poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Blondynka na Czarnym Lądzie” Beata Pawlikowska Październik 13, 2013

Filed under: recenzje — finkaa @ 8:36 pm
Tags: , ,

bl Wydawnictwo: G+J RBA

Ilość stron: 300

Rok wydania: 2012

 

Autorki tej książki nikomu nie trzeba przestawiać. Beata Pawlikowska to jedna z najbardziej znanych polskich podróżniczek. Właściwie jeśli chodzi o te pokazujące się regularnie w telewizji to przychodzi mi na myśl jeszcze tylko nazwisko Martyny Wojciechowskiej, której książkę również niedawno miałam okazję przeczytać. Oprócz podróżowania, Pawlikowska zajmuje się fotografią, organizuje wyprawy, pisze reportaże, oraz pracuje w radiu ZET.

 

„Blondynka na Czarnym Lądzie” to zapis przeżyć autorki podczas jej pobytu na afrykańskim safari. Pawlikowska dzieli się niezwykle barwnymi opisami fauny i flory. Opisuje najdziwniejsze zwyczaje zwierząt, oraz ludzi zamieszkujących wioski Buszmenów i Masajów. Wraz  z czytelnikiem przygląda się polowaniu lwów, atakowi likeonów na masajskie dziecko, bocianowi na afrykańskiej sawannie, oraz wielu innym cudom natury. Podróżniczka miała niezwykłą okazję przyjrzenia się szczególnie zwyczajom Masajów, gdyż spędziła w ich wiosce ponad dobę jako… zakładniczka.

 

„Blondynka na Czarnym Lądzie” nie jest typową książką o podróży, dlatego, iż oprócz tej oczywistej części sprawozdawczo-ciekawostkowej, zawiera również tę głębszą, filozoficzną, opartą na tym co w duszy piszczy. Kiedyś przestrzegano mnie przed zbytnią tendencją do filozofowania, której autorka ponoć miała dawać upust przed radiowym mikrofonem. Jeśli robi to tak jak w książce, to nie mam nic przeciwko. Królikiem doświadczalnym, na którym Pawlikowska testuje swoje głębokie rozważania na temat tego, która cywilizacja, nasza czy afrykańska, jest bardzie prymitywna i dlaczego, jest Michał – chłopak, który został wysłany na  sawannę przez swojego terapeutę. Człowiek z manią wyższości, zagubiony i przeraźliwie bojący się wszystkiego co na  sawannie może ruszyć choćby jedną nóżką, ma przyjemność podróżować z drobniutką blondynką, która krok po kroku otwiera jego duszę na odwagę, radość, piękno świata. Niesamowita podróż oprócz oczywistych doznań turystycznych, przynosi również coś co zaryzykuję nazwać prawdziwą przyjaźnią.

 

Nie mogę również nie wspomnieć o pięknym wydaniu. Twarda oprawa i stosunkowo mały rozmiar książki sprawia, że jest poręczna i można ją czytać w różnych pozycjach. Dodatkowo lekturę ubarwiają minimalistyczne rysuneczki samej autorki. Krótkie rozdziały (aż 37), poczucie humoru, oraz lekkie pióro Pawlikowskiej sprawiają, że książkę pochłania się z największą przyjemnością.

 

Nigdy wcześniej nie spotkałam się z twórczością Beaty Pawlikowskiej. Przyznam, że byłam troszeczkę uprzedzona, jednak po tym piewszym spotkaniu czuję się zupełnie usatysfakcjonowana. W istocie sprawy mogę stwierdzić nawet, że „Blondynka na Czarnym Lądzie” jest najlepszą książką podróżniczą jaką do tej pory czytałam. Z pełnym przekonaniem mogę polecić ją nie tylko zapalonym podróżnikom, ale również tym, którzy narazie podróżują palcem po mapie. Może ta książka coś w Was zmieni? Aha, i nie mogę zapomnieć o tych, którzy się boją. To również książka dla nich. Przeczytajcie świadectwo o człowieku, który się bał i nagle przestał. Zachęcam!

 

„Samo szczęście” Karen Wheeler Październik 8, 2013

Filed under: recenzje — finkaa @ 6:26 pm
Tags: ,

karen wh Wydawnictwo: Pascal

Rok wydania: 2013

Ilość stron: 348

Karen Wheeler była czynną londyńską fashionistką, dopóki nie postanowiła ograniczyć pracy, przeprowadzić się na francuską prowincję i oddawać się modzie i urodzie wyłącznie z  doskoku. Z pozoru zakrawająca na kolejną przedstawicielkę tzw. chick lit, Angielka stworzyła książkę, która wzbudziła we mnie bardzo skrajne uczucia.

 

„Samo szczęście” to słusznej długości powieść, która opowiada historię głównej bohaterki oraz jej codziennych przygód. Karen mieszka w pięknym, wyremontowanym domku, posiada kochanego psa, pracuje przed monitorem, spotyka się z przyjaciółmi, oraz kocha przystojnego Portugalczyka imieniem Luise. Niestety, sielankowe życie autorki ucina się gwałtownie, gdy Karen nakrywa swojego mężczyznę z pewną tajemniczą Francuzką. Od tego momentu zaczyna się rozpaczliwe unikanie, przeplatane z podchodami pod okno byłego chłopaka, ciche polowanie na nowego mężczyznę oraz próby dopieczenia sobie nawzajem. I to niespodziewanie się kończy, kiedy dochodzi do kolejnego, tragicznego zwrotu akcji…

 

Być może poprzedni akapit zabrzmiał jak pean na cześć wartkiej akcji. Niestety, nic bardziej mylnego. Fabuła przez, nie przesadzając, 80 procent książki bardzo się dłużyła. Zachodziłam w głowę po co czytelnikowi dokładna relacja z odtykania kuchennej rury, wprawiania dykty w okno, opis poszczególnych wypadów z psem za miasto, lub dokładny rozkład zaplecza miejscowego sklepu z odzieżą. Nudziły mnie wywody autorki na temat podstawowych czynności jakie każdy z nas codzień odbywa. W książce liczę na coś więcej, niż tylko rozkład dnia głównego bohatera.

 

Jednak, pod koniec lektury wszystko zmieniło się jakby za sprawą magicznej różdżki. Zżyłam się z bohaterami. Zaczęłam im współczuć, przeżywać każde zdanie jakby od niego zależało moje życie. Ostatni, niespodziewany zwrot akcji, mimo, że bardzo drastyczny, sprawił, iż zakochałam się nie tylko w zakończeniu, ale i wybaczyłam wszelkie niedociągnięcia poprzednich 250 stron. Podczas ostatniego rozdziału nie potrafiłam ukryć łez wzruszenia, a to chyba najlepszy dowód, że opłacało się przetrzymać całą prozaiczność.

 

Na pochwałę zasługuje pokora autorki, którą okazała okrutnemu losowi, oraz miłość, którą dawała dopóty, dopóki mogła. Myślę, że książka warta jest uwagi, szczególnie iż opowiada prawdziwą, bardzo wzruszającą historię. Możemy traktować ją jako przestrogę przed zbytnią pyszałkowatością, oraz przed uciekaniem prawdziwym emocjom.

 

Polecam nie tylko kobietom. Powieść o miłości, traktująca ją w dość niestandardowy sposób. Na próżno będziecie w niej szukać namiętności. Znajdziecie oddanie i cierpliwość, a chyba coraz częściej nam tego brakuje. Warto okazać samozaparcie, przebrnąć przez chwilowe fale nudy i wczytać się głęboko między słowa, aby wydobyć prawdziwe źródło zadumy i współczucia. Doskonała pozycja na coraz dłuższe, jesienne wieczory.

 

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzyjny od wydawnictwa Pascal. Dziękuję!