poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

Poduszkowietz ma już rok! Styczeń 30, 2012

Filed under: na marginesie — finkaa @ 11:16 am

Witajcie moi Drodzy!
 
Właśnie minął rok od opublikowania mojej pierwszej recenzji. Mniej więcej 14 miesięcy temu wpisałam w wyszukiwarkę google coś w stylu: serwis dla miłośników książek. W ten sposób znalazłam się nakanapie.pl i od razu zakochałam się w atmosferze tamtejszego forum. Pamiętam, że akurat trafiłam na wzburzoną dyskusję na temat literackich blogów, książek za darmochę i tego, że „puste” komentarze doprowadzają niektórych blogerów do szału. Właśnie w takich okolicznościach pomyślałam, że ja też chciałabym mieć bloga. 🙂 Od pomysłu do jego realizacji była krótka droga i tak oto powstał poduszkowietz.
 
Przez ten rok udało mi się napisać 78 postów.

Poduszkowtza widziało 11 234 gości.

Napisaliście  513 komentarzy.

Około 36 z Was dodało poduszkowtza do obserwowanych.
 
Chciałabym podziękować wszystkim tym, którzy tak dzielnie wspierali mnie przez ten cały rok. To zadziwiające, że mimo, iż nigdy Was nie widziałam w realu, stanowicie dla mnie tak silną motywację do dalszego pisania. Zanim założyłam poduszkowtza bazowałam głównie na książkach z biblioteki. W zeszłym roku udało mi się jednak wzbudzić zaufanie w Kanapie, Wydawnictwie ZNAK i Studiu Astropsychologii, które obdarowują mnie hojnie książkami, w zamian za kilka moich często nieudolnych słów.  Bardzo dziękuję! Myślę, że dzięki tej współpracy moja biblioteczka poszerzyła się o około 30 książek.
 
Przez cały ten rok wzięłam udział w kilku bardzo udanych projektach, jak choćby wakacyjne pisanie recenzji kryminalnych dla Zbrodni w Bibliotece, dzięki któremu wygrałam dwie książki, oraz konkursach, w których wygrałam kolejne cenne pozycje.
 
Wiem, że często przy okazji pierwszych urodzin bloga organizujecie konkursy. Ja jednak stwierdziłam, że nie chcę oddawać swoich nagród osobom wyłonionym poprzez losowanie. Trudno jest dobrać właściwe kryterium, aby nikogo nie urazić, jednak spróbuję się wytłumaczyć:
 
– pierwszy z upominków powędruje do PATRYCJI – jej komentarze były zawsze bardzo budujące, rzeczowe i wnikliwe.  Patrycji blog pojawił się w sieci również mniej więcej rok temu, dlatego czuję, że niejako zaczynałyśmy razem i  obserwowałyśmy wzajemnie swoje początki. Co więcej, Patrycja postanowiła wyróżnić mnie w ten sam sposób nieco wcześniej, dlatego tym bardziej czuję się w obowiązku posłać moją małą paczuszkę właśnie do niej.
 
– druga paczuszka powędruje do MIQI – tutaj uzasadnienie jest proste. Według wordpress’owych statystyk, Miqa napisała na poduszkowtzu najwięcej komentarzy, bo aż 55. Dziękuję Ci Marto, za to, że odwiedzasz poduszkowtza wytrwale, czytasz moje wypociny i masz na tyle wyczucia, żeby nigdy ich nie krytykować. 🙂 🙂
 
Niestety, nie mogę nagrodzić Was wszystkich, a naprawdę żałuję. Ostatnio przybyło mi wielu Czytelników, z czego bardzo się cieszę. Jeszcze raz dziękuję, że jesteście. Mam nadzieję, że za rok spotkamy się w tym samym, a może jeszcze większym gronie. 🙂
 
Pozdrawiam serdecznie, finkaa
 
P.S. Miqa, podaj mi proszę swój adres. Patrycjo, jeśli możesz podaj mi również swój. Zweryfikuję to, co spisałam z koperty od Ciebie. 🙂

Reklamy
 

Stosik no. 10 Styczeń 25, 2012

Filed under: stosiki — finkaa @ 7:29 pm

Pierwszy stos w 2012 roku przedstawia się następująco:

 

 
Od góry:
 
Louise L. Hay  „Pokochaj swoje życie” – rewelacyjny poradnik o pozytywnym myśleniu, którego recenzja jest już tutaj. Książka otrzymana od Studia Astropsychologii.
 
Mary Shelley „Frankenstein” – nigdy nie czytałam, ani nie widziałam filmu, dlatego kupiłam na allegro za 1 zł, plus koszty przesyłki. 🙂
 
Andreas Steinhofel „Rico, Oskar i głębocienie” – książka, którą otrzymałam do recenzji od nakanapie.pl. Recenzję możecie przeczytać tutaj.
 

Cezary Prasek „Życie towarzyskie w PRL” – książka, którą otrzymałam zupełnie niespodziewanie od Patrycji, ze względu na pierwszą rocznicę jej bloga. Patrycjo, jeszcze raz wielkie dzięki. 🙂
 

Barbara Wood „Domina” – książka od Gwiazdora, nie wiem czego się spodziewać, ale patrząc na gabaryty mam nadzieję, że dość szybko mnie wciągnie.
 

Mam nadzieję, że w 2012 roku również uda mi się przeczytać ponad 50 książek, chociaż przyznam, że styczeń ciągle upływa mi pod znakiem jednego nudnawego kryminału.

 

„Pokochaj swoje życie” Louise L. Hay Styczeń 20, 2012

Filed under: recenzje — finkaa @ 11:34 am
Tags: , ,

 Wydawnictwo: Studio Astropsychologii

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 123

 

Louise L. Hay to autorka obdarzona genialnym talentem wpływania na ludzkie życie. Ta osiemdziesięcioczterolatka, której los nigdy nie szczędził (przemoc w rodzinie, brak dyplomu, zdrada małżeńska – to wszystko przypadło jej w udziale, czyniąc z Hay ofiarę) doznała w pewnym wieku przebudzenia, które uratowało już miliony ludzi na całym świecie. Piszę to z nieukrywanym zdumieniem, ale również wielką wiarą, bo sama czuję się jakby „nawrócona” po lekturze rozmiarowo skromnej lektury jaką jest kolorowa książęczka zatytułowana „Pokochaj swoje życie”.
 

Louise L. Hay to nauczycielka metafizyki i autorka wielu dzieł poświęconych mocy pozytywnego myślenia. Jej praca na rzecz szczęśliwego życia chorych na AIDS i HIV zawiodła ją aż na kanapę Oprah Winfrey, a stamtąd wprost na listę bestsellerów New York Times. Hay jest założycielką Hay House, Inc., wydawnictwa publikującego książki i płyty o tematyce samouzdrawiania i prowadzenia dostatniego, szczęśliwego życia. Wydawnictwo zaczynało w 1987 roku, kiedy to Louise postanowiła własnym sumptem wydać swoją książkę.
 
Recenzję „Pokochaj swoje życie” mogłabym zamknąć w jednym zdaniu. Ta książka to 123 strony pozytywnych myśli, emocji, wsparcia, uśmiechu i wiary w siebie. To 123 strony bezustannego strumienia inspiracji, oraz motywacji do cudownego odmienienia swojego życia. Od autorki bije niesamowity blask, który daje nadzieję na lepsze jutro… choć „jutro” to może źle powiedziane, bo Louise zachęca do zmiany dokładnie od tego momentu. Głównym założeniem książki, a także mottem samej autorki jest to, że kreujemy swoje życie poprzez własne myśli. Kiedy myślimy o chorobie, jesteśmy chorzy. Kiedy pomstujemy na powolnych kierowców, wolni kierowcy wyrastają przed nami jak grzyby po deszczu. Kiedy czujemy, że nie mamy pieniędzy, pieniądze się nas nie trzymają. Kiedy nienawidzimy szefa, szef z dnia na dzień wydaje nam się coraz gorszy. Dlaczego? Otóż, odwróćmy znaczenie tych zdań i sprawdźmy, co by się stało gdybyśmy myśleli wyłącznie pozytywne myśli? Widzieli w ludziach wyłącznie dobro, a w powolnych kierowcach bezpieczeństwo i szacunek do własnego i cudzego życia. Co by się stało, gdybyśmy zamiast narzekać na brak funduszy na nową szafę, zadowolili się kupnem małej półki?
 
Wiem, że w moim wykonaniu to wszystko może wydawać się dość przesadzone i niemające sensu, dlatego zanim spiszecie tę książkę na straty dajcie sobie szansę, aby przemówiła do Was osobiście Louise L. Hay. Nie jest to aż tak niemożliwe, biorąc pod uwagę, że do książki dołączony jest audiobook, świetnie korespondujący z treściami zawartymi na papierze. Wiele razy nie mogąc zasnąć wsłuchiwałam się w kojący głos lektora, a rano budziłam się z uśmiechem na twarzy i nadzieją, że to o czym słuchałam wczoraj może się stać moim nowym życiem już od teraz. Cenne wskazówki, które otrzymałam codziennie staram się wpajać w życie, a atmosfera w pracy, oraz moje kontakty z ludźmi naprawdę przybrały nowy wymiar.
 
Kilka słów o samej książce. Oprócz wprowadzenia i kilku słów o autorce, w książce znajdziemy 10 rozdziałów poświęconych różnym sferom naszego życia: zdrowiu, strachowi, krytycznemu myśleniu, uzależnieniom, przebaczaniu, pracy, pieniądzom, przyjaciołom, miłości i starzeniu się. Każdy rozdział naszpikowany jest pozytywnymi afirmacjami poświęconymi danemu tematowi, radami jak pozbyć się złych myśli, pytaniami, które pomogą nakierować nas na powody złego myślenia, a także ćwiczeniami, które możemy wykonać przed lustrem lub na kartkach. Każdy rozdział utrzymany jest w duchu  nieocenionego wsparcia i ogromnej dawki optymistycznych zdań, które połączone w całość dają  poczucie własnej wartości i niepowtarzalności.
 
Chyba w tym miejscu powinnam skończyć i oddać głos samej autorce: „Nie istnieje doskonalsza chwila niż obecna na przejęcie kontroli nad swoimi myślami. Dołącz do niezliczonej rzeszy osób, które zmieniły swe życie na lepsze przez wysłuchanie sugestii zawartych na kartach tej książki.”
 

Książkę otrzymałam do recenzji od Studia Astropsychologii. Dziękuję!

 

„Bóg, kasa i rock’n’roll” Szymon Hołownia, Marcin Prokop Styczeń 1, 2012

Filed under: recenzje — finkaa @ 11:58 am
Tags:

 Wydawnictwo: Znak

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 334
 
Autorów tej książki nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Panowie mają dość skrajne zainteresowania, więc myślę, że każdy Polak zetknął się choć z jednym z nich siedząc przed telewizorem, lub przeglądając prasę. No bo któż nie podpatruje czasem „Dzień dobry TVN” z Prokopem na czele, lub nie przegląda Newsweeka z felietonami Hołowni? W końcu, kto nie natknął się na osławiony „Mam talent”, w którym oboje panowie wiodą prym?
 
Jednak w książce „Bóg, kasa i rock’n’roll” chodzi o nieco inną „rozrywkę”, a właściwie nie rozrywkę nawet, bo o fundamentalne dla każdego człowieka sprawy – chodzi o Boga i Jego wpływ na życie każdego z nas, chodzi o Kościół, oraz Jego słabe i mocne strony, chodzi o naszą wolną wolę i sposoby jej wykorzystywania. Hołownia i Prokop podjęli się trudnego zadania przybliżenia nam skomplikowanych zagadnień, o których niestety często nawet zdeklarowani chrześcijanie mają nikłe pojęcie. W formie dialogu poruszyli temat miejsca Boga i Kościoła w naszym życiu, przybliżyli istotę życia zakonnego oraz modliwy, zagłębili się w podobieństwach i różnicach pomiędzy Jezusem, a współczesnym idolem, a także spróbowali odpowiedzieć na pytanie dlaczego niektórzy decydują się na wyznawanie kultu pieniądza.
 
Jak wcześniej wspomniałam, książka napisana jest w formie luźnego dialogu pomiędzy dwoma kumplami. Jak łatwo się domyślić, kumple ci stoją na światopoglądowych skrajach – Prokop to ochrzczony buntownik, który dorastając wyrwał się spod pręgierza mocno wierzącej babci i przymusowych sakramentów, Hołownia zaś jest chrześcijaninem z krwi i kości, w każdej chwili gotowym zarzucić przeciwnika tysiącami argumentów przemawiających za słusznością swoich poglądów.  Pomimo tej skrajności, dyskusje emanują  kulturą, a autorzy nawet jeśli pozwalają sobie na mały sarkazm, robią to z wyczuciem i już po chwili wracają do konstruktywnej rozmowy, popartej niezliczoną ilością cytatów i przykładów.
 
Książka nie należy do lektur na jeden wieczór. Ośmielę się nawet napisać, że jej czytanie nie jest pasmem jednej wielkiej przyjemności. Kartki przewraca się żmudnie i powoli, niekiedy wracając do jednego zdania kilka razy. Jednak biorąc pod uwagę tematykę, uważam taki stan rzeczy za pozytywny, wręcz bardzo owocny. Czytając, robiłam notatki, aby potem zgłębić wiedzę na dany temat. Książka stała się więc inspiracją do dalszych poszukiwań, uwrażliwiła mnie na wiele przyprawiających o zawrót głowy luk w wiedzy, których dobry chrześcijanin absolutnie mieć nie powinien.
Autorzy posługują się dość charakterystycznym i „zmiksowanym” językiem. Co przez to rozumiem? Otóż, oprócz daleko idących neologizmów i zapożyczeń, takich jak na przykład: deal, off-roading, apgrejdować i tym podobne, książka obfituje w terminologię religijną oraz mnóstwo łacińskich sentencji. Jestem przeciwna wrzucaniu angielskich słówek, w miejsca, które mogłyby być zapełnione kilkoma polskimi odpowiednikami i wydaje mi się, że taki miks nie do końca się sprawdził. Prawdobodobnie celem używających „trendy” słówek autorów, było zbliżenie się do zwykłego odbiorcy, ale to wytłumaczenie nie działa, kiedy pomyślę o łacińskich zwrotach pozbawionych tłumaczenia, lub dziesiątkach nazwisk rzuconych mimochodem, bez słowa wyjaśnienia kim ów autor danego cytatu był i co ma wspólnego z poruszaną w danym rozdziale tematyką.
 
Jak wypada Hołownia na tle Prokopa, a Prokop na tle Hołowni? W moim odczuciu Marcin Prokop to człowiek o rozległej wiedzy, którego bogiem jest popkultura. W większości rozdziałów to Prokop zasypuje Hołownię stertą pytań, sam dorabiając kontrargumenty do wypowiedzi swojego interlokutora, podważając chrześcijaństwo na wiele sposobów, podpierając własne wypowiedzi wieloma cytatami i przykładami. Hołownia oddaje koszulkę lidera tylko przy okazji dyskusji o idolach i pieniądzach. Wtedy to Prokop obejmuje rolę prowadzącego i wyjaśniającego, a Hołownia odgrywa partię niezorienowanego w show-businessie przypadkowego słuchacza, dopytującego się o szczegóły.  Mimo powyższych zastrzeżeń książka pozostawiła we mnie pozytywny wydźwięk, dała do myślenia i zmusiła do poszukiwań. „Bóg, kasa i rock’n’roll” był moim pierwszym zderzeniem z Szymonem Hołownią, nie mam pojęcia  o reszcie jego książek, ale z całym szacunkiem dla Marcina Prokopa, ośmielam się sądzić, że lepiej odnalazłabym się w samodzielnym dziele Hołowni. Rzeczą, która może drażnić w recenzowanej książce jest teoretyczny „luz”, wprowadzany przez Prokopa porównującego fundamentalne prawdy mojej wiary do zachowań ikon popkultury.
 
Niemniej książkę polecam każdemu kto szuka punktu zaczepienia, by w swoich dociekaniach dotyczących wiary pójść o krok dalej. Myślę, że potrzeba lekkiego przymróżenia oka i dobrego słownika wyrazów obcych, by dobrze odczytać intencje autorów, a jeśli to się uda, z książki można wiele wynieść i poszukać w niej natchnienia na wielogodzinne poszukiwania, które na pewno zaowocują ubogaceniem naszej duszy i życia duchowego.
 

Książkę otrzymałam do recenzji od Wydawnictwa ZNAK. Bardzo dziękuję!