poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Bóg, kasa i rock’n’roll” Szymon Hołownia, Marcin Prokop Styczeń 1, 2012

Filed under: recenzje — finkaa @ 11:58 am
Tags:

 Wydawnictwo: Znak

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 334
 
Autorów tej książki nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Panowie mają dość skrajne zainteresowania, więc myślę, że każdy Polak zetknął się choć z jednym z nich siedząc przed telewizorem, lub przeglądając prasę. No bo któż nie podpatruje czasem „Dzień dobry TVN” z Prokopem na czele, lub nie przegląda Newsweeka z felietonami Hołowni? W końcu, kto nie natknął się na osławiony „Mam talent”, w którym oboje panowie wiodą prym?
 
Jednak w książce „Bóg, kasa i rock’n’roll” chodzi o nieco inną „rozrywkę”, a właściwie nie rozrywkę nawet, bo o fundamentalne dla każdego człowieka sprawy – chodzi o Boga i Jego wpływ na życie każdego z nas, chodzi o Kościół, oraz Jego słabe i mocne strony, chodzi o naszą wolną wolę i sposoby jej wykorzystywania. Hołownia i Prokop podjęli się trudnego zadania przybliżenia nam skomplikowanych zagadnień, o których niestety często nawet zdeklarowani chrześcijanie mają nikłe pojęcie. W formie dialogu poruszyli temat miejsca Boga i Kościoła w naszym życiu, przybliżyli istotę życia zakonnego oraz modliwy, zagłębili się w podobieństwach i różnicach pomiędzy Jezusem, a współczesnym idolem, a także spróbowali odpowiedzieć na pytanie dlaczego niektórzy decydują się na wyznawanie kultu pieniądza.
 
Jak wcześniej wspomniałam, książka napisana jest w formie luźnego dialogu pomiędzy dwoma kumplami. Jak łatwo się domyślić, kumple ci stoją na światopoglądowych skrajach – Prokop to ochrzczony buntownik, który dorastając wyrwał się spod pręgierza mocno wierzącej babci i przymusowych sakramentów, Hołownia zaś jest chrześcijaninem z krwi i kości, w każdej chwili gotowym zarzucić przeciwnika tysiącami argumentów przemawiających za słusznością swoich poglądów.  Pomimo tej skrajności, dyskusje emanują  kulturą, a autorzy nawet jeśli pozwalają sobie na mały sarkazm, robią to z wyczuciem i już po chwili wracają do konstruktywnej rozmowy, popartej niezliczoną ilością cytatów i przykładów.
 
Książka nie należy do lektur na jeden wieczór. Ośmielę się nawet napisać, że jej czytanie nie jest pasmem jednej wielkiej przyjemności. Kartki przewraca się żmudnie i powoli, niekiedy wracając do jednego zdania kilka razy. Jednak biorąc pod uwagę tematykę, uważam taki stan rzeczy za pozytywny, wręcz bardzo owocny. Czytając, robiłam notatki, aby potem zgłębić wiedzę na dany temat. Książka stała się więc inspiracją do dalszych poszukiwań, uwrażliwiła mnie na wiele przyprawiających o zawrót głowy luk w wiedzy, których dobry chrześcijanin absolutnie mieć nie powinien.
Autorzy posługują się dość charakterystycznym i „zmiksowanym” językiem. Co przez to rozumiem? Otóż, oprócz daleko idących neologizmów i zapożyczeń, takich jak na przykład: deal, off-roading, apgrejdować i tym podobne, książka obfituje w terminologię religijną oraz mnóstwo łacińskich sentencji. Jestem przeciwna wrzucaniu angielskich słówek, w miejsca, które mogłyby być zapełnione kilkoma polskimi odpowiednikami i wydaje mi się, że taki miks nie do końca się sprawdził. Prawdobodobnie celem używających „trendy” słówek autorów, było zbliżenie się do zwykłego odbiorcy, ale to wytłumaczenie nie działa, kiedy pomyślę o łacińskich zwrotach pozbawionych tłumaczenia, lub dziesiątkach nazwisk rzuconych mimochodem, bez słowa wyjaśnienia kim ów autor danego cytatu był i co ma wspólnego z poruszaną w danym rozdziale tematyką.
 
Jak wypada Hołownia na tle Prokopa, a Prokop na tle Hołowni? W moim odczuciu Marcin Prokop to człowiek o rozległej wiedzy, którego bogiem jest popkultura. W większości rozdziałów to Prokop zasypuje Hołownię stertą pytań, sam dorabiając kontrargumenty do wypowiedzi swojego interlokutora, podważając chrześcijaństwo na wiele sposobów, podpierając własne wypowiedzi wieloma cytatami i przykładami. Hołownia oddaje koszulkę lidera tylko przy okazji dyskusji o idolach i pieniądzach. Wtedy to Prokop obejmuje rolę prowadzącego i wyjaśniającego, a Hołownia odgrywa partię niezorienowanego w show-businessie przypadkowego słuchacza, dopytującego się o szczegóły.  Mimo powyższych zastrzeżeń książka pozostawiła we mnie pozytywny wydźwięk, dała do myślenia i zmusiła do poszukiwań. „Bóg, kasa i rock’n’roll” był moim pierwszym zderzeniem z Szymonem Hołownią, nie mam pojęcia  o reszcie jego książek, ale z całym szacunkiem dla Marcina Prokopa, ośmielam się sądzić, że lepiej odnalazłabym się w samodzielnym dziele Hołowni. Rzeczą, która może drażnić w recenzowanej książce jest teoretyczny „luz”, wprowadzany przez Prokopa porównującego fundamentalne prawdy mojej wiary do zachowań ikon popkultury.
 
Niemniej książkę polecam każdemu kto szuka punktu zaczepienia, by w swoich dociekaniach dotyczących wiary pójść o krok dalej. Myślę, że potrzeba lekkiego przymróżenia oka i dobrego słownika wyrazów obcych, by dobrze odczytać intencje autorów, a jeśli to się uda, z książki można wiele wynieść i poszukać w niej natchnienia na wielogodzinne poszukiwania, które na pewno zaowocują ubogaceniem naszej duszy i życia duchowego.
 

Książkę otrzymałam do recenzji od Wydawnictwa ZNAK. Bardzo dziękuję!

Reklamy
 

16 Responses to “„Bóg, kasa i rock’n’roll” Szymon Hołownia, Marcin Prokop”

  1. Gabrielle_ Says:

    Nie miałam jeszcze do czynienia z tego typu książkami a tematyka ta nigdy nie wydawała mi się pociągająca, jednak tej akurat książki jestem bardzo ciekawa i chętnie się z nią zapoznam 😉

  2. Poznanianka Says:

    W moim odczuciu była to książka na jeden wieczór, prawdę mówiąc przeczytałam ją w jeden wieczór. Także nazwiska przywoływane przez Panów zupełnie mi nie przeszkadzały, właściwie były mi w większości znane. Ale zrzucam całą winę na moje specyficzne studia. Obiektywnie faktycznie przydałyby się jakieś skromne chociaż przypisy. Zwłaszcza, że Pan Hołownia przyzwyczaił mnie do obszernej bibliografii zamieszczanej w swoich książkach.
    Całość oceniam również pozytywnie, choć polecam ją bardziej laikom, niż ludziom siedzącym w temacie. Nic nowego po prostu, o czym bym wcześniej nie wiedziała się w niej nie pojawiło. Ale czyta się miło 🙂

    • finkaa Says:

      @ Poznanianko, tylko jak ci laicy mają się odnaleść w tym gąszczu nazwisk i terminologii bez wspomnianych przez Ciebie przypisów…

      • Poznanianka Says:

        Myślę, że tu może zaradzić tylko włączona Wikipedia. Albo ewentualnie wydanie II poprawione.
        A tak poza, to tych nazwisk i trudnych słów było naprawdę tak dużo? Bo na spotkaniu autorskim Panowie mówili, że starali się ograniczać…

  3. Edyta28 Says:

    Najlepsze życzenia w Nowym Roku, zdrowia, uśmiechu i wszelkiej pomyślności!
    No i oczywiście dużo ciekawych książek do przeczytania.
    Pozdrawiam
    Edyta.

  4. bsz Says:

    Mam ją w domu 🙂

  5. She Says:

    ciekawe jak strawi to moj ateistyczny umysl 🙂 zapowaida sie bardzo ciekawie 🙂 oby ksiazka nie wyladowala na scienie ;p

  6. Miravelle Says:

    A ja sobie ją zdecydowanie odpuszczę.. Książki tego rodzaju to nie dla mnie;)

  7. Aneta Says:

    Lekturę książek Hołowni mam w planach od dłuższego czasu, szczególnie chcę przeczytać „Bóg autobiografia”. Od tego tytułu odstrasza mnie Prokop, bo o ile jest świetnym i sympatycznym prezenterem telewizyjnym, to nie widzę go jako mówiącego o Bogu, tytuł książki też mnie odstrasza, bo nie lubię mieszanai sfery sacrum i profanum. Pozdrawiam noworocznie 🙂

    • finkaa Says:

      @ Poznanianko, nie wiem jak tę książkę odbierają inni, ale jak dla mnie to nazwisk i dziwnych słówek było od groma. Nie lubię przechodzić obok sprawy obojętnie kiedy nie rozumiem czegoś do końca, więc właśnie bardzo często odpalałam wikipedię, co spowalniało proces czytania i dlatego to lekkie zmieszanie.

      @ Aneto, widzę, że się zgadzamy. Również chętnie sięgnę po samodzielne książki Hołowni.

  8. miqaisonfire Says:

    Recenzja bardzo zachęcająca, jednak nie do końca jestem przekonana do samej książki. Może jak znajdę więcej czasu i książkę w bibliotece, to po nią sięgnę.
    Pozdrawiam noworocznie!

  9. archer81 Says:

    za książkę zabrałam się w autobusie w drodze powrotnej z Sylwestra doszłam do 20 strony… mój mózg nie przyswajał w ogóle jej treści… teraz wiem, że na przeczytanie tej pozycji trzeba być wyspanym, po mocnej kawie i czystym umysłem 🙂

  10. kasiek Says:

    ciekawy punkt widzenia, zwłaszcza dotyczący języka książki… nie zwracałam uwagi na pewne sprawy…

  11. Czytadełko Says:

    Nigdy nie pociągały mnie książki o takiej tematyce, ale pozycja takiego autorstwa strasznie mnie kusi, bo to mój ulubiony telewizyjny duet.

  12. Piotr Hejter Says:

    Hołownia to prawdziwy KREWNIAK. Chyba jako jedyny oddaje krew w litrach. Jak Norris z nożem i wiadrem. Chociaż sprawdził w google, że się na Saskiej oddaje. ŻAL. Książki nie polecam.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s