poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Wszystko jest możliwe – od marzenia do spełnienia” Sophia Max, Lynn Lauber Sierpień 9, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 11:12 am
Tags: ,

wszyst wydawnictwo: Studio Astropsychologii

rok wydania: 2013

ilość stron: 110

 

Czwarta już część serii „Magia życia” wydawanej przez Studio Astropsychologiczne nie odstaje od reszty. Tak jak jej poprzedniczki, książeczka niesie niezwykle pozytywne i podnoszące na duchu przesłanie. Wszystko jest możliwe – trzeba tylko niezłomnie dążyć do celu. Autorkami tej części są Lynn Lauber – kobieta, która uczestniczyła również w stworzeniu poprzednich części, oraz Sophia Max – autorka książek o wspinaczce, sztukach walki, oraz duchowości właśnie.

 

Jewgienij Pietrowicz Woronin to, powiedzmy sobie, nie najbardziej utalentowany magik. W swojej wierze w sukces jest tak nieprzejednany, że można go z łatwością oszukać, lub też zaspokoić jego pragnienie uznania kilkoma nieszczerymi komplementami. Woronin wraz ze swoją trupą na co dzień pracuje w wielkim Cyrku Moskiewskim. Każdy z cyrkowców pokątnie marzy o wyrwaniu się spod rosyjskiego pręgieża w wielki świat. Ale tylko Woronina (mimo, iż jest najmniej wybitny) marzenia wędrują aż do Kalifornii do Magicznego Zamku. Trupa wyrusza na europejskie tournee, a magik zaczyna dostawać listy, w których poszczególne państwa honorują jego wybitne, ponoć, umiejętności magiczne. Czy nie śmierdzi to jakimś podstępem? I jak cała historia się skończy?

 

Seria „Magia życia” ma w sobie wielką dawkę przesłania „Myślcie pozytywnie, a spełnią się wasze najskrytsze marzenia”. I chyba w czwartej swojej odsłonie to motto jest najbardziej wyraźne. Książka jest napisana niezwykle ciepłym i krzepiącym językiem. Jest na poły baśnią, a na poły poważną rozprawą o korzyściach płynących z pozytywnego nastawienia do życia.

 

Właśnie za wydawanie tego typu książek najbardziej cenię Studio Astropsychologiczne. Mała lektura, która może podnieść nastrój na wiele dni i pomóc kreować ogólne nastawienie do życia. Książeczkę polecam wszystkim smutasom, oraz ludziom, którzy od czasu do czasu mają tendencję do utraty wiary w to, że może się udać. Każdy zasługuje na szczęście, więc każdy ma szansę je otrzymać. Przeczytajcie historię Woronina, a może dojdziecie do wniosku, że Wam samym pójdzie jeszcze łatwiej.

 

Książkę otrzymałam do recenzji od Studia Astropsychologii. Dziękuję.

Reklamy
 

„Drzewo migdałowe” Michelle Cohen Corasanti Lipiec 2, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 1:36 pm
Tags:

drzewo_migdalowe_front_500pxWydawnicto: Sine Qua Non

Ilość stron: 389

Rok wydania: 2014

 

Co dzień w Strefie Gazy dochodzi do mrożących krew w żyłach scen. Młodzi ludzie z bronią maszynową przy boku decydują o „być, albo nie być” ludzi żyjących obok nich. Nie dalej jak wczoraj znaleziono ciała trzech zamordowanych Izraelczyków. Kto to zrobił? Sprawców brak, jednak przeczucia wielu z nas prowadzą do organizacji zwanej Hamasem. Palestyńczycy bronią własnej ziemi. Izraelczycy twierdzą, że to wszystko ich. Rozlew krwi wydaje się nieunikniony. Po co o tym piszę? Przyznaję, że nie miałam pojęcia o dramacie rozgrywającym się na Bliskim Wschodzie, dopóki nie sięgnęłam po książkę niewinnie zatytuowaną „Drzewo migdałowe”.

 

Jest rok 1955. „Mama zawsze mówiła, że Amal jest jak żywe srebro” (str.6). Poznaję imiona wszystkich członków pewnej palestyńskiej rodziny. Jestem urzeczona ckliwością z jaką autorka opowiada o miłości i szacunku panującym w gronie właścicieli pomarańczowych planatacji. Nagle rzeczona Amal rozrywa się na cząsteczki, nadeptując małą nóżką na minę. Coś tu nie gra. Mój wewnętrzny radar wskazuje, że jednak nie będzie to przyjemna lektura. Po odejściu siostry, czas na pożegnanie się z ukochanymi drzewami. Od teraz można tylko obserwować zza drucianej siatki jak obcy Izraelczycy obrywają owoce pracy Baby, ojca Amal i jej rodzeństwa. Rodzina śpi pod gołym niebem, a najstarszy z dzieci chcąc ratować sytuację porywa się na heroiczny czyn walki za honor Palestyny. Brzemienny w skutkach wyczyn Ahmada, spuszcza na rodzinę piekło. Baba wędruje do więzienia, choć pewnie wolałby umrzeć. Brat Ahmada ulega wypadkowi, ginie kolejna siostra. Ze łzami w oczach nie mogę uwierzyć, że dałam się nabrać na sympatyczny tytuł.

 

Jest rok 1966. Baba ciągle w więzieniu, sytuacja teoretycznie się pogarsza, bo Ahmad podążą za głosem serca, uciera nosa nie jednemu Izraelczykowi w ogólnokrajowym konkursie matematycznym i wybiera się na studia. Stawia czoła nie tylko studentom z lepszych domów, ale również stereotypom wysnuwanym przez wykadowców – Izraelczyków. W domu piszczy bieda. „Jeśli teraz nas opuścisz, możesz już nie wracać” (str. 135). Czy można się dziwić słowom matki? Tylko Baba – pacyfista – zdaje się wierzyć.

 

Jest rok 1974. Czy Ahmad osiąga wymarzony sukces? Czy wraca do wioski, na swoje ukochane drzewo migdałowe? Czy jest to możliwe, żeby cudowne, palestyńskie dziecko w sandałach zrobionych z opony miało szansę przebić się przez izraelski mur intelektualistów? Co z resztą rodzeństwa, Babą? Nie mogę odłożyć książki. Czuję niepokój za każdym razem kiedy muszę się z nią rozstać, choć na moment.

 

Michelle Cohen Corasanti zabrała nas w niesamowitą podróż. 61 lat z życia Ahmada w jeden dzień. Tyle mniej więcej zajęło mi przeczytanie lektury, od deski do deski, jednym tchem. Nie da się inaczej. Zachwyt, odraza, smutek, nadzieja – to tylko kilka z emocji, które wywołuje lektura. Książka wieje autentycznością. To nie przypadek, że Corasanti przez siedem lat żyła w Izraelu. To, że książka jest manifestem „nadzei na zgodne życie Izraela i Palestyny”, jak pisze autorka, daje się wyczuć między kartkami.

 

Co przykuło moją uwagę, oprócz porywającej treści, to oprawa graficzna. Minimalistyczna, jednak świetnie oddająca kruchość ludzkiego życia, o które drżymy podczas lektury. Każda ze ston rozpoczynająca jeden z 58 rozdziałów przyozdiobiona jest małym, czarno-białym szkicem korony drzewa migdałowego, a każda ze stron zwiastujących przeniesienie się do kolejnego roku prezentuje okazały szkic całego drzewa. Już w Biblii, w Księdze Jeremiasza, nazwano migdałowiec drzewem czuwania. Myślę, że jest to porównanie szczególnie ważne w kontekście książki. Czytelnik czuwa nad zdrowiem i pomyślnością Ahmada, przemierzając z nim niemal całe życie. Kwiaty migdałowca ujawniają się prędzej, niż liście, a samo drzewo zakwita najwczęśniej ze wszystkich drzew na Bliskim Wschodzie. Ahmed jest takim drzewem, które rozwinęło piękne kwiaty, zanim ktokolwiek dał mu szansę na wypuszczenie liści.

 

Książka nie należy do przyjemnych lektur, które można potraktować jako sposób na odstresowanie. Myślę, że cel Corasanti był wręcz przeciwny. Przetłumaczona na kilkanaście języków lektura niesie światu wiadomość, że gdzieś tam daleko od cywilizacji mamy ogromny problem. Giną dzieci, które mogłyby zamienić się w piękne kwietne drzewa. Czas złączyć siły i przestać zmiatać problem pod dywan, bo nim się obejrzymy, drzewa migdałowe mogą wyginąć.

 

Książkę otrzymałam do recenzji od Wydawnictwa „Sine Qua Non”. Dziękuję!

 

 

 

„Dziewczynka – życie w cieniu Romana Polańskiego” Samantha Geimer Maj 13, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 6:06 pm
Tags: ,

dziew Wydawnictwo: Pascal

Ilość stron: 336

Rok wydania: 2013

 

Myślę, że nazwisko Samanthy Geimer jest większości  z nas znane.  Kobieta dorobiła się sławy zupełnie przypadkowo. Kiedy dodamy do niej nazwisko Romana Polańskiego nikt nie będzie już miał wątpliwości. Geimer to jego ofiara. Dziś dojrzała kobieta, matka dorosłych synów, żona. Kilkadziesiąt lat temu mała dziewczynka z ogromną blizną na życiorysie.

 

Książka „Dziewczynka” to odpowiedź Samanthy na medialne zamieszanie ciągnące się latami nie tylko w amerykańskiej prasie i telewizji, ale często tuż pod oknami Geimer, na jej podjeździe i przed szkołami jej dzieci. Tak autorka opisuje swoje dorosłe życie w cieniu Polańskiego. Kamery, podsłuchy, mikrofony wycelowane w nią i jej rodzinę za każdym razem kiedy sprawa wracała na wokandę, lub gdy Polański planował wypad za granicę. Koszmar, który przeżyła jako dziecko pokutuje aż do dziś. Z tym, że dziś Geimer twierdzi, że jest już na tyle silna i „poza” sprawą, iż może o tym, co się stało otwarcie mówić.

 

Autorka opisuje swoje życie od samego początku. Jakie koneksje łączyły jej matkę z Polańskim? I czy to prawda, że matka „sprzedała” małą Samanthę, by podrasować własną wciąż słabą pozycję w bezwzględnym show businessie? Wraz z Geimer wracamy do jej lat szkolnych, pierwszych miłości, poważnych związków, kolejnych prac i miejsc zamieszkania. Wszystko to składa się na dość interesującą powieść o dorastaniu i dojrzewaniu normalnej, amerykańskiej dziewczyny. Rysa na szkle pojawia się, gdy Samantha opisuje ze zbędnymi, moim zdaniem, szczegółami okoliczności zbliżenia się z Romanem Polańskim. To właśnie przy tym fragmencie zapaliła się ostrzegawcza lampka w mojej głowie, która sygnalizowała niebezpieczeństwo, że być może cała ta książka nastawiona jest na chęć rozżarzenia przygasającego ognia sławy Samanty Geimer. Po owym pikantym opisie, książka zaczyna obfitować w szczegóły kolejnych rozpraw, oraz opisywać ich wpływ na psychikę młodej dziewczyny, a potem dorastającej kobiety.

 

Jak oceniam książkę? Z punktu widzenia człowieka interesującego się kulturą amerykańską mogę stwierdzić, iż jest to niezła próbka codziennego życia w Ameryce na przełomie lat 70-tych i 80-tych. Niewątpliwie jest to książka opowiadająca tragiczną historię, ale zabarwiona  wieloma obyczajowymi motywami, które dodają jej waloru. Natomiast jako czytelnik nielubiący sycić się tanią sensacją, uważam iż Geimer trochę zbyt ekshibicjonistycznie podeszła do swojego życiorysu. Chwilami mogłabym jej nawet zarzucić brak wyczucia, lub żerowanie na ludzkiej ciekawości.

 

Atutem ksiażki są zdjęcia. Wszystkie fotografie przedstawiają Geimer i są autorstwa Polańskiego. Może nie ma ich wiele, są słabej jakości, małe i czarno-białe, ale być może właśnie w takiej formie unaoczniają najlepiej motywy, które kierowały Polańskim zabierającym małą dziewczynkę na rzekomą profesjonalną sesję fotograficzną.

 

Czy książka warta jest polecenia? Na pewno jest to brakujące ogniwo całej medialnej nagonki na Polańskiego i Geimer. Pierwszy wyczerpujący głos ofiary, poprzedzony tylko oświadczeniami, oficjanymi komentarzami i licznymi wypowiedziami, za którymi stali jej adwokaci. „Dziewczynka” z pewnością stanowi wartościową lekturę dla ludzi, którzy lubią czytać autobiografie okraszone nutką kontrowersji.

 

Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa PASCAL. Dziękuję!

 

„Angels don’t die: My father’s gift of Faith” Patti Davis Kwiecień 19, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 5:28 pm
Tags: , ,

Books-by-patti-davis-angels-dont-die Wydawnictwo: Harper Collins

 

Ilość stron: 122

 

Rok wydania: 1995

 

Patti Davis jest często nazywana czarną owcą w rodzinie Reaganów. 62-letnia dziś córka Ronalda Reagana prowadziła znany opinii publicznej konflikt z rodzicami, pozowała do Playboya, wiodła rozrywkowe życie i wyszła za instruktora jogi, z którym rozwiodła się po sześciu latach.  Dziś Patti Davis jest dojrzałą, wierzącą kobietą, która swoją wiarę zawdzięcza ojcu. I właśnie o tym informuje nas w króciutkiej książce pt. „Angels don’t die”.

 

122-stronicowa książeczka to zbiór krótkich historii, anegdot ze wspólnego życia Davis z ojcem. Co odpowiedział Reagan na pytanie dlaczego grzmi? I dlaczego nie płakał kiedy umarł jego najukochańszy koń? Co spowodowało, że Patti zdecydowała się przejść na właściwą stronę mocy i pojednać z ojcem? Odpowiedzi na te pytania, oraz wiele innych krzepiących faktów z życia jednej z bardziej znanych amerykańskich rodzin znajdziemy we wspomnieniach Patti Davis. Konserwatywny Reagan jawi się jako dobry ojczulek, wypełniający na Ziemi misję powierzoną mu przez Boga. W takim duchu prowadzi swój naród, w takim duchu stara się również wychować swoje dzieci. Pokora to postawa, która moim zdaniem najtrafniej opisuje jego podejście do życia. Patti Davis kreśli obraz łagodnego starca, który wielkie prawdy wiary ubierał w dziecinny język i opowiadał łagodnym głosem, ku przestrodze i z wielką miłością.

 

Jak odbieram tę książkę? Prawdę powiedziawszy, możnaby doszukać się w niej małego podstępu. Skąd w Davis taka zmiana? Czyżby po śmierci ojca, po tak zwanym wyszumieniu się, doszła do wniosku, że jednak przybierając maskę kochającej córki jest w stanie jeszcze zaistnieć? Możnaby tak pomyśleć i przejść wobec tej lektury obojętnie. Z drugiej jednak strony, dlaczego nie dać autorce kredytu zaufania i potraktować książeczkę jako kopalnię dobrych porad jak należy postępować z miłością i zaufaniem, jak należy budować relacje rodzinne, żeby po latach móc dojść do wniosku, że miało się fantastycznych rodziców i zrobiło się dla nich, oraz wzięło się od nich wszystko co możliwe, aby ubogacić swoje życie.

 

Książeczka jest pięknie wydana. Twarda  oprawa i mały format sprawiają, że czyta się ją komfortowo  i bajecznie szybko. Napisana jest prostym językiem, także nawet niezaawansowani użytkownicy języka angielskiego spokojnie sobie z nią poradzą. Na końcu widnieje przedruk rękopisu Ronalda Reagana, z własnoręcznym podpisem, wykonany na papeterii Białego Domu. Niestety, nie byłam w stanie odcyfrować jego odręcznego pisma.

 

Książkę polecam wszystkim, którzy gryzą się z nieudaną relacją z ojcem. Być może znajdziecie w tej lekturze coś, co sprawi iż dojdziecie do wniosku, że nie warto trzymać w sercu urazy. Być może postawa Patti Davis okaże się dla Was wystarczającym bodźcem do działania. Szczególnie w ten Wielkanocny czas warto pokusić się o bardziej wymagające lektury, np. takie jak „Angels  don’t die”. Gorąco polecam.

 

„Wyjątkowy depozyt” Carol Snow Grudzień 31, 2013

Filed under: recenzje — finkaa @ 12:04 pm
Tags: ,

wyjatkowy_depozy Wydawnictwo: Media Rodzina

Rok wydania: 2013

Ilość stron: 382

Carol Snow to amerykańska pisarka, o której w Polsce ciągle nie wiemy zbyt wiele. Z biografii zamieszczonej na jej stronie można dowiedzieć się, że od dziecka chciała być kelnerką, jednak nigdy nie sprawdziła się w tej pracy. Wiemy również, iż mieszkała w wielu amerykańskich stanach od Utah, po Arizonę. Teraz stacjonuje wraz z mężem i dwojgiem dzieci w Kalifornii. A co można wywnioskować po przeczytaniu „Wyjątkowego depozytu”? Na pewno Snow jest kobietą z poczuciem humoru, zarazem jednak dobrze znającą panujące w cywilizowanym świecie wyścigi szczurów, dylematy dzisiejszych kobiet pracujących, oraz tych, które chciałyby pracować, jednak macierzyństwo skutecznie związało im ręce.

 

Fabuła „Wyjątkowego depozytu” biegnie trójtorowo. Poznajemy trzy kobiety. Laura to zapracowana businesswoman, samotnie wychowująca ślicznego malca. Zdecydowała się na samotne macierzyństwo. Chciała mieć dziecko, ale nie bardzo miała ochotę zawracać sobie głowę mężczyzną. Vanessa to urocza młoda kobieta, która planuje wspólne życie z Erickiem. Jest pewna rychłych oświadczyn i długiego, szczęśliwego życia z kochanym mężem i potomstwem. Ale co na to Eric? Czy jego zdanie ma jakieś znaczenie? Wendy to chyba najbardziej zakompleksiona i nieszczęśliwa postać w całej opowieści. Jej dzieci doprowadzają ją do szału, a dla męża już dawno przestała być atrakcyjna. Rozwrzeszczane dzieciaki wchodzą jej na głowę i mimo całej matczynej miłości jaką je darzy, nie potrafi już dłużej utrzymać własnych nerwów na wodzy. Skąd w dzieciach tyle szaleństwa, chaosu i braku szacunku dla innych?

 

Trzy skrajnie różne scenariusze łączy jeden wspólny mianownik – dzieci. Najpierw usilna chęć ich posiadania, następnie nierzadko problemy z poczęciem, aż po brak pomysłu na ich wychowanie. Do tego dodajmy jeszcze rolę mężczyzny. Dawca życia, czy może tylko marionetka nie mająca zbyt wiele do powiedzenia? Jak pogodzić fundamentalne role, jak sprostać najważniejszym w życiu zadaniom? Jak połączyć karierę z rodziną? I jak na końcu wyjść z twarzą, nie zwariować? Na te wszystkie pytania odpowiadają nasze trzy bohaterki. Często wylewając łzy, żywiąc płonne nadzieje… Ot, codzienne życie…

 

Książkę wspominam bardzo pozytywnie. Dotknęła niełatwego tematu w bardzo delikatny i umiejętny sposób. Napisana była z wyczuciem, mieszając poważne tematy ze szczyptą humoru, oraz odpowiednią dozą nadziei. Krótkie rozdziały, oraz naprzemienność opowiadanych historii sprawiły, że od lektury po prostu nie szło się oderwać. Wspólny mianownik dodawał spójności i sprawiał, że od książki po prostu nie chciało się odejść.

 

„Wyjątkowy depozyt” to lektura warta polecenia wszystkim kobietom, które rozmyślają o tym, co dalej. Co dalej w pracy, w związku. Myślę, że każda z nas ma szansę odnaleźć garść przydatnych porad, albo wzorców, które można podchwycić lub kategorycznie odrzucić we własnym życiu. Przyjemnej lektury!

 

__________________________________________________________

Korzystając z okazji, chciałabym wszystkim moim Czytelnikom złożyć życzenia pomyślności w Nowym Roku. Jestem zwolenniczką niewielkich wymagań, także życzę Wam, żeby rok 2014 po prostu nie był gorszy od tego mijającego. 🙂

 

„Kwantowa więź – od fizyki do cudów” Gregg Braden, Lynn Lauber Lipiec 2, 2013

Filed under: recenzje — finkaa @ 5:46 pm
Tags: ,

kwan Wydawnictwo: Studio Astropsychologii

Rok wydania: 2013

Ilość stron: 112

 

Kolejna książka z serii „Magia życia” Studia  Astropsychologii wypada, jak zwykle, bardzo pozytywnie. To pewnie zasługa Lynn Lauber, która w duchowe wywody potrafi tchnąć obyczajową nutkę. Tym razem współpracy z tą świetną autorką podjął się Gregg Braden, słynący z łączenia w swych pracach nauki, oraz duchowości właśnie.

 

Seria „Magia życia” to wydawnictwa ubierające piękne powieści z pogranicza New Age w codzienność, w kłopoty i tęsknoty zwykłych ludzi. W „Kwantowej więzi” mamy do czynienia  z bliźniakami – Jack’iem, oraz Charlie’m – których los rzucił w dwa końce świata. Kiedy Charlie trafia na afgański front, Jack dokładnie wyczuwa wszelkie niebezpieczeństwa. Podczas kolejnej podbramkowej sytuacji, rzuca się w kalifornijskie korki, by z laptopem na kolanach wyszukać zasięg wi-fi i skontaktować się z bratem przez skype. Tym razem coś naprawdę poszło fatalnie. Jack to wie. Traf chce, że poszukiwanie darmowego internetu doprowadza  go do swojej szkoły średniej, w której w nocy samotnie pracuje jeden z byłych profesorów. Tam, w godzinach nocnych, profesor i jego były uczeń dzielą się swoimi odczuciami, obawami, oraz dodawają sobie nadziei. Jakie moce łączą Jacka z Charliem? Któż może to lepiej wyjaśnić jak nie nauczyciel fizyki, do reszty oddany swojej pracy?

 

Książka porusza ważny temat relacji braterskich, oraz szczególnej więzi łączącej bliźnięta. I chociaż bliźnięta, które znam osobiście zgodnie twierdzą, że nie łączy ich nic szczególnego, ich zachowanie, oraz  wiedza zdobyta dzięki tej książce, sprawiła, iż wierzę w magię łączącą dwoje z pozoru identycznych ludzi, jakimi są bliźniaki jednojajowe.

 

Po raz kolejny seria „Magia życia” udowodniła, że jest strzałem w dziesiątkę. Często czytając poradniki pozytywnego myślenia, lub autorozwoju odczuwałam przesyt teorią. Tutaj wszystko jest wyważone, a powieści ubrane są w codzienność. Przystępny język, dialogi i barwne postacie sprawiają, że książkę pochłania się jak wciągającą powieść, ucząc się przy tym i napawając wiarą w drugiego człowieka.

 

Lekturę „Kwantowej więzi” polecam wszystkim, którzy zainteresowani są ciekawostkami związanymi z powiązaniami bliźniaków, a także tym, którzy cenią sobie tematy autorozwoju, duchowości, pozytywnego myślenia itp.

 

Książkę otrzymałam do recenzji od Studia Astropsychologii. Dziękuję!

 

„Wielki Gatsby” F. Scott Fitzgerald Maj 23, 2013

Filed under: recenzje — finkaa @ 8:26 pm
Tags: , , ,

wielki Wydawnictwo: CONFORM Oficyna Widawnicza

Rok wydania: 1991

Ilość stron: 110

 

Z Gatsby’m po raz pierwszy spotkałam się na studiach, trzy lata temu. W ramach zajęć z literatury amerykańskiej obejrzałam ekranizację tej niesamowite j powieści z Toby’m Stephens’em w tytułowej roli, oraz Paul’em Rudd’em w roli Nick’a Carraway’a. Stwierdziłam wtedy, że z całą pewnością wrócę kiedyś do tej lektury. Traf chciał, że kilka lat temu natknęłam się  na tę książkę w poznańskim antykwariacie i stałam się właścicielką wydania z 1991 roku za jedyne 2 zł.

 

F. Scott Fitzgerald jest uważany za jednego z najwybitniejszych powojennych pisarzy amerykańskich. Jego powieści, przesiąknięte autobiograficznymi wątkami, oraz rozczarowaniem Ameryką lat 20-tych XX wieku, sprawiły, że został okrzyknięty „kronikarzem epoki jazzu”.

 

Ameryka za  czasów prosperity, czy jak ktoś woli „roaring twenties”, nie była okresem sprzyjającym romantycznym uniesieniom, lub kierowaniem się sercem. Niestety, nie wszyscy to zrozumieli. Jay Gatsby postanowił pójść pod prąd i jako biedny chłopak zakochać się na zabój w ślicznej, bogatej dziewczynie. Młodziutka Daisy, choć również zakochana po uszy, szybko zapomniała  o swoim ukochanym, gdy ten wyruszył na wojnę. Wyszła za mąż za kogoś ze swoich sfer. Co jednak wydarzyło się, gdy Jay odnalazł swoją miłość po latach? Czy pieniądz naprawdę rządzi światem, czy może prawdziwa miłość przetrwa wszystko?

 

Książka fantastycznie oddaje ducha epoki. Whisky w czasach prohibicji leje się strugami na uroczystych bankietach w najbogatszych domach Nowego Jorku. Mężczyźni uprawiają hazard i prowadzą romanse,  o których wiedzą wszyscy, nie wyłączając małżonek, właśnie zaczynających rozumieć, że wcale nie chcą być nazywane kurami domowymi. Gdzieś między tymi rozszalałymi młodymi ludźmi, którzy  zdają się doskonale wiedzieć czego chcą, a jednocześnie gubić się w odmętach ludzkich odruchów, takich jak smutek, tęsknota, czy sympatia, wyłania się postać Nick’a Carraway’a. Nick, jako narrator, opowiada niezwykłą przypowieść, o mężczyźnie, który uwierzył w amerykański sen i upadł pod jego ciężarem.

 

Z całą pewnością o powieści można powiedzieć, że jest dobra. Jest nawet więcej niż dobra. Porusza czytelnika do żywego, a to znaczy, że jest genialna! Bohaterowie to zgnilizna społeczna, która kopie leżącego. Jako odbiorca, czułam się w obowiązku dokonywać ciągłej oceny zachować poszczególnych postaci. Dotarło do mnie, że to co roiłam sobie na temat amerykańskiego snu niekoniecznie musi być prawdą. Fitzgerald dobitnie zaznaczył, co nie podobało mu się wśród ludzi, z którymi przyszło mu żyć, a jego niezadowolenie odbiorca czuje na własnej skórze.

 

Język powieści nie należy do najłatwiejszych, ale to tylko dodaje całości smaczku. Powieść przecinana jest opisami barwnych przyjęć, oraz otaczającej luksusowe posesje przyrody. Dialogów jest w sumie jak na lekarstwo. Fabuła skupia się na subiektywnej opinii Carraway’a, który przygląda się całej sytuacji z boku i referuje ją najwierniej jak potrafi.

 

Jeśli chodzi o minusy, to niestety wydanie z 1991 roku charakteryzuje się bardzo małą czcionką, która na szczęście chyba już wyszła z użycia. Z tej ledwo stustronicowej powieści, spokojnie można było zrobić 180 stron.

 

Książkę bezwzględnie polecam wszystkim miłośnikom kultury i literatury amerykańskiej. Oczywiście, nie jest ona skierowana tylko do nich. Głównym problemem poruszanym w „Wielkim Gatsby’m” jest przecież motyw miłości, który jest tak uniwersalny, iż myślę, że powieść Fitzgeralda może zaciekawić każdego.

 

Książkę zaliczam do wyzwania Trójka e-pik (książka, która została nagrodzona).