poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Perfekcyjna kobieta to suka” Anne-Sophie Girard, Marie-Aldine Girard 9 lipca, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 5:53 pm
Tags: ,

sukaWydawnictwo: Feeria

Ilość stron: 157

Rok wydania: 2014

 

Dwie pochodzące z Francji siostry, Anne-Sophie Girard i Marie-Aldine Girard postanowiły ulżyć wszystkim kobietom tego świata i napisać poradnik dla kobiet nieperfekcyjnych, czyli takich, które nie potrafią pogodzić się ze swoimi porażkami. Jak wypada książka na polskim podwórku?

 

Poradnik podzielony jest na 30 zasad. Zasada nr 1 głosi „Przestaniesz pokazywać swojemu fryzjerowi zdjęcia blond modelki z lokami, skoro jesteś brunetką i masz proste włosy.” Logiczne, prawda? Zabawne? Trochę. Po chwytliwej zasadzie następuje kilka innych porad utrzymanych w jej duchu. Po zasadzie nr 1 czytamy o filozofii „walić to”, czyli jednym zdaniem „jak dawać sobie spokój z rzeczami, na które nie mamy lub nie chcemy mieć wpływu”. Zasada nr 4 głosi: „Nigdy nie mów publicznie „Uważam, że SpongeBob jest sexy!”” Jak dla mnie, chodzi tu o to, żeby nie przyznawać się do faktów, które w odbiorze innych, robią z nas wariatki. Za tą zasadą kryje się wykaz cech sprzedawczyń, które są sukami, czyli takich, które naświewają się w duchu z naszych figur, lub też z naszych na pół pustych portfeli. Przytoczę jeszcze jedną zasadę. Zasada nr 21 głosi, że „Nie będziesz zaczynać zdania od, „Mój kot uważa, że…””. Ja uważam tę zasadę za szczególnie ważną i rozsądną.

 

Moim zdaniem, książki nie można traktować poważnie. Jest to wytwór dwóch zwariowanych, nowoczesnych kobiet, które po prostu chciały poprawić nam humor. Napisały poradnik z rozmachem i wielkim przymróżeniem oka. To jakby hołd złożony każdej kobiecie cierpiącej na mniejsze lub większe kompleksy. To ukłon w stronę samotnych, zagryzających orzeszki dziewczyn, które sobotnie wieczory spędzają przed telewizorem.

 

Warto zapoznać się z publikacją, choćby dla samej jej formy. Mimo, że książka ma ponad 150 stron, przeczytanie jej zajmuje mniej niż godzinę. Poradnik przyozdobiony jest wieloma tabelami, rozmaitymi ramkami, pogrubieniami, itp. Każda zasada to w sumie jedno zdanie w prześlicznej ramce przypadające na jedną stronę.

 

Myslę, że siostry Girard stworzyły dzieło zabawne, świetnie sprawdzające się w realiach współczesnej Europy. Zachęcam do zapoznania się z poradnikiem, szczególnie te dziewczyny, które chcą się przekonać, że ze swoimi problemami nie są same. Nie ma się czego wstydzić. Z niniejszej publikacji wynika, że również dziewczyny nad Sekwaną mają problemy z alkoholem, samotnością, personifikowaniem kotów i własnym wyglądem. Głowa do góry!

 

Egzemplarz do recenzji otrzymałam od wydawnictwa Feeria. Dziękuję!

 

„Drzewo migdałowe” Michelle Cohen Corasanti 2 lipca, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 1:36 pm
Tags:

drzewo_migdalowe_front_500pxWydawnicto: Sine Qua Non

Ilość stron: 389

Rok wydania: 2014

 

Co dzień w Strefie Gazy dochodzi do mrożących krew w żyłach scen. Młodzi ludzie z bronią maszynową przy boku decydują o „być, albo nie być” ludzi żyjących obok nich. Nie dalej jak wczoraj znaleziono ciała trzech zamordowanych Izraelczyków. Kto to zrobił? Sprawców brak, jednak przeczucia wielu z nas prowadzą do organizacji zwanej Hamasem. Palestyńczycy bronią własnej ziemi. Izraelczycy twierdzą, że to wszystko ich. Rozlew krwi wydaje się nieunikniony. Po co o tym piszę? Przyznaję, że nie miałam pojęcia o dramacie rozgrywającym się na Bliskim Wschodzie, dopóki nie sięgnęłam po książkę niewinnie zatytuowaną „Drzewo migdałowe”.

 

Jest rok 1955. „Mama zawsze mówiła, że Amal jest jak żywe srebro” (str.6). Poznaję imiona wszystkich członków pewnej palestyńskiej rodziny. Jestem urzeczona ckliwością z jaką autorka opowiada o miłości i szacunku panującym w gronie właścicieli pomarańczowych planatacji. Nagle rzeczona Amal rozrywa się na cząsteczki, nadeptując małą nóżką na minę. Coś tu nie gra. Mój wewnętrzny radar wskazuje, że jednak nie będzie to przyjemna lektura. Po odejściu siostry, czas na pożegnanie się z ukochanymi drzewami. Od teraz można tylko obserwować zza drucianej siatki jak obcy Izraelczycy obrywają owoce pracy Baby, ojca Amal i jej rodzeństwa. Rodzina śpi pod gołym niebem, a najstarszy z dzieci chcąc ratować sytuację porywa się na heroiczny czyn walki za honor Palestyny. Brzemienny w skutkach wyczyn Ahmada, spuszcza na rodzinę piekło. Baba wędruje do więzienia, choć pewnie wolałby umrzeć. Brat Ahmada ulega wypadkowi, ginie kolejna siostra. Ze łzami w oczach nie mogę uwierzyć, że dałam się nabrać na sympatyczny tytuł.

 

Jest rok 1966. Baba ciągle w więzieniu, sytuacja teoretycznie się pogarsza, bo Ahmad podążą za głosem serca, uciera nosa nie jednemu Izraelczykowi w ogólnokrajowym konkursie matematycznym i wybiera się na studia. Stawia czoła nie tylko studentom z lepszych domów, ale również stereotypom wysnuwanym przez wykadowców – Izraelczyków. W domu piszczy bieda. „Jeśli teraz nas opuścisz, możesz już nie wracać” (str. 135). Czy można się dziwić słowom matki? Tylko Baba – pacyfista – zdaje się wierzyć.

 

Jest rok 1974. Czy Ahmad osiąga wymarzony sukces? Czy wraca do wioski, na swoje ukochane drzewo migdałowe? Czy jest to możliwe, żeby cudowne, palestyńskie dziecko w sandałach zrobionych z opony miało szansę przebić się przez izraelski mur intelektualistów? Co z resztą rodzeństwa, Babą? Nie mogę odłożyć książki. Czuję niepokój za każdym razem kiedy muszę się z nią rozstać, choć na moment.

 

Michelle Cohen Corasanti zabrała nas w niesamowitą podróż. 61 lat z życia Ahmada w jeden dzień. Tyle mniej więcej zajęło mi przeczytanie lektury, od deski do deski, jednym tchem. Nie da się inaczej. Zachwyt, odraza, smutek, nadzieja – to tylko kilka z emocji, które wywołuje lektura. Książka wieje autentycznością. To nie przypadek, że Corasanti przez siedem lat żyła w Izraelu. To, że książka jest manifestem „nadzei na zgodne życie Izraela i Palestyny”, jak pisze autorka, daje się wyczuć między kartkami.

 

Co przykuło moją uwagę, oprócz porywającej treści, to oprawa graficzna. Minimalistyczna, jednak świetnie oddająca kruchość ludzkiego życia, o które drżymy podczas lektury. Każda ze ston rozpoczynająca jeden z 58 rozdziałów przyozdiobiona jest małym, czarno-białym szkicem korony drzewa migdałowego, a każda ze stron zwiastujących przeniesienie się do kolejnego roku prezentuje okazały szkic całego drzewa. Już w Biblii, w Księdze Jeremiasza, nazwano migdałowiec drzewem czuwania. Myślę, że jest to porównanie szczególnie ważne w kontekście książki. Czytelnik czuwa nad zdrowiem i pomyślnością Ahmada, przemierzając z nim niemal całe życie. Kwiaty migdałowca ujawniają się prędzej, niż liście, a samo drzewo zakwita najwczęśniej ze wszystkich drzew na Bliskim Wschodzie. Ahmed jest takim drzewem, które rozwinęło piękne kwiaty, zanim ktokolwiek dał mu szansę na wypuszczenie liści.

 

Książka nie należy do przyjemnych lektur, które można potraktować jako sposób na odstresowanie. Myślę, że cel Corasanti był wręcz przeciwny. Przetłumaczona na kilkanaście języków lektura niesie światu wiadomość, że gdzieś tam daleko od cywilizacji mamy ogromny problem. Giną dzieci, które mogłyby zamienić się w piękne kwietne drzewa. Czas złączyć siły i przestać zmiatać problem pod dywan, bo nim się obejrzymy, drzewa migdałowe mogą wyginąć.

 

Książkę otrzymałam do recenzji od Wydawnictwa „Sine Qua Non”. Dziękuję!

 

 

 

„Millennium – Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” Stieg Larsson 29 czerwca, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 5:54 pm
Tags: , ,

men Wydawnictwo: Czarna Owca

Ilość stron: 634

Rok wydania: 2011

 

 

Stieg Larsson to jeden z obecnie najbardziej znanych i poczytnych pisarzy świata. W 2008 zajął drugie miejsce na świecie pod względem sprzedawalności swoich książek. Larsson to nie tylko powieściopisarz, ale również dziennikarz, który sympatyzował z ekstremalną szwedzką lewicą. Wspierał ruchy antyrasistowskie i antynazistowskie. W Polsce współpracował z pismem „Nigdy więcej”. Niestety, jego prężną karierę przerwała niespodziewana śmierć w 2004 roku, spowodowana rozległym zawałem. Larsson nigdy nie dokończy już czwartej części genialnej powieści „Millennium”.

 

„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” to pierwsza z trzech części „Millennium”, w której para detektywów-amatorów podejmuje się pozornie beznadziejnej sprawy. Mikael Blomkvist jest redaktorem naczelnym magazynu „Millennium” – gazety udaremniającej ekonomiczne machlojki szwedzkich biznesmenów. Kiedy Blomkvist robi jeden krok za dużo  i ma trafić za kratki za zniesławienie, jego kariera nagle stoi pod wielkim znakiem zapytania. Wtedy pojawia się on – Henrik Vanger – i proponuje pewien układ. Osiemdziesięciolatek obiecuje, że pozwoli Blomkvistowi wyjść obronną ręką z całej afery o zniesławienie, dostarczając niezbitych dowodów poświadczających o wersji Blomkvista. Jest tylko jedna sprawa. A właściwie dwie. Pod przykrywką pisania biografii rodu Vangerów, Blomkvist ma odkryć kto, kilkadziesiąt lat temu, zabił Harriet Vanger – wnuczkę brata Henrika i przyszłą następczynię całej sieci korporacji Vangerów. Blomkvist nie ma nic do stracenia. Musi wycofać się z pracy, oczekiwać na wezwanie do odsiadki. Postanawia więc na rok przeprowadzić się na urokliwą szwedzką wyspę prawie w całości zamieszkałą przez Vangerów, oraz prawdopodobnie mieszczącą w sobie miejsce brutalnego mordu.

 

Mniej więcej w tym samym czasie poznajemy Lisbeth Salander. Kobieta ma trochę ponad dwadzieścia lat, jest spektakularnie aspołeczna, wytatuowana i nie znosząca kompromisów. Żyje na przekór wszystkim i wszystkiemu. Nie zważa na konwenanse, często ucieka się do przemocy. Dziewczyna jest ubezwłasnowolniona i doskonale wie, co to znaczy zemsta na tych, którzy ograniczają jej wolność. Na zlecenie prawnika Vangera, Lisbeth ma prześwietlić na wylot Blomkvista. Jako światowej sławy hakerka, Lisbeth nie ma z tym problemu i wyciąga na światło dzienne największe sekrety życia prywatnego zniesławionego dziennikarza. Co ciekawe, ten nie reaguje na to złością. Wręcz przeciwnie, od razu poznaje się na geniuszu młodej hakerki i zachęca do współpracy. Od tego momentu wpadamy w wir niesamowitych wydarzeń.

 

Wątek zaginięcia i rzekomego morderstwa Harriet dopracowany jest w najmniejszym szczególe. Mamy do czynienia z tzw. zagadką zamkniętego pokoju, bo w dniu zniknięcia Harriet dostęp do wyspy był odcięty, więc podejrzanymi są wyłącznie ludzie obecni na wyspie, a więc w większości najbliższa rodzina. Podążamy żmudną drogą wykluczania poszczególnych osób przebywających w felerny dzień na wyspie.

 

Książka jest wielowątkowa i każdy szczegół jest wypolerowany na najwyższy połysk. Właściwie nie ma słabych punktów. Czyta się ją jednym tchem, byleby tylko poznać prawdę.

 

Nie polecam więc lektury podczas sesji egzaminacyjnej, lub wyjątkowo napiętego okresu pracy. Nie polecam również ludziom o słabych nerwach. Mimo, że w „Millennium” nie znajdziecie scen jakiegoś specjalnie oszałamiającego okrucieństwa, to książka napisana jest w taki sposób, że gęsia skórka nie będzie chciała wam zejść od pierwszej, aż po ostatnią sześćsettrzydziestączwartą stronę. Dla mnie jest to ideał kryminału. Z pewnością najlepszy, jaki w życiu czytałam. Już mierzę się z drugim tomem i oddycham z ulgą, że przede mną długie wakacje. Bardzo gorąco polecam!

 

„Gaumardżos!” Anna Dziewit-Meller, Marcin Meller 24 czerwca, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 11:50 am
Tags: , ,

gauWydawnictwo: Świat Książki

Ilość stron: 397

Rok wydania: 2014

 

Anna Dziewit-Meller i Marcin Meller to małżeństwo polskich dziennikarzy od lat zakochanych w Gruzji. Ona publikowała m.in. w „Polityce” i „Wysokich Obcasach”. Pisuje książki, gra w zespole Andy. On głównie znany jako redaktor „Playboya”, ale również jako prowadzący Dzień Dobry TVN. Jego felietony i reportaże wojenne ukazywały się m.in. w „Polityce”, „Newsweeku”. Bardzo kreatywna i mobilna para, która swoje wesele postanowiła wyprawić w Gruzji. Dlaczego? Właśnie o miłości do tego kraju i wywodzącej się z niej decyzji jest ta książka.

 

„Gaumardżos!” czyli „Na zdrowie!” to zbiór opowieści przeróżnych. Nie tylko tych poważnych o politycznych szujach, wojnie, Stalinie i gospodarczej zgniliźnie, która uniemożliwia „europejskie” życie wielu Gruzinom. To przede wszystkim zbiór opowiadań o ludziach, o ich pasjach, miłościach, życiu. Z książki dowiadujemy się z czego słynie Gruzja. Najbardziej charakterystyczną cechą jest chyba tzn. Geogria Maybe Time, czyli przyzwolenie na spóźnianie się o kilka godzin, a niekiedy miałam nawet wrażenie, że doba w tą czy w tą nie robi różnicy. Ponadto, możemy przeżyć prawdziwą gruzińską suprę i wypić toast z gruzińskim tamadą. Supry to wielogodzinne i wielowielodaniowe uczty, które składają się z wielu nawet kilkudziesięciominutowych toastów, wznoszonych przez gospodarza, czyli tamadę. Gruzja to również Stalin. Bo jak mówią mieszkańcy Gori, gdyby w Polsce urodził się jeden z najznamiennitrzych przywódców świata, nawet jeśli byłby mordercą, kochałyby go tłumy.

 

Mimo całej mojej sympatii do chaosu panującego w Gruzji i przyjacielskości emanującej z Gruzinów, najbardziej urzekł mnie reportaż o locie 6833 do Batumi. Dlaczego grupa młodych, inteligentnych ludzi zdecydowała się na niemal pewną śmierć? Czy walka za wolny kraj wymaga aż takich poświęceń? Kto stał za śmiercią „chłopców”? Nie planowałam tak szybko ukończyć książki, ale kiedy odnalazłam pierszą stronę reportażu pt. „6833 do Batumi” wiedziałam już, że nie skończę  dopóki nie poznam całej historii, którą Marcin Meller tak skwapliwie podzielił się z czytelnikiem.

 

Książka to zbiór zabawnych i poważnych, krótszych i dłuższych felietonów-opisów-wspomnień-reportaży, suto nakrapianych pięknymi zdjęciami w większości autorstwa małżeństwa Mellerów.

 

Nieraz spotkałam się z nudnymi książkami podróżniczo-reporterskimi. Charakteryzowały się przydługimi opisami zdarzeń, suchymi faktami, zachwytami nad czymś czego ja nie mogę zobaczyć, nawet oczyma wyobraźni. „Gaumardżos” jest inna. Ta książka ma duszę. Wynika to pewnie z faktu, że nie ma nudnych Gruzinów, nudnych gruzińskich krajobrazów i nudnym posiadówek kończących się kacem. Gruzja żyje, jej mieszkańcy biorą życie pełnymi garściami, a to wyczuwa się na kartach książki od samego początku. Dlatego polecam wszystkim, którzy szukają wakacyjnych inspiracji. Na pewno przy tej książce nie będziecie narzekać na brak wrażeń, a zapewniam, że nie jeden z Was bezpośrednio po odłożeniu lektury zacznie pakować swój plecak.

 

Zapowiedź książki „Perfekcyjna kobieta to suka, czyli poradnik przetrwania dla normalnych kobiet” 16 czerwca, 2014

Filed under: na marginesie — finkaa @ 11:59 am

Moi Drodzy,

 

dziś chciałabym Was zachęcić do cierpliwego oczekiwania na recenzję książki „Perfekcyjna kobieta to suka, czyli poradnik przetrwania dla normalnych kobiet”.

 

Tymczasem, może poczytajcie sobie chociaż zapowiedź:

 

perff

 

„(Nie)boszczyk mąż” Joanna Chmielewska 14 czerwca, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 4:15 pm
Tags: ,

nieWydawnictwo: Kobra

Rok wydania: 2010

Ilość stron: 447

 

Chyba nie ma wśród nas, nałogowych czytelników, osoby, która nie zmierzyła się z twórczością Joanny Chmielewskiej. Ja, po wielu latach przerwy, wróciłam na chwilę do tej niezapomnianej, najwybitniejszej polskiej twórczyni kryminału.

 

Tym razem, jak często u Chmielewskiej, poznajemy pewną warszawską rodzinę. Malwina Wolska jest strasznie otyłą i wredną babą. Jej mąż, Karol jest stasznie otyłym wrednym biznesmenem. Łączy ich związek małżeński i miłość do jedzenia. Ich charaktery nie zgadzają się w najmniejszym szczególe, ale Malwiny mistrzowskie umiejętności kulinarne ratują związek. Jest jeszcze jeden element układanki – Justynka, niepozorna, szczupła studentka prawa przysposobiona przez Wolskich do wspólnego życia. Malwina obawia się, że mąż chce ją zostawić, oczywiście bez jakichkolwiek pieniędzy. Ta marudna, leniwa kobieta nigdy nie skalała się pracą inną, niż gotowanie. Jak więc miałaby zerwać z dostatnim życiem i wynieść się pod most? Kobieta woli nie ryzykować, że jej przeczucia się sprawdzą i wyprzedzić męża w tym decydującym kroku. Zabije go. Proste, prawda? Tylko jak, kto, gdzie i tylko bez śladów…

Karol ma wrednej żony dość. Nienawidzi jej równie silnie, jak ona jego. Właściwie nie zaszczyca żony rozmową. Pochłania tylko każdą ilość jej pysznego jedzenia.

Do tego ta Justynka… Bardzo bystra, ale w sumie zupełnie niepotrzebna. Chwileczkę… a może jest inaczej? Może to właśnie Justynka jest ostatnią deską ratunku w sporze Malwina Wolska vs. Karol Wolski?

 

Jak zwykle, Chmielewska nie zawodzi czytelnika. Pisarka stworzyła przezabawką komedię sytuacyjną ze śmiertelnie poważnym wątkiem kryminalnym. Wartka akcja i zajadłe, buńczuczne dialogi sprawiają, że książkę czyta się z nieskrywaną satysfakcją i z wypiekami na twarzy. Do czego posunie się Malwina? Jak na to zareaguje Karol? Czytelnik jest w całości pochłonięty problemami otyłej pary. Autorka doskonale kreuje charaktery bohaterów. Konsekwentnie upiera się przy pustocie i wredocie Malwiny, przebiegłości i wyrachowaniu Karola, oraz sprycie Justynki. Pod koniec lektury niemal miałam wrażenie, że jestem czwartym lokatorem domu Wolskich.

 

Książkę polecam wszystkim fanom kryminałów, i nie tylko. Jeśli ktoś jeszcze waha się czy sięgnąć po twórczość Joanny Chmielewskiej to śmiało można zacząć od „(Nie)boszczyka męża”. Świetny pomysł na prezent, na spędzenie długiego weekendu, wczasów z książką. Po prostu Chmielewska u szczytu formy. Polecam!

 

„Dziewczynka – życie w cieniu Romana Polańskiego” Samantha Geimer 13 Maj, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 6:06 pm
Tags: ,

dziew Wydawnictwo: Pascal

Ilość stron: 336

Rok wydania: 2013

 

Myślę, że nazwisko Samanthy Geimer jest większości  z nas znane.  Kobieta dorobiła się sławy zupełnie przypadkowo. Kiedy dodamy do niej nazwisko Romana Polańskiego nikt nie będzie już miał wątpliwości. Geimer to jego ofiara. Dziś dojrzała kobieta, matka dorosłych synów, żona. Kilkadziesiąt lat temu mała dziewczynka z ogromną blizną na życiorysie.

 

Książka „Dziewczynka” to odpowiedź Samanthy na medialne zamieszanie ciągnące się latami nie tylko w amerykańskiej prasie i telewizji, ale często tuż pod oknami Geimer, na jej podjeździe i przed szkołami jej dzieci. Tak autorka opisuje swoje dorosłe życie w cieniu Polańskiego. Kamery, podsłuchy, mikrofony wycelowane w nią i jej rodzinę za każdym razem kiedy sprawa wracała na wokandę, lub gdy Polański planował wypad za granicę. Koszmar, który przeżyła jako dziecko pokutuje aż do dziś. Z tym, że dziś Geimer twierdzi, że jest już na tyle silna i „poza” sprawą, iż może o tym, co się stało otwarcie mówić.

 

Autorka opisuje swoje życie od samego początku. Jakie koneksje łączyły jej matkę z Polańskim? I czy to prawda, że matka „sprzedała” małą Samanthę, by podrasować własną wciąż słabą pozycję w bezwzględnym show businessie? Wraz z Geimer wracamy do jej lat szkolnych, pierwszych miłości, poważnych związków, kolejnych prac i miejsc zamieszkania. Wszystko to składa się na dość interesującą powieść o dorastaniu i dojrzewaniu normalnej, amerykańskiej dziewczyny. Rysa na szkle pojawia się, gdy Samantha opisuje ze zbędnymi, moim zdaniem, szczegółami okoliczności zbliżenia się z Romanem Polańskim. To właśnie przy tym fragmencie zapaliła się ostrzegawcza lampka w mojej głowie, która sygnalizowała niebezpieczeństwo, że być może cała ta książka nastawiona jest na chęć rozżarzenia przygasającego ognia sławy Samanty Geimer. Po owym pikantym opisie, książka zaczyna obfitować w szczegóły kolejnych rozpraw, oraz opisywać ich wpływ na psychikę młodej dziewczyny, a potem dorastającej kobiety.

 

Jak oceniam książkę? Z punktu widzenia człowieka interesującego się kulturą amerykańską mogę stwierdzić, iż jest to niezła próbka codziennego życia w Ameryce na przełomie lat 70-tych i 80-tych. Niewątpliwie jest to książka opowiadająca tragiczną historię, ale zabarwiona  wieloma obyczajowymi motywami, które dodają jej waloru. Natomiast jako czytelnik nielubiący sycić się tanią sensacją, uważam iż Geimer trochę zbyt ekshibicjonistycznie podeszła do swojego życiorysu. Chwilami mogłabym jej nawet zarzucić brak wyczucia, lub żerowanie na ludzkiej ciekawości.

 

Atutem ksiażki są zdjęcia. Wszystkie fotografie przedstawiają Geimer i są autorstwa Polańskiego. Może nie ma ich wiele, są słabej jakości, małe i czarno-białe, ale być może właśnie w takiej formie unaoczniają najlepiej motywy, które kierowały Polańskim zabierającym małą dziewczynkę na rzekomą profesjonalną sesję fotograficzną.

 

Czy książka warta jest polecenia? Na pewno jest to brakujące ogniwo całej medialnej nagonki na Polańskiego i Geimer. Pierwszy wyczerpujący głos ofiary, poprzedzony tylko oświadczeniami, oficjanymi komentarzami i licznymi wypowiedziami, za którymi stali jej adwokaci. „Dziewczynka” z pewnością stanowi wartościową lekturę dla ludzi, którzy lubią czytać autobiografie okraszone nutką kontrowersji.

 

Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa PASCAL. Dziękuję!

 

Hiszpański – testy gramatyczno-leksykalne dla początkujących Joanna Wojciechowska 9 Maj, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 10:56 am
Tags:

hiszWydawnictwo: EDGARD

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 118

 

Od jakiegoś czasu, jak zapewne część z Was wie, uczę się języka hiszpańskiego. Uczę się samodzelnie, mozolnie i niezbyt regularnie, niemniej jednak pewien progres zauważam. Jednakże, nie o moich postępach będzie dziś mowa, tylko o tym jak je zmierzyć kiedy nad głową nie stoi nam nikt o szerszych kompetencjach, niż my sami.

 

„Hiszpański – testy gramatyczno-leksykalne dla początkujących” to kolejna propozycja wydawnictwa Edgard, która ma pomóc w  samodzielnej nauce hiszpańskiego. Oprócz krótkiego wprowadzenia i instrukcji jak się uczyć, książka zawiera 50 testów, wraz z kluczem właściwych odpowiedzi, oraz indeksem zagadnień. Każdy test składa się z czterech zadań sprawdzających zarówno naszą wiedzę gramatyczną, jak i słownictwo. Zadania różnią się pod względem trudności (poziom A1-A2), oraz formy. Oprócz klasycznych zadań wielokrotnego wyboru, łączenia i uzupełniania, znajdziemy również szereg innych zadań. Do moich ulubionych należą słowotwórstwo, krzyżówki, poprawianie błędów, oraz uzupełnianie tekstu wyrażeniami z ramki. Oczywiście, jak każdy uczący się hiszpańskiego podejrzewa, testy obfitują w zadania na odmianę czasownika.

 

Jak już wspomniałam, książka zaopatrzona jest w klucz. Pozwala on na samodzielne sprawdzenie własnych odpowiedzi, wypunktowanie każdego testu z osobna, a nawet na wystawienie sobie oceny. Oczywiście, „Testy” możemy traktować nie tylko jako materiał sprawdzający, ale również jako materiał dydaktyczny. Zadania obfitują w nowe słowa i zwroty. Współpracując z dobrym słownikiem, możemy rozbudować nasze słownictwo, a jednocześnie przetestować to, które zakładamy, iż  jest już znane.

 

Niestety, muszę przyznać się do jednej sprawy tak, aby rozwiać Wasze wątpliwości. Nie ma się co łudzić, że znając odmianę podstawowych czasowników, oraz słownictwo dotyczące kilku podstawowych zagadnień, rozwiążemy wszystkie testy i osiągniemy niezły wynik. Tak podeszłam do tej książeczki na początku i naprawdę srogo się rozczarowałam. Teraz jednak myślę, że jest to jej nieoceniona zaleta. Wystarczy wybiec nieco w przód, zorientować się czego będzie dotyczył kolejny test, dobrze się przygotować korzystając z podręcznika, a za kilka dni przejść do sprawdzania własnej wiedzy.

 

„Testy gramatyczno-leksykalne” polecam wszystkim uczącym się samodzielnie języka hiszpańskiego. Rozwiązywanie testów to świetna okazja, żeby naprawdę solidnie sprawdzić własną wiedzę. Przecież nie sztuką jest rozwiązywać zadania w podręcznikach, gdzie najdalej na stronie obok widnieją wyjaśnienia i przykłady. Ta książka jest celowo pozbawiona objaśnień. Zostajesz tylko Ty, Twoja wiedza, oraz bezlitosny klucz odpowiedzi. I o to chodzi! 🙂 Polecam!

 

Książkę otrzymałam do recezji od wydawnictwa EDGARD (www.jezykiobce.pl). Dziękuję!

 

Stos no. 15 22 kwietnia, 2014

Filed under: stosiki — finkaa @ 7:59 pm

Dziś tego, co Wam prezentuję nie śmiem zwać „stosikiem”. To musi być STOS, największy chyba jakim się chwaliłam do tej pory. Zbierałam go przez 11 miesięcy, więc tak na dobrą sprawę można łatwo policzyć, że przybywa mi średnio 1,18 książki na miesiąc. 🙂 Niedobrze!

 

Przejdźmy do konkretów:

 

SAMSUNG

 

Od góry:

 

– „Dziewczynka” Samantha Geimer – książka do recenzji od wydawnictwa PASCAL

– „Rozwój – jak współpracować z łaską” Monika i Marcin Gajdowie – podarek od znajomej (recenzja umieszczona we wrześniu, 2013)

– „Papierowe miasta” John Green – wstyd przyznać, nie pamiętam skąd ta książka u mnie. Miqa, jakiś konkurs u Ciebie?

– „Ciemno, prawie noc” Joanna Bator – prezent inspirowany radiową Trójką, kiedyś czytano fragmenty

– „W szpilkach od Manolo” Agnieszka Lingas-Łoniewska – na pewno jakiś konkurs, podejrzewam Miqę, lub Cyrysię…

– „W komnatach Wolf Hall” Hilary Mantel – rezultat wizyty w Matrasie

– „Niewierna” Reyes Monforte – prezent chyba gwiazdkowy

– „Ostatnia konkubina” Lesley Downer – w Matrasie przy większych zakupach dorzucano za 1 zł

– „Spróbujmy jeszcze raz” Abby Glines – do recenzji od wydawnictwa PASCAL

– ” Wszystko jest możliwe” Sophie Max, Lynn Lauber – do recenzji od Studia ASTRO

– „W Chinach jedzą księżyc” Miriam Collee – do recenzji od wydawnictwa PASCAL

– „Pan Przypadek i celebryci” Jacek Getner – do recenzji od Autora (recenzja pojawiła się w marcu, 2014)

– „I nagle wszystko się kończy” Krzysztof Bielecki – do recenzji od Autora (recenzja pojawiła się w lutym, 2014)

 

Na tę chwilę to by było na tyle, ale za kilka dni kolejny stos, bo już mam się czym chwalić. 🙂

 

 

 

 

„Angels don’t die: My father’s gift of Faith” Patti Davis 19 kwietnia, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 5:28 pm
Tags: , ,

Books-by-patti-davis-angels-dont-die Wydawnictwo: Harper Collins

 

Ilość stron: 122

 

Rok wydania: 1995

 

Patti Davis jest często nazywana czarną owcą w rodzinie Reaganów. 62-letnia dziś córka Ronalda Reagana prowadziła znany opinii publicznej konflikt z rodzicami, pozowała do Playboya, wiodła rozrywkowe życie i wyszła za instruktora jogi, z którym rozwiodła się po sześciu latach.  Dziś Patti Davis jest dojrzałą, wierzącą kobietą, która swoją wiarę zawdzięcza ojcu. I właśnie o tym informuje nas w króciutkiej książce pt. „Angels don’t die”.

 

122-stronicowa książeczka to zbiór krótkich historii, anegdot ze wspólnego życia Davis z ojcem. Co odpowiedział Reagan na pytanie dlaczego grzmi? I dlaczego nie płakał kiedy umarł jego najukochańszy koń? Co spowodowało, że Patti zdecydowała się przejść na właściwą stronę mocy i pojednać z ojcem? Odpowiedzi na te pytania, oraz wiele innych krzepiących faktów z życia jednej z bardziej znanych amerykańskich rodzin znajdziemy we wspomnieniach Patti Davis. Konserwatywny Reagan jawi się jako dobry ojczulek, wypełniający na Ziemi misję powierzoną mu przez Boga. W takim duchu prowadzi swój naród, w takim duchu stara się również wychować swoje dzieci. Pokora to postawa, która moim zdaniem najtrafniej opisuje jego podejście do życia. Patti Davis kreśli obraz łagodnego starca, który wielkie prawdy wiary ubierał w dziecinny język i opowiadał łagodnym głosem, ku przestrodze i z wielką miłością.

 

Jak odbieram tę książkę? Prawdę powiedziawszy, możnaby doszukać się w niej małego podstępu. Skąd w Davis taka zmiana? Czyżby po śmierci ojca, po tak zwanym wyszumieniu się, doszła do wniosku, że jednak przybierając maskę kochającej córki jest w stanie jeszcze zaistnieć? Możnaby tak pomyśleć i przejść wobec tej lektury obojętnie. Z drugiej jednak strony, dlaczego nie dać autorce kredytu zaufania i potraktować książeczkę jako kopalnię dobrych porad jak należy postępować z miłością i zaufaniem, jak należy budować relacje rodzinne, żeby po latach móc dojść do wniosku, że miało się fantastycznych rodziców i zrobiło się dla nich, oraz wzięło się od nich wszystko co możliwe, aby ubogacić swoje życie.

 

Książeczka jest pięknie wydana. Twarda  oprawa i mały format sprawiają, że czyta się ją komfortowo  i bajecznie szybko. Napisana jest prostym językiem, także nawet niezaawansowani użytkownicy języka angielskiego spokojnie sobie z nią poradzą. Na końcu widnieje przedruk rękopisu Ronalda Reagana, z własnoręcznym podpisem, wykonany na papeterii Białego Domu. Niestety, nie byłam w stanie odcyfrować jego odręcznego pisma.

 

Książkę polecam wszystkim, którzy gryzą się z nieudaną relacją z ojcem. Być może znajdziecie w tej lekturze coś, co sprawi iż dojdziecie do wniosku, że nie warto trzymać w sercu urazy. Być może postawa Patti Davis okaże się dla Was wystarczającym bodźcem do działania. Szczególnie w ten Wielkanocny czas warto pokusić się o bardziej wymagające lektury, np. takie jak „Angels  don’t die”. Gorąco polecam.