytelnika w pierwszej osobie liczby mnogiej, co dodatkowo angażuje odbiorcę. Ton Wolanina jest przyjazny i łagodny. Przez cały czas obcowania z wywodami naukowca, czułam się jak na porywającym wykładzie, prowadzonym w sposób przejrzysty i otwarty na studenta. Oczywiście, na każdym wykładzie muszą być i nudne fragmenty dotyczące w tym wypadku np. szczegółowych statystyk czy metod finansowania lub zarządzania placówkami edukacyjnymi. Wolanin jednak świetnie umie się z takich fragmentów wybronić, niejako rozrzedzając je anegdotami czy przechodząc po chwili do porywających ciekawostek kulturalnych. Wielkim plusem książki jest również wywiad zamieszczony w jej trzeciej części, który ukazuję Wolanina jako niezwykle mądrego, ale również sympatycznego człowieka z sentymentem wypowiadającego się o Polsce i potwierdzającego swoją skromność unikając podawania gotowych recept na polepszenie sytuacji w polskim szkolnictwie.

Osobiście, książkę obdarzyłam sentymentem ze względu na to, iż otworzyła mi ona oczy na pewne aspekty życia amerykańskiego społeczeństwa, na które dotąd nie zwracałam uwagi. Nie miałam pojęcia jak w dawnych czasach podchodzono do ludzi niepełnosprawnych, na jakich zasadach Afroamerykanie zdobywali wiedzę w czasach kiedy nie mieli dostępu do uniwersytetów dla Białych, oraz kto w szczególności decyduje się na tzw. homeschooling, czyli kształcenie dzieci w domach. Wszystkie te informacje okazują się niezwykle przydatne dla ludzi, którzy interesują się kulturą i historią amerykańską.

Trudno jest znaleźć słabe punkty w książce napisanej przez profesora i doradcę amerykańskiego prezydenta w jednym. Na zakończenie pokuszę się jedynie o komentarz, że królują w niej opisy i statystyczne dane, które nie trafią do ludzi oczekujących wartkiej akcji i nie będących związanymi z systemem edukacji. „Aby żadne dziecko nie pozostało w tyle” polecam nauczycielom (nie tylko angielskiego, ale im w szczególności), dyrektorom szkół, oraz decydentom, którzy poszukują rozwiązań umożliwiających polepszenie sytuacji w polskich szkołach. Dzięki tej książce mamy szansę uniknąć błędów, które już popełniła Ameryka i zaadaptować to co w amerykańskiej szkole przynosi korzyści.

Książkę otrzymałam do recenzji od nakanapie.pl. Bardzo dziękuję!

Reklamy
 

Stosik no. 6 Lipiec 29, 2011

Filed under: stosiki — finkaa @ 5:13 pm

Kilka książek, które znalazły miejsce na mojej półce w przeciągu ostatnich kilku tygodni.

 

Od góry widać:

„Niewinność zagubiona w deszczu” Eduardo Mendozy – książka, którą otrzymałam dziś od wydawnictwa Znak literanova.

„Kolory tamtego lata” Paul Richard Evans” – również od Znaku.  Bardzo przyjemna lektura na lato. Już jakiś czas temu pisałam o niej tutaj.

„Wampir z M – 3” Andrzej Pilipiuk – Pilipiuk to jeden z moich ulubionych pisarzy, dlatego bez zastanowieani wymieniłam się z Leną  wysyłając jej „Co widział pies i inne przygody”.

„Dzień dobry, Irene” Carole Nelson Douglas – ponoć kryminał i ponoć dobry. Wybrałam sobie u pana Kazimierza ze Zbrodni w Bibliotece za udział w czerwcowej edycji konkursu dla blogerów.

P.S. Mam też w domu dwa pierwsze tomy „Cukierni pod Amorem”. Niebawem pierwsza recenzja. Na zdjęciu jednak ich nie znajdziecie, bo postanowiłam, że będę fotografować tylko moje własności, a „Cukiernie” są pożyczone. 🙂

 

One Lovely Blog Award Lipiec 22, 2011

Filed under: na marginesie — finkaa @ 6:39 pm

Witajcie!

Pare dni mnie nie było, a tu taka miła niespodzianka. Miqa i dm1994 zaprosiły mnie do zabawy One Lovely Blog Award. Jako, że jest to pierwsza zabawa, do której zostałam wciągnięta, bardzo się cieszę i bardzo Wam, dziewczyny, dziękuję.

Jest tylko jeden problem. Muszę się teraz podzielić z Wami 7 informacjami o mnie, a nie do końca wiem co mam napisać. Spróbujmy…

Mam na imię Asia.

Mieszkam w centralnej części Wielkopolski.

Uczę angielskiego.

Mieszkam z rodzicami, pudlem, papugą nimfą i żółwiem stepowym.

Jestem wyczulona na punkcie hałasu. Nie mogę się skupić przy najmniejszym szmerze.

Lubię spędzać czas w samotności, pod warunkiem, że mam kogoś bliskiego za ścianą.

Muszę wystrzegać się horrorów, thrillerów i kryminałów zarówno w formie filmu jak i książki. Źle je znoszę, boję się tygodniami, wszędzie palę światła i słyszę dziwne głosy. Ci, którzy śledzą mój blog wiedzą, że regularnie łamię to postanowienie, ale uwierzcie, że skutki są potworne. 🙂

OK, udało się. Teraz muszę zaproponować tą zabawę kolejnym szesnastu blogom i poinformować ich właścicieli o mojej propozycji.  Trochę nagnę tę regułę, przejrzę moje ulubione blogi i zaproponuję udział w zabawie wszystkim, którzy jeszcze tego nie zrobili. Zobaczymy ile mi wyjdzie. Zaznaczam, że pomijam wakacjowiczów, oraz tych, którzy już odmówili ze względu na to, że nie chcą dalej nominować.

Do zabawy zapraszam więc:

Agne

Archer

Bellatriks 

Cyrysię 

Lenalee

Maksa

Pabla

Patrycji

Blog słowem malowany

Tajemnicę

Mayę

Zosię

O proszę… Tym sposobem nikogo nie pominęłam. Miłej zabawy. 🙂

A tutaj zdjęcie do skopiowania na swoje blogi.

 

 

 

 

„Learning to swim: a novel” Sara J. Henry Lipiec 18, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 11:12 am
Tags: , ,

Wydawnictwo: Crown

Data i miejsce  wydania: luty 2011, U.S.A.

Ilość stron: 304

RECENZJA BIERZE UDZIAŁ W KONKURSIE ZORGANIZOWANYM PRZEZ SERWIS ZBRODNIA W BIBLIOTECE 

Troy Chance, główna bohaterka powieści „Learning to swim” nigdy nie przypuszczała, że w mgnieniu oka jej stabilne, ale w gruncie rzeczy nudne życie, wywróci się do góry nogami. Kiedy Troy zauważa dziecko spadające z przepływającego obok statku, nie waha się, by podejść do burty i zanurkować  na pomoc. Dziecko ma na sobie o wiele za dużą bluzę misternie zasupłaną na ramionach – dowód na to, że chciano je utopić. Troy udaje się uratować chłopca i dokładnie w momencie kiedy trzyma go po raz pierwszy w ramionach z nie wiele myślącej o przyszłości dziennikarki i sportsmenki staje się lwicą walczącą o lepsze życie dla małej znajdy.

„Learning to swim” jest debiutancką powieścią amerykańskiej dziennikarki i pisarki Sary J. Henry. Mimo, że na wstępie książki widnieje zapis, iż fabuła nie ma nic wspólnego z realnymi postaciami i wydarzeniami, nie sposób nie zauważyć, że główna bohaterka Troy Chance odziedziczyła po swojej pomysłodawczyni kilka cech.  Troy mieszka z wielkim psem i kilkoma współlokatorami, czynnymi sportowcami. Podobnie jak autorka, Troy pisze sportowe artykuły do kilku miejscowych gazet, uwielbia rowery oraz komputery i zarówno o tych pierwszych jak i drugich wie prawie wszystko. Troy nie lubi zażyłych znajomości i trzyma dystans od wszystkiego co dla innych jest wyznacznikiem prawdziwej kobiecości. Nie maluje się, nie radzi sobie na zakupach i nie nosi sukienek

Wyłowiony chłopiec spada na nią jak grom z jasnego nieba. Mówiące po francusku zawiniątko z chwili na chwilę otwiera Troy oczy na to, że istnieje inne życie poza tym, które zawinęła wraz z sobą w szczelny kokon. Troy nie decyduje się na oddanie sprawy policji i na własną rękę zaczyna szukać złoczyńców, którzy chcieli pozbyć się chłopca. Własnym uporem Troy trafia najpierw do ojca dziecka, za które gotowa jest oddać życie, a potem po nitce do kłębka zagłębia się w kolejne ponure tajemnice przeszłości jego rodziny, przy okazji stając się niejako jej częścią.

Sara J. Henry to mistrzyni zwodzenia czytelnika.  Powoli ukazuje różne oblicza powieści tak, by każdy znalazł w niej coś dla siebie.  Bez trudu manipuluje Troy w sposób, aby ukazać ją jako nieustraszoną, wyzwoloną kobietę, a za chwilą wplątać w pełen namiętności romans, by na końcu udowodnić, że Troy jest niezwykle wrażliwą osobą, umiejącą poświęcić wszystko dla dobra innych. 

Czytając powieść doszłam do wniosku, że autorka dużo czasu poświęciła na uważne konstruowanie charakterów poszczególnych bohaterów. Każdy z nich jest wyraźny, konsekwentny, z nutką tajemnicy, jednak nigdy nudny. Troy jest sympatyczna, zarazem słaba i niezwykle silna, co sprawia, że już po kilku stronach staje się ona sprzymierzeńcem czytelnika, a my stajemy się niejako jej powiernikami. Śmiało mogę stwierdzić, że „zaprzyjaźniłam się” z główną bohaterką i już nie mogę się doczekać kontynuacji opowieści o Troy, która ma ukazać się  na wiosnę.

Książka wciągnęła mnie od pierwszych stron. Fabuła jest niezwykle intrygująca, a autorka nie ujawnia prawdy, aż do ostatnich kilkunastu kartek, ciągle myląc czytelnika poprzez prowadzące donikąd poszlaki. Akcja jest bardzo dynamiczna – przy książce nie sposób się nudzić. Rozdziały są krótkie, co pozwala na nieustanne przenoszenie się z miejsca na miejsce, z Ottawy, poprzez Montreal, aż do Vermont.

Również język autorki zasługuje na pochwałę.  Zdania są krótkie, wypowiedzi bohaterów oszczędne, a ich język z reguły bardzo nieformalny, co świetnie oddaje klimat panujący w mieszkaniu Troy, oraz charakter samej bohaterki. W książce nie ma miejsca na przydługie opisy przyrody czy poszczególnych miejsc, a mimo to dosłownie czułam lodowatość wody czy przeszywający mnie wiatr hulający po pokładzie statku.

Z pewnością „Learning to swim” trafiłaby do serc polskich czytelników.  Pobudzenie instynktu macierzyńskiego, wartki wątek kryminalny i szczypta budzącego się nieśmiało romansu to składniki, które gwarantują książce sukces. Henry stworzyła dzieło, które misternie usnutą intrygą dorównuje kryminałom napisanym przez takich mistrzów gatunku jak Coben czy Kava, a przeplatające się  sceny ukazujące ciepło ogniska domowego oraz te przedstawiające ludzką bezduszność, krew i balansowanie między życiem, a śmiercią sprawiają, że powieść trafia do odbiorców obu płci. 

 

 

„Zdrowe kierowanie klasą. Motywacja, komunikacja, dyscyplina” Raymond M. Nakamura Lipiec 13, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 4:45 pm
Tags: ,

Wydawnictwo: Wolters Kluwer Polska

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 538

„Zdrowe kierowanie klasą. Motywacja, komunikacja, dyscyplina” – Raymond M. Nakamura 

W swojej książce pt. „Zdrowe kierowanie klasą” Raymond M. Nakamura podjął się niełatwego zadania wyjaśnienia nauczycielom jak postępować w klasie tak, aby każdy znajdujący się w niej uczeń czuł się szczęśliwy, bezpieczny, zmotywowany i zdyscyplinowany. Czy mu się udało? Z punktu widzenia nauczyciela mogę stwierdzić, że w dużym stopniu tak, jednak dodam również, że po lekturze odczuwam mały niedosyt.

Niniejszy poradnik nauczyciela podzielony jest na cztery części.  Pierwsza z nich wyjaśnia co to jest zdrowa klasa i krok po kroku prowadzi nas poprzez jej arkany. Dowiadujemy się tutaj jakie role w takiej klasie spełnia uczeń, a jakie nauczyciel, jak zadbać o dobrobyt ucznia i jakie wyzwania stoją przed nauczycielem chcącym ów dobrobyt uczniom zapewnić. Część druga kładzie nacisk na odpowiednie motywowanie naszych podopiecznych. Nakamura wyjaśnia jak zadbać o wzajemną akceptację, zaradność, a także zdrowie i bezpieczeństwo naszych uczniów. Kolejna część poradnika jest poświęcona kwestiom związanym z komunikacją. To tutaj dowiemy się co to są spotkania klasowe, czemu służą i jak się je prowadzi. Ostatnia część poświęcona jest dyscyplinie i problemom z nią związanym. Książka zaopatrzona jest również w kilka załączników, glosariusz dotyczący uczniów z niepełnosprawnością, oraz testy i przykładowe dyskusje, które mogą stanowić dla nauczyciela tak bardzo niekiedy przydatne „gotowce” do wykorzystania na godzinie wychowawczej lub podczas rozgrzewki przed właściwą lekcją.

Niezaprzeczalnym jest fakt, że „Zdrowe kierowanie klasą” opływa w przydatne informacje. Dla mnie szczególnie interesującymi i przydatnymi kwestiami okazały się rady odnośnie dyscypliny i odpowiedniej zachęty, tak by każdy uczeń miał co robić przez całą godzinę lekcyjną. W książce znalazłam wskazówki, które zacznę wprowadzać w życie równo z pierwszym dzwonkiem pierwszego września. Wiadomo również, że połowę sukcesu nauczyciela stanowi znajomość siebie samego, swojego stylu nauczania i odwaga, by przyznać się do swoich słabości i pracować nad nimi. W tej kwestii również Nakamura przychodzi nam z pomocą umieszczając w książce kilka testów, które po szczerym wypełnieniu dadzą nam dość  klarowny obraz naszych tendencji i otworzą oczy na uchybienia. W kolejnych etapach książki znajdziemy odpowiedzi na pytanie jak te uchybienia naprawić.

Co mnie jednak mocno niepokoi jest fakt, że książka niekoniecznie musi trafić w zainteresowania polskiego nauczyciela, a to z jednego ważnego powodu. Poradnik Nakamury dosłownie ocieka we wszelakie informacje związane z kulturą amerykańską, szczególnie z jej podziałem etnicznym. Jak zauważył we wprowadzeniu prof. dr. hab. Andrzej Janowski „…w książce znajdują się liczne materiały (…) , które ukazują specyfikę amerykańską, rozszerzają więc horyzont umysłowy nauczyciela – polskiego czytelnika, ale nie zawsze nadają się do użycia w naszym kraju”. Ja ośmieliłabym się stwierdzić, że dość rzadko nadają się do przełożenia na polskie realia. Dodam jeszcze, że autor niezwykle drobiazgowo zagłębia się w statystyki i badania wykonane przez amerykańskie instytucje rządowe i pozarządowe dotyczące np. stanu zdrowotnego, uzależnień, a nawet zachowań seksualnych poszczególnych grup etnicznych zamieszkujących Amerykę, co dla zainteresowanych niewątpliwie stanowi plus, natomiast dla nauczycieli, którzy chcieliby sięgnąć po książkę wyłącznie jako po przewodnik po polskiej klasie, okażą się po prostu zbyteczne.

Muszę również uprzedzić, że język jaki prezentuje książka jest dość formalny i nie ma nic z lekkości zaprezentowanej przez Beth Hurst i Ginny Reding w książce „Profesjonalizm w uczeniu” wydanej przez wydawnictwo Wolters Kluwer Polska w tej samej serii. Nakamura nie rzuca anegdotami i nie „spuszcza z tonu”, co spowodowało, że czytając książkę niejednokrotnie wydawało mi się, że siedzę na wykładzie z dydaktyki.

Podsumowując, „Zdrowe kierowanie klasą” to książka przemyślana i napisana niezwykle starannie przez niezwykle wnikliwego autora. Każdy zawarty w spisie treści podpunkt rozpracowany jest na czynniki pierwsze. Jednak polski nauczyciel musi mieć na uwadze, że poradnik ten jest głównie adresowany do kadry amerykańskiej i to ona skorzysta z niego najbardziej, i że tylko amerykańscy nauczyciele poczują, że czytają o „swoich dzieciach”.

Książkę otrzymałam do recenzji od nakanapie.pl. Bardzo dziękuję!

 

„Kolory tamtego lata” Richard Paul Evans Lipiec 10, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 10:45 am
Tags: ,

Wydawnictwo: Znak literanova

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 352

Richard Paul Evans to dobiegający pięćdziesiątki, amerykański pisarz, który wypłynął tworząc dziecięce historie z motywem bożonarodzeniowym. Urodzony i wykształcony w Utah, mąż i ojciec piątki dzieci jest również założycielem organizacji charytatywnej The Christmas Box House International, która pomaga opuszczonym dzieciom znaleźć ciepły kąt.

Richard Paul Evans to także człowiek, dla którego Ameryka okazała się za mała. Wraz z żoną i dziećmi mieszka w słonecznych Włoszech, gdzie tworzy niezapomniane powieści o miłośći, dobroci i pięknie natury. To właśnie tam, w Toskanii, Richard spotkał Elianę, a właściwie Ellen, której historię wykłada ze szczegółami w książce „Kolory tamtego lata”.

Powieść zaczyna się prologiem, w którym Evans spotyka piękną kobietę czytającą książkę nad brzegiem basenu. Przedstawia się jej jako pisarz i pyta o ulubioną opowieść miłosną. Eliana nie zastanawiając się długo, odpowiada, że najpiękniejsza historia miłosna to ta, która przydarzyła się jej samej…

Ellen to Amerykanka, która zakochała się w przystojnym Włochu i wraz z nim wyjechała do jego ojczyzny. W zupełności pochłonięta wychowaniem chorego dziecka, próbuje ukryć przed sobą samotność, która ją trawi kiedy spędza kolejne samotne dni i noce, opuszczona przez męża biznesmena. Maurizio nie zauważa potrzeb żony, zdradza ją podczas ciągłych podróży służbowych i praktycznie rzecz biorąc, nie zdaje sobie nawet sprawy z choroby własnego dziecka. Ellen – gorliwa katoliczka – znosi wszystko w zaciszu swojej toskańskiej willi, wiedząc, że nawet gdyby chciała się uwolnić, Maurizio nie pozwoli jej na wywóz syna z kraju. Sytuacja wydaje się nie mieć rozwiązania, gdy do jednego ze skrzydeł ogromnej willi wprowadza się przystojny Amerykanin. Jak łatwo się domyśleć,  Ellen traci głowę i zaczyna się jej walka o lepsze życie.  Namiętność przeplata się z wyrzutami sumienia. Miłość z nienawiścią, a teraźniejszość z niewyjaśnioną przeszłością przybysza.

Pewnie na pierwszy rzut oka może się wydawać, że „Kolory tamtego lata” to sztandarowy przykład niewyszukanej, babskiej literatury o miłości. Nic bardziej mylnego.  Książka jest oparta na faktach, co dodaje jej niesamowitego charakteru. Zawsze kiedy łapałam się na myśli, że ta bajka o idealnej miłości nie może być prawdziwa, marszczyłam brwi i przypominałam sobie, że otóż może, a nawet jest! Podczas czytania powieści miałam wrażenie, że prawda w niej zawarta wyostrzyła jej rysy, wypukliła fakty i nadała zupełnie innego wyrazu. Tak dokładne opisy Toskanii, wnętrz mieszkań, tamtejszych zwyczajów i ludzkich charakterów po prostu nie mogły wyjść spod pióra autora, który sobie to wszytko wymyślił.   Bohaterowie książki to ludzie z krwi i kości, pełni temperamentu i skrajnych uczuć, wybuchający równie często łzami, co tysiącem uśmiechów i falami dzikiej radości.

Dodatkowym atutem książki jest sceneria i jej włoski klimat. Toskania czeka na nas jak na talerzu, za każdym razem kiedy otwieramy książkę. Włoskie potrawy nęcą smakiem, czujemy zapach wina, oliwek i mnóstwa ziół rosnących w ogrodzie Eliany. Poznajemy włoskie obyczaje i podstawowe zwroty, którymi książka jest naszpikowana po brzegi. Wielki plus dla tłumacza, który zachował balans między włoskimi wyrażeniami i polskim tłumaczeniem, zlewając wszystko w całość, tak że ciągle spotykamy włoskie zwroty, ale dzięki konktekstowi możemy je z łatwością zrozumieć.

Czy książka ma minusy? Jednym z nich jest fakt, że autor od czasu do czasu wdawał się w przydługie opisy rytuału winobrania czy jednego z włoskich festiwali. Mam wrażenie, że robił to specjalnie, aby ochłodzić czytelnika po niesamowicie wciągającym wątku miłości Eliany i Rossa.  Książki po prostu nie da się odłożyć, nie wiedząc co wydarzy się na kolejnej stronie. Jeśli mam się czepiać to dodam, że książka kończy się sceną, w której Eliana kończy opowieść i odchodzi znad basenu, a autor zabiera się za obrabianie w głowie całej jej historii. W świetle szczegółowych opisów, których jest w książce wiele doszłam do wniosku, że niemożliwym jest, aby na tym spotkaniu ich kontakt dobiegło końca i Elianie nie zostało zadane już rzadne  pytanie. Jest też drugie rozwiązanie, które mi się nasunęło.  Być może autorowi wystarczył szkic zarysowany przez Elianę, a całą ogromną resztę ubarwił sam.

Mimo, że trochę  brakuje mi odpowiedzi na pytanie jak dalej potoczyły się losy Eliany i czy zaprzyjaźniła się z autorem, książkę oceniam bardzo pozytywnie. Za każdym razem kiedy łapałam jej okładkę, dochodziłam do wniosku, że treść powieści jest tak lekka jak papierowa książka, która waży naprawdę niewiele. „Kolory tamtego lata” pozwoliły mi na przeżycie niesamowitej przygody i ogromny relaks po ciężkich dniach.

Bezspornie książka należy do katerogii literatury kobiecej. Jednak ja polecam tę lekturę nie tylko paniom chcącym poznać losy niezwykłego romansu. Polecam ją  również mężczyznom, gdyż jest ona swoistym przewodnikiem po tym jak należy kochać i szanować drugą osobę.

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzyji od wydawnictwa ZNAK Literanova. Bardzo dziękuję!

 

 

ROZWIĄZANIE – e-bookowe zniżki Lipiec 6, 2011

Filed under: na marginesie — finkaa @ 10:19 am

Droga Bożeno,

bardzo mi miło, że zdecydowałaś się wziąść udział w tej rozdawajce. Proszę, skontaktuj się ze mną za pomocą adresu e-mail, który podaję w dziale KONKAKT na górze strony. Przekażę Ci kod.

Pozdrawiam, finkaa