poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

Fiszkoteka – podstawowe słownictwo hiszpańskie Marzec 29, 2013

Filed under: recenzje — finkaa @ 12:49 pm
Tags: ,

Pewnie niektórzy z Was odkryli już moją słabość do języków obcych. Uwielbiam uczyć się nowych słówek i zwrotów, szczególnie w języku angielskim i od niedawna hiszpańskim. Tym większa była moja radość kiedy otrzymałam mail przedstawicielki strony fiszkoteka.pl. W zamian za krótką opinię, zaproponowano mi testowanie fiszkoteki, a szczegółowiej mówiąc kursu „Podstawowe słownictwo hiszpańskie”, oraz konta premium.

fiszkoteka

Zacznijmy jednak od początku. Fiszkoteka to serwis, który umożliwia naukę słówek oraz zwrotów poprzez technikę tzw. fiszek. Widzisz zdjęcie i podpis w języku polskim. Musisz wpisać odpowiednik w języku, którego się uczysz. Po umieszczeniu odpowiedzi w danym polu, otrzymujesz informację czy jest ona prawidłowa, oraz słyszysz  poprawną wymowę. Fiszkoteka oferuje naprawdę ogromną ilość kursów przygotowaną przez profesjonalistów (możecie liczyć na ogrom produktów od słownictwa do matury, poprzez irregular verbs, aż do business English, czy TOLES). Oczywiście, kursy przygotwane przez Fiszkotekę są płatne (od kilkunastu po kilkadziesiąt złotych na rok), ale mamy również dostęp do niezłych kursów przygotowanych przez innych użytkowników (zupełnie za darmo). Ja np. trafiłam na świetny kurs angielskiego dotyczący zmian skórnych. 🙂

Oprócz uczenia się słówek w wybranym kursie, abonenci konta premium (koszt: 99 zł za rok) mają dostęp do następujących funkcji: mogą sami tworzyć zestawy, mogą odsłuchiwać wymowę słów z ich autorskich kursów, mogą drukować swoje kursy w formie list słownictwa, oraz ściągać wymowę w formie mp3). Dodam, że można to robić w następujących językach: angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, włoski, niderlandzki, duński, portugalski.

hiszpanski

Przejdźmy teraz do mojej opinii po blisko miesięcznym użytkowaniu Fiszkoteki. Jeśli mam być szczera, konto premium nie przykuło mojej większej uwagi, gdyż postanowiłam skupić się na tym, co Fiszkoteka oferuje użytkownikowi. Być może jeszcze kiedyś zajmę się tworzeniem własnych kursów, np. na podstawie danego podręcznika. Teraz jednak postanowiłam szlifować swój hiszpański z tzw. gotowca. Kurs „Podstawowe słownictwo hiszpańskie” po prostu mnie oczarował. 5,5 roku spędziłam na studiach językowych, a jednak nigdy nie spotkałam się z bardziej wciągającą metodą „zakuwania” słownictwa. Cały kurs obejmuje podstawowe zagadniania takie jak: ciało, kuchnia, podstawowe czasowniki, przybory szkolne, cechy charakteru i znacznie, znacznie więcej.  W sumie znajduje się w nim ponad 1500 fiszek i po prawie miesiącu regularniej nauki poznałam dopiero 17% całości. Wspomniane „zakuwanie” nie ma nic wspólnego z nudziarskim przepisywaniem słówek, lub powtarzaniem  w kółko jednego wyrazu na głos. Dzięki oprawie graficznej, lektorowi, a także wnikliwej statystyce nie mamy prawa się nudzić,  a ja osobiście codzienny trening traktowałam jak przyjemność. Mimo, że w fiszkotece nie ma miejsca na gramatykę, czuję, że rozbudowa mojego słownictwa znacznie ułatwi mi naukę podczas tradycyjnego kursu.

Fiszkoteka sama dopasowuje nasz dzienny rozkład zajęć. Codzień mamy do odświeżenia kilkadziesiąt słów, które poznaliśmy wcześniej, oraz 10 nowych do nauki (tę drugą liczbę można zmienić w ustawieniach intensyfikując lub zwalniając tempo kursu). Ja uczę się dziesięciu nowych słówek na dzień i uważam to za liczbę optymalną w sytuacji kiedy naukę łączy się z natłokiem pracy zawodowej.

Mimo, że strona fiszkoteka.pl ciągle wymaga delikatnego dopracowania od strony technicznej (czasem trzeba odwzorować idealnie to, co komputer „ma na myśli”), uważam, że nikt z zainteresowanych nie będzie żałował ani czasu, ani pieniędzy zainwestowanych w taki rodzaj nauki. Polecam wszystkim, którzy chcą się rozwijać językowo, a przy tym poszukują nowych, przyjemnych metod.

 

Fiszkoteka ciągle  się rozwija. Ostatnio wydaNO aplikacje na urządzenia mobilne, które pozwalają użytkownikom bezpłatnie i wygodnie korzystać z Fiszkoteki przy pomocy telefonów i tabletów.

Aplikację na telefony z Androidem znajdziecie TUTAJ.

Aplikację na iOS znajdziecie TUTAJ. Zachęcam!

 

„Mój najlepszy nauczyciel – od nienawiści do miłości” Wayne W. Dyer, Lynn Lauber Marzec 23, 2013

Filed under: recenzje — finkaa @ 9:43 am
Tags: ,

mój nalepszy

Wydawnictwo: Studio Astropsychologii

Ilość stron: 101

Rok wydania: 2012

 

Kolejna książka z serii Magia Życia wydawnictwa Astropsychologicznego niesamowicie przypadła mi do gustu. Tym razem, w porównianiu z powiastką „Malując przyszłość„, mamy do czynienia z czymś bardziej realnym, jeszcze bliższym czytelnikowi.

 

Dr Wayne W. Dyer to znany na całym świecie trener samorozwoju. Wspólnie z Lynn Lauber, autorką publikującą w The New York, wziął udział w projekcie Magia Życia, w którym to znani inspiratorzy pozytywnego myślenia tworzą powieści oparte na przykładach z życia wziętych.

 

Ryan Kilgore, bohater powieści „Mój najlepszy nauczyciel”, to znany naukowiec. Wydawałoby się, że do szczęścia nie brakuje mu niczego. Ma kochającą żonę, syna i psa. Wykonuje pracę, którą kocha. Publikuje książki i wykłada w całej Ameryce. Niestety, przez całe swoje życie Ryan przechodzi z ogromnym bagażem, ciężarem nie do uniesienia – brakiem ojca. Ojciec Ryana, utracjusz i kobieciarz, nie znalazł odwagi, by odebrać matkę naukowca ze szpitala po porodzie. Tak zaczęło się pełne upokorzeń i żalu życie  ambitnego i zdolnego chłopca.. Dorosły Ryan postanawia odnaleźć ojca i rozprawić się z nim raz na zawsze. Jednak jak to zwykle w życiu bywa, po drodze coś lub ktoś uciera mu nosa i obdarza bohatera spokojem, którego nigdy wcześniej nie udało mu się zaznać.

 

Seria Magia Życia to coś więcej niż tylko miłe krótkie opowiadania. Druga z  serii książka nauczyła mnie tego, że nie ma sensu walczyć z wiatrakami, że wszystko dzieje się po coś, i że w gruncie rzeczy każdy ma równą szansę na szczęście. Jak w przypadku wszystkich książek Studia Astro, tak i ta wydana jest bardzo starannie, bez literówek, błędów. Książkę czyta się w rekordowym tempie, bo wciąga od pierwszej strony. A spokój i nadzieja, które opanowują człowieka za każdym razem kiedy odwraca kartkę są nie do przecenienia.

 

Polecam książkę „Mój najlepszy nauczyciel” wszystkim, którym wydaje się, że są w pewien sposób pokrzywdzeni przez los. Powieść uczy jak należy wychodzić z najciemniejszych zakątków i stawać twarzą w twarz z prawdziwym życiem. Myślę, że każdy znajdzie w tej cienkiej książeczce coś, co pozwoli mu spojrzeć na swoje życie nieco bardziej przychylnie.

 

Książkę otrzymałam do recenzji od Studia Astro. Dziękuję!

 

Creative Blog Award Marzec 16, 2013

Filed under: na marginesie — finkaa @ 2:42 pm

Witajcie!

 

Jest mi niezmiernie miło poinformować Was, że Ania wyróżniła mój blog nagrodą Creative Blog Award. Aniu, raz jeszcze bardzo Ci dziękuję!

 

creative-blog-award[1]

 

Zasady przyjęcia wyróżnienia są następujące:

 

Wyróżnij 5 blogów (nie można wyróżnić osoby od której dostało się wyróżnienie).
Poinformuj osoby wyróżnione o wyróżnieniu.
Umieść wyróżnienie na pasku bocznym.
Podziękuj za wyróżnienie.
Napisz o sobie w trzech słowach.

 

Ja chciałabym wyróżnić osoby, których blogi obserwuję regularnie, i które również wpadają dość często do mnie:

 

Miqa

Cyrysia

Ania

Kasandra

Giffins

 

Trzy słowa na mój temat?

Właśnie skończyłam studia i mam nadzieję czytać nieco więcej. 🙂

 

Pozdrawiam! 🙂 🙂 🙂

 

„Uzdrawiająca siła śmiechu” Eleonore Hofner, Hans-Ulrich Schachtner Marzec 10, 2013

Filed under: recenzje — finkaa @ 1:22 pm
Tags: ,

uzdrawiająca Wydawnictwo: Studio Astropsychologiczne

Ilość stron: 285

Rok wydania: 2012

 

Autorzy „Uzdrawiającej siły śmiechu” to urodzenia w latach 40-tych para niemieckich psychologów, którzy założyli Niemiecki Instytut Terapii Prowokatywnej. Ich praca oparta jest na przełomowej terapii prowokatywnej rozpracowanej przez Franka Farrelly’ego, którego Schachtner miał okazję poznać osobiście w USA.

 

Książka Niemców dokładnie opisuje arkana wspomnianej metody, oraz rolę humoru w prowadzeniu terapii rozmaitych zaburzeń psychicznych i społecznych, jak choćby depresja czy problemy w małżeństwie. Opisy poszczególnych przypadków zastosowań prowokacji i humoru obfitują w przykłady, a nawet dokładne dialogi wzięte prosto z gabinetu terapeuty. Spis treści naszpikowany jest wytycznymi, oraz poszczególnymi typami zachowań jakie terapeuta może powziąść, aby jego działanie odniosło pożądany skutek w najkrótszym możliwym czasie. Większość przytoczonych dialogów między klientem, a specjalistą kończy się stwierdzeniem, że klient wybucha śmiechem, lub co najmniej bezwzględnie zgadza się z terapeutą i przytakująco kiwa głową.

 

Niestety, książka nie spełniła moich oczekiwań nawet w najmniejszym stopniu. Absolutnie nie tego spodziewałam się po opisie z okładki. „Powiedzenie ‚śmiech to zdrowie’, to już nie tylko utarty slogan, a rzeczywistość wykorzystywana przez naukowców do zwalczania licznych dolegliwości” – nawet przez  sekundę nie uśmiechnęłam się nad „drewnianymi” żartami terapeutów. Dla mnie były to pełne wyzwisk pokpiwania, nad którymi z pożałowaniem kiwałam głową. „Wywołaj w sobie śmiech, a poczujesz ulgę, załagodzisz stres” – jak mogę się śmiać kiedy ktoś wyzywa mnie od pępka świata, lub głupka? „Ośmiesz swój problem” – ale jak?, przyznając terapeucie rację, że jestem kompletnym zerem siedzącym na worku pieniędzy, i obym siedziała na nim jak najdłużej, bo przecież terapeuta musi jakoś zarabiać na życie? Pamiętam jeden niby powyrający dowcip kiedy to terapeutka udaje, że dzwoni do męża i mówi do wyimaginowanego telefonu, że klienta chce mieć dłuuuugą terapię, więc terapeutka wraz z mężem wkrótce będą mogli skoczyć na wakacje do ciepłych krajów. Wątpliwy żart, prawda? Po przeczytaniu zdań „Jesteśmy jedynymi stworzeniami na Ziemi, które potrafią wykorzytać siłę śmiechu. Właśnie tej umiejętności potrzebujesz, aby pozbyć się trosk i zaprzyjaźnić się z otoczeniem.” myślałam, że książka  wniesie w moje życie radosnego ducha, uśmiech, lekkość. W zamian otrzymałam zgryźliwość, cięty niezrozumiały dowcip, docinki, wręcz lekceważenie. I to wszystko podane z naukowego, niezrozumiałego dla laika punktu widzenia. Bo ważnym jest fakt, że, według mnie, ta książka nie jest adresowana do pacjenta, lecz do terapeuty, który chce wprowadzić innowację w swoje praktyki.

 

Między innymi, z tego względu odradzam książkę ludziom takim jak ja, którzy psychologią zajmują się wyłącznie hobbystycznie. Ludziom, którzy czytają książki, aby wybrać smaczki pasujące do ich osobistego przypadku. Wątpliwe prowokacje okraszone skompliwonym słownictwem to naprawdę nie to, czego chcący się pośmiać człowiek oczekiwałby po „Uzdrawiającej sile śmiechu”.

 

Książkę otrzymałam do recenzji od Wydawnictwa Studio Astropsychologii. Dziękuję!

 

„Kazio w miasteczku pełnym wampirów” Iwona Czarkowska Marzec 1, 2013

Filed under: recenzje — finkaa @ 9:03 am
Tags: ,

kazio w Wydawnictwo: Wilga

Ilość stron: 96

Rok wydania: 2012

 

 

Iwona Czarkowska to kobieta o niezwykłej wyobraźni. Myślę, że pisanie książek dla dzieci wymaga ów wyobraźni znacznie więcej, niż pisanie prozy dla dorosłych, gdyż dorosły autor musi niejako przejść z własnego poziomu na poziom zupełnie dla siebie nienormalny. Całe szczęście, że Czarkowska zdecydowała się na ten krok i porzuciła poważne dziennikarstwo na rzecz najpierw opowiadań publikowanych w „Świerszczyku”, a następnie do samodzielnej serii o Kaziu i jego wampirzych przyjaciołach. Ja miałam okazję zacząć cykl od książki „Kazio w miasteczku pełnym  wampirów„.

 

 

Na wstępie zaznaczę,  że wyjątkowo w tej lekturze nie pomagało mi żadne dziecko, a więc cała opinia pisana jest wyłącznie z punktu widzenia dorosłej, może tylko trochę niepoważnej osoby. 🙂 Akcja bajki toczy się w mieście Milusin, w którym ponoć „ąjukata yripmaw”, czyli atakują wampiry. Całe szczęście, że Kazio właśnie wybiera się tam z wycieczką szkolną, więc będzie mógł przyjrzeć się całej sytuacji z bliska. Naprawdę jest czemu się przypatrywać. Potworny Vonpluszcz porwał poczciwego profesora Gurgula, wampiry biegają po ulicach i straszą ludzi, a czosnek w Milusinie jest wyjątkowo twardy i pozbawiony smaku. Nie wiadomo czy Kazio poradziłby sobie ze wszystkimi problemami, gdyby nie paczka jego oddanych przyjaciół: babcia Fibrycukella, dziadek Hongogard, Zuzulinda i Antek. Na całe szczęście grupa propagatorów przyjaźni ludzko-wampirskiej bez problemu daje sobie radę z zamieszaniem i wszystko kończy się tak, jak w bajce powinno, czyli szczęśliwie.

 

 

Książkę czyta się niezwykle szybko, a to za sprawą powiększonej czcionki i częstych ilustracji autorstwa Olgi Reszelskiej. Na uwagę zasługują szczególnie pomysłowe pseudonimy i powiedzonka głównych bohaterów, jak na przykład hrabina Dżemisława, czy też wspomniany Zyzio Vonpluszcz. Najbardziej do gustu przypadł mi jednak okrzyk profesora, który każdą sytuację kwitował zwrotem „Widzimiśta” i uzasadnieniem, co też akurat mu wpadło do głowy. Bardzo podobały mi się również rodzinne priorytety Kazia. Zdanie mamy było dla niego dobrem najwyższym, szanował tatę, zawsze pomagał swojemu małego bratu, a babcia miała zawsze rację.

 

 

Niestety, były również elementy, którym mój mózg mówił umiarkowane „nie”. Przede wszystkim trochę myliłam się kto kogo się boi i kto tu jest wilkołakiem, a kto trollem, kto gdzie mieszka, do kogo należy szafa z tajemnym przejściem i tak dalej. Zastanawia mnie na przykład fakt, że skoro „rodzice Kazia nie wierzyli w wampiry (str. 5)” to dlaczego mama Kazia przypuszcza, że „to na pewno wampiry porwały [jej] dzieci (str. 7)”, a tata Kazia „pomagał urządzić szkołę dla wampirów (str. 24)” w Transylwanii.  W skrócie mówiąc, odniosłam wrażenie, że ilość faktów jest dość zawyżona w stosunku do ilości stron. Niemniej jednak, z pewnością dzieciom takie delikatne zagmatwanie nie sprawi problemu, gdyż one nie dają się pochłonąć zbędnym szczegółom.

 

 

Bez wahania, książeczkę poleciłabym nieco starszym dzieciom. Oznacza to, że zgadzam się z hasłem ostatniej strony, które głosi, że „Dorosłym i maluchom wstęp wzbroniony! 7+”. Myślę, że dorośli mogą sami decydować, czy ciągle mają ochotę na bajki. Co do dzieci jednak, uważam, że młodsze mogłyby utonąć w wirze fabuły. Z chęcią jednak przeczytałabym mojej siostrzenicy kolejne dwie części przygód Kazia („Kazio i skrzynia pełna wampirów”, „Kazio i szkoła pełna wampirów”). Myślę, że pozycje Iwony Czarkowskiej to wyśmieniny prezent dla pociech ceniących sobie wartką akcję, oraz spotkania z nadprzyrodzonymi stworami.

 

 

Książkę otrzymałam do recenzji od nakanapie.pl. Dziękuję!

nakanapie