poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Millennium – Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” Stieg Larsson 29 czerwca, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 5:54 pm
Tags: , ,

men Wydawnictwo: Czarna Owca

Ilość stron: 634

Rok wydania: 2011

 

 

Stieg Larsson to jeden z obecnie najbardziej znanych i poczytnych pisarzy świata. W 2008 zajął drugie miejsce na świecie pod względem sprzedawalności swoich książek. Larsson to nie tylko powieściopisarz, ale również dziennikarz, który sympatyzował z ekstremalną szwedzką lewicą. Wspierał ruchy antyrasistowskie i antynazistowskie. W Polsce współpracował z pismem „Nigdy więcej”. Niestety, jego prężną karierę przerwała niespodziewana śmierć w 2004 roku, spowodowana rozległym zawałem. Larsson nigdy nie dokończy już czwartej części genialnej powieści „Millennium”.

 

„Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” to pierwsza z trzech części „Millennium”, w której para detektywów-amatorów podejmuje się pozornie beznadziejnej sprawy. Mikael Blomkvist jest redaktorem naczelnym magazynu „Millennium” – gazety udaremniającej ekonomiczne machlojki szwedzkich biznesmenów. Kiedy Blomkvist robi jeden krok za dużo  i ma trafić za kratki za zniesławienie, jego kariera nagle stoi pod wielkim znakiem zapytania. Wtedy pojawia się on – Henrik Vanger – i proponuje pewien układ. Osiemdziesięciolatek obiecuje, że pozwoli Blomkvistowi wyjść obronną ręką z całej afery o zniesławienie, dostarczając niezbitych dowodów poświadczających o wersji Blomkvista. Jest tylko jedna sprawa. A właściwie dwie. Pod przykrywką pisania biografii rodu Vangerów, Blomkvist ma odkryć kto, kilkadziesiąt lat temu, zabił Harriet Vanger – wnuczkę brata Henrika i przyszłą następczynię całej sieci korporacji Vangerów. Blomkvist nie ma nic do stracenia. Musi wycofać się z pracy, oczekiwać na wezwanie do odsiadki. Postanawia więc na rok przeprowadzić się na urokliwą szwedzką wyspę prawie w całości zamieszkałą przez Vangerów, oraz prawdopodobnie mieszczącą w sobie miejsce brutalnego mordu.

 

Mniej więcej w tym samym czasie poznajemy Lisbeth Salander. Kobieta ma trochę ponad dwadzieścia lat, jest spektakularnie aspołeczna, wytatuowana i nie znosząca kompromisów. Żyje na przekór wszystkim i wszystkiemu. Nie zważa na konwenanse, często ucieka się do przemocy. Dziewczyna jest ubezwłasnowolniona i doskonale wie, co to znaczy zemsta na tych, którzy ograniczają jej wolność. Na zlecenie prawnika Vangera, Lisbeth ma prześwietlić na wylot Blomkvista. Jako światowej sławy hakerka, Lisbeth nie ma z tym problemu i wyciąga na światło dzienne największe sekrety życia prywatnego zniesławionego dziennikarza. Co ciekawe, ten nie reaguje na to złością. Wręcz przeciwnie, od razu poznaje się na geniuszu młodej hakerki i zachęca do współpracy. Od tego momentu wpadamy w wir niesamowitych wydarzeń.

 

Wątek zaginięcia i rzekomego morderstwa Harriet dopracowany jest w najmniejszym szczególe. Mamy do czynienia z tzw. zagadką zamkniętego pokoju, bo w dniu zniknięcia Harriet dostęp do wyspy był odcięty, więc podejrzanymi są wyłącznie ludzie obecni na wyspie, a więc w większości najbliższa rodzina. Podążamy żmudną drogą wykluczania poszczególnych osób przebywających w felerny dzień na wyspie.

 

Książka jest wielowątkowa i każdy szczegół jest wypolerowany na najwyższy połysk. Właściwie nie ma słabych punktów. Czyta się ją jednym tchem, byleby tylko poznać prawdę.

 

Nie polecam więc lektury podczas sesji egzaminacyjnej, lub wyjątkowo napiętego okresu pracy. Nie polecam również ludziom o słabych nerwach. Mimo, że w „Millennium” nie znajdziecie scen jakiegoś specjalnie oszałamiającego okrucieństwa, to książka napisana jest w taki sposób, że gęsia skórka nie będzie chciała wam zejść od pierwszej, aż po ostatnią sześćsettrzydziestączwartą stronę. Dla mnie jest to ideał kryminału. Z pewnością najlepszy, jaki w życiu czytałam. Już mierzę się z drugim tomem i oddycham z ulgą, że przede mną długie wakacje. Bardzo gorąco polecam!

 

„Gaumardżos!” Anna Dziewit-Meller, Marcin Meller 24 czerwca, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 11:50 am
Tags: , ,

gauWydawnictwo: Świat Książki

Ilość stron: 397

Rok wydania: 2014

 

Anna Dziewit-Meller i Marcin Meller to małżeństwo polskich dziennikarzy od lat zakochanych w Gruzji. Ona publikowała m.in. w „Polityce” i „Wysokich Obcasach”. Pisuje książki, gra w zespole Andy. On głównie znany jako redaktor „Playboya”, ale również jako prowadzący Dzień Dobry TVN. Jego felietony i reportaże wojenne ukazywały się m.in. w „Polityce”, „Newsweeku”. Bardzo kreatywna i mobilna para, która swoje wesele postanowiła wyprawić w Gruzji. Dlaczego? Właśnie o miłości do tego kraju i wywodzącej się z niej decyzji jest ta książka.

 

„Gaumardżos!” czyli „Na zdrowie!” to zbiór opowieści przeróżnych. Nie tylko tych poważnych o politycznych szujach, wojnie, Stalinie i gospodarczej zgniliźnie, która uniemożliwia „europejskie” życie wielu Gruzinom. To przede wszystkim zbiór opowiadań o ludziach, o ich pasjach, miłościach, życiu. Z książki dowiadujemy się z czego słynie Gruzja. Najbardziej charakterystyczną cechą jest chyba tzn. Geogria Maybe Time, czyli przyzwolenie na spóźnianie się o kilka godzin, a niekiedy miałam nawet wrażenie, że doba w tą czy w tą nie robi różnicy. Ponadto, możemy przeżyć prawdziwą gruzińską suprę i wypić toast z gruzińskim tamadą. Supry to wielogodzinne i wielowielodaniowe uczty, które składają się z wielu nawet kilkudziesięciominutowych toastów, wznoszonych przez gospodarza, czyli tamadę. Gruzja to również Stalin. Bo jak mówią mieszkańcy Gori, gdyby w Polsce urodził się jeden z najznamiennitrzych przywódców świata, nawet jeśli byłby mordercą, kochałyby go tłumy.

 

Mimo całej mojej sympatii do chaosu panującego w Gruzji i przyjacielskości emanującej z Gruzinów, najbardziej urzekł mnie reportaż o locie 6833 do Batumi. Dlaczego grupa młodych, inteligentnych ludzi zdecydowała się na niemal pewną śmierć? Czy walka za wolny kraj wymaga aż takich poświęceń? Kto stał za śmiercią „chłopców”? Nie planowałam tak szybko ukończyć książki, ale kiedy odnalazłam pierszą stronę reportażu pt. „6833 do Batumi” wiedziałam już, że nie skończę  dopóki nie poznam całej historii, którą Marcin Meller tak skwapliwie podzielił się z czytelnikiem.

 

Książka to zbiór zabawnych i poważnych, krótszych i dłuższych felietonów-opisów-wspomnień-reportaży, suto nakrapianych pięknymi zdjęciami w większości autorstwa małżeństwa Mellerów.

 

Nieraz spotkałam się z nudnymi książkami podróżniczo-reporterskimi. Charakteryzowały się przydługimi opisami zdarzeń, suchymi faktami, zachwytami nad czymś czego ja nie mogę zobaczyć, nawet oczyma wyobraźni. „Gaumardżos” jest inna. Ta książka ma duszę. Wynika to pewnie z faktu, że nie ma nudnych Gruzinów, nudnych gruzińskich krajobrazów i nudnym posiadówek kończących się kacem. Gruzja żyje, jej mieszkańcy biorą życie pełnymi garściami, a to wyczuwa się na kartach książki od samego początku. Dlatego polecam wszystkim, którzy szukają wakacyjnych inspiracji. Na pewno przy tej książce nie będziecie narzekać na brak wrażeń, a zapewniam, że nie jeden z Was bezpośrednio po odłożeniu lektury zacznie pakować swój plecak.

 

„(Nie)boszczyk mąż” Joanna Chmielewska 14 czerwca, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 4:15 pm
Tags: ,

nieWydawnictwo: Kobra

Rok wydania: 2010

Ilość stron: 447

 

Chyba nie ma wśród nas, nałogowych czytelników, osoby, która nie zmierzyła się z twórczością Joanny Chmielewskiej. Ja, po wielu latach przerwy, wróciłam na chwilę do tej niezapomnianej, najwybitniejszej polskiej twórczyni kryminału.

 

Tym razem, jak często u Chmielewskiej, poznajemy pewną warszawską rodzinę. Malwina Wolska jest strasznie otyłą i wredną babą. Jej mąż, Karol jest stasznie otyłym wrednym biznesmenem. Łączy ich związek małżeński i miłość do jedzenia. Ich charaktery nie zgadzają się w najmniejszym szczególe, ale Malwiny mistrzowskie umiejętności kulinarne ratują związek. Jest jeszcze jeden element układanki – Justynka, niepozorna, szczupła studentka prawa przysposobiona przez Wolskich do wspólnego życia. Malwina obawia się, że mąż chce ją zostawić, oczywiście bez jakichkolwiek pieniędzy. Ta marudna, leniwa kobieta nigdy nie skalała się pracą inną, niż gotowanie. Jak więc miałaby zerwać z dostatnim życiem i wynieść się pod most? Kobieta woli nie ryzykować, że jej przeczucia się sprawdzą i wyprzedzić męża w tym decydującym kroku. Zabije go. Proste, prawda? Tylko jak, kto, gdzie i tylko bez śladów…

Karol ma wrednej żony dość. Nienawidzi jej równie silnie, jak ona jego. Właściwie nie zaszczyca żony rozmową. Pochłania tylko każdą ilość jej pysznego jedzenia.

Do tego ta Justynka… Bardzo bystra, ale w sumie zupełnie niepotrzebna. Chwileczkę… a może jest inaczej? Może to właśnie Justynka jest ostatnią deską ratunku w sporze Malwina Wolska vs. Karol Wolski?

 

Jak zwykle, Chmielewska nie zawodzi czytelnika. Pisarka stworzyła przezabawką komedię sytuacyjną ze śmiertelnie poważnym wątkiem kryminalnym. Wartka akcja i zajadłe, buńczuczne dialogi sprawiają, że książkę czyta się z nieskrywaną satysfakcją i z wypiekami na twarzy. Do czego posunie się Malwina? Jak na to zareaguje Karol? Czytelnik jest w całości pochłonięty problemami otyłej pary. Autorka doskonale kreuje charaktery bohaterów. Konsekwentnie upiera się przy pustocie i wredocie Malwiny, przebiegłości i wyrachowaniu Karola, oraz sprycie Justynki. Pod koniec lektury niemal miałam wrażenie, że jestem czwartym lokatorem domu Wolskich.

 

Książkę polecam wszystkim fanom kryminałów, i nie tylko. Jeśli ktoś jeszcze waha się czy sięgnąć po twórczość Joanny Chmielewskiej to śmiało można zacząć od „(Nie)boszczyka męża”. Świetny pomysł na prezent, na spędzenie długiego weekendu, wczasów z książką. Po prostu Chmielewska u szczytu formy. Polecam!

 

„Dziewczynka – życie w cieniu Romana Polańskiego” Samantha Geimer 13 Maj, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 6:06 pm
Tags: ,

dziew Wydawnictwo: Pascal

Ilość stron: 336

Rok wydania: 2013

 

Myślę, że nazwisko Samanthy Geimer jest większości  z nas znane.  Kobieta dorobiła się sławy zupełnie przypadkowo. Kiedy dodamy do niej nazwisko Romana Polańskiego nikt nie będzie już miał wątpliwości. Geimer to jego ofiara. Dziś dojrzała kobieta, matka dorosłych synów, żona. Kilkadziesiąt lat temu mała dziewczynka z ogromną blizną na życiorysie.

 

Książka „Dziewczynka” to odpowiedź Samanthy na medialne zamieszanie ciągnące się latami nie tylko w amerykańskiej prasie i telewizji, ale często tuż pod oknami Geimer, na jej podjeździe i przed szkołami jej dzieci. Tak autorka opisuje swoje dorosłe życie w cieniu Polańskiego. Kamery, podsłuchy, mikrofony wycelowane w nią i jej rodzinę za każdym razem kiedy sprawa wracała na wokandę, lub gdy Polański planował wypad za granicę. Koszmar, który przeżyła jako dziecko pokutuje aż do dziś. Z tym, że dziś Geimer twierdzi, że jest już na tyle silna i „poza” sprawą, iż może o tym, co się stało otwarcie mówić.

 

Autorka opisuje swoje życie od samego początku. Jakie koneksje łączyły jej matkę z Polańskim? I czy to prawda, że matka „sprzedała” małą Samanthę, by podrasować własną wciąż słabą pozycję w bezwzględnym show businessie? Wraz z Geimer wracamy do jej lat szkolnych, pierwszych miłości, poważnych związków, kolejnych prac i miejsc zamieszkania. Wszystko to składa się na dość interesującą powieść o dorastaniu i dojrzewaniu normalnej, amerykańskiej dziewczyny. Rysa na szkle pojawia się, gdy Samantha opisuje ze zbędnymi, moim zdaniem, szczegółami okoliczności zbliżenia się z Romanem Polańskim. To właśnie przy tym fragmencie zapaliła się ostrzegawcza lampka w mojej głowie, która sygnalizowała niebezpieczeństwo, że być może cała ta książka nastawiona jest na chęć rozżarzenia przygasającego ognia sławy Samanty Geimer. Po owym pikantym opisie, książka zaczyna obfitować w szczegóły kolejnych rozpraw, oraz opisywać ich wpływ na psychikę młodej dziewczyny, a potem dorastającej kobiety.

 

Jak oceniam książkę? Z punktu widzenia człowieka interesującego się kulturą amerykańską mogę stwierdzić, iż jest to niezła próbka codziennego życia w Ameryce na przełomie lat 70-tych i 80-tych. Niewątpliwie jest to książka opowiadająca tragiczną historię, ale zabarwiona  wieloma obyczajowymi motywami, które dodają jej waloru. Natomiast jako czytelnik nielubiący sycić się tanią sensacją, uważam iż Geimer trochę zbyt ekshibicjonistycznie podeszła do swojego życiorysu. Chwilami mogłabym jej nawet zarzucić brak wyczucia, lub żerowanie na ludzkiej ciekawości.

 

Atutem ksiażki są zdjęcia. Wszystkie fotografie przedstawiają Geimer i są autorstwa Polańskiego. Może nie ma ich wiele, są słabej jakości, małe i czarno-białe, ale być może właśnie w takiej formie unaoczniają najlepiej motywy, które kierowały Polańskim zabierającym małą dziewczynkę na rzekomą profesjonalną sesję fotograficzną.

 

Czy książka warta jest polecenia? Na pewno jest to brakujące ogniwo całej medialnej nagonki na Polańskiego i Geimer. Pierwszy wyczerpujący głos ofiary, poprzedzony tylko oświadczeniami, oficjanymi komentarzami i licznymi wypowiedziami, za którymi stali jej adwokaci. „Dziewczynka” z pewnością stanowi wartościową lekturę dla ludzi, którzy lubią czytać autobiografie okraszone nutką kontrowersji.

 

Książkę otrzymałam do recenzji od wydawnictwa PASCAL. Dziękuję!

 

Hiszpański – testy gramatyczno-leksykalne dla początkujących Joanna Wojciechowska 9 Maj, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 10:56 am
Tags:

hiszWydawnictwo: EDGARD

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 118

 

Od jakiegoś czasu, jak zapewne część z Was wie, uczę się języka hiszpańskiego. Uczę się samodzelnie, mozolnie i niezbyt regularnie, niemniej jednak pewien progres zauważam. Jednakże, nie o moich postępach będzie dziś mowa, tylko o tym jak je zmierzyć kiedy nad głową nie stoi nam nikt o szerszych kompetencjach, niż my sami.

 

„Hiszpański – testy gramatyczno-leksykalne dla początkujących” to kolejna propozycja wydawnictwa Edgard, która ma pomóc w  samodzielnej nauce hiszpańskiego. Oprócz krótkiego wprowadzenia i instrukcji jak się uczyć, książka zawiera 50 testów, wraz z kluczem właściwych odpowiedzi, oraz indeksem zagadnień. Każdy test składa się z czterech zadań sprawdzających zarówno naszą wiedzę gramatyczną, jak i słownictwo. Zadania różnią się pod względem trudności (poziom A1-A2), oraz formy. Oprócz klasycznych zadań wielokrotnego wyboru, łączenia i uzupełniania, znajdziemy również szereg innych zadań. Do moich ulubionych należą słowotwórstwo, krzyżówki, poprawianie błędów, oraz uzupełnianie tekstu wyrażeniami z ramki. Oczywiście, jak każdy uczący się hiszpańskiego podejrzewa, testy obfitują w zadania na odmianę czasownika.

 

Jak już wspomniałam, książka zaopatrzona jest w klucz. Pozwala on na samodzielne sprawdzenie własnych odpowiedzi, wypunktowanie każdego testu z osobna, a nawet na wystawienie sobie oceny. Oczywiście, „Testy” możemy traktować nie tylko jako materiał sprawdzający, ale również jako materiał dydaktyczny. Zadania obfitują w nowe słowa i zwroty. Współpracując z dobrym słownikiem, możemy rozbudować nasze słownictwo, a jednocześnie przetestować to, które zakładamy, iż  jest już znane.

 

Niestety, muszę przyznać się do jednej sprawy tak, aby rozwiać Wasze wątpliwości. Nie ma się co łudzić, że znając odmianę podstawowych czasowników, oraz słownictwo dotyczące kilku podstawowych zagadnień, rozwiążemy wszystkie testy i osiągniemy niezły wynik. Tak podeszłam do tej książeczki na początku i naprawdę srogo się rozczarowałam. Teraz jednak myślę, że jest to jej nieoceniona zaleta. Wystarczy wybiec nieco w przód, zorientować się czego będzie dotyczył kolejny test, dobrze się przygotować korzystając z podręcznika, a za kilka dni przejść do sprawdzania własnej wiedzy.

 

„Testy gramatyczno-leksykalne” polecam wszystkim uczącym się samodzielnie języka hiszpańskiego. Rozwiązywanie testów to świetna okazja, żeby naprawdę solidnie sprawdzić własną wiedzę. Przecież nie sztuką jest rozwiązywać zadania w podręcznikach, gdzie najdalej na stronie obok widnieją wyjaśnienia i przykłady. Ta książka jest celowo pozbawiona objaśnień. Zostajesz tylko Ty, Twoja wiedza, oraz bezlitosny klucz odpowiedzi. I o to chodzi! 🙂 Polecam!

 

Książkę otrzymałam do recezji od wydawnictwa EDGARD (www.jezykiobce.pl). Dziękuję!

 

„Angels don’t die: My father’s gift of Faith” Patti Davis 19 kwietnia, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 5:28 pm
Tags: , ,

Books-by-patti-davis-angels-dont-die Wydawnictwo: Harper Collins

 

Ilość stron: 122

 

Rok wydania: 1995

 

Patti Davis jest często nazywana czarną owcą w rodzinie Reaganów. 62-letnia dziś córka Ronalda Reagana prowadziła znany opinii publicznej konflikt z rodzicami, pozowała do Playboya, wiodła rozrywkowe życie i wyszła za instruktora jogi, z którym rozwiodła się po sześciu latach.  Dziś Patti Davis jest dojrzałą, wierzącą kobietą, która swoją wiarę zawdzięcza ojcu. I właśnie o tym informuje nas w króciutkiej książce pt. „Angels don’t die”.

 

122-stronicowa książeczka to zbiór krótkich historii, anegdot ze wspólnego życia Davis z ojcem. Co odpowiedział Reagan na pytanie dlaczego grzmi? I dlaczego nie płakał kiedy umarł jego najukochańszy koń? Co spowodowało, że Patti zdecydowała się przejść na właściwą stronę mocy i pojednać z ojcem? Odpowiedzi na te pytania, oraz wiele innych krzepiących faktów z życia jednej z bardziej znanych amerykańskich rodzin znajdziemy we wspomnieniach Patti Davis. Konserwatywny Reagan jawi się jako dobry ojczulek, wypełniający na Ziemi misję powierzoną mu przez Boga. W takim duchu prowadzi swój naród, w takim duchu stara się również wychować swoje dzieci. Pokora to postawa, która moim zdaniem najtrafniej opisuje jego podejście do życia. Patti Davis kreśli obraz łagodnego starca, który wielkie prawdy wiary ubierał w dziecinny język i opowiadał łagodnym głosem, ku przestrodze i z wielką miłością.

 

Jak odbieram tę książkę? Prawdę powiedziawszy, możnaby doszukać się w niej małego podstępu. Skąd w Davis taka zmiana? Czyżby po śmierci ojca, po tak zwanym wyszumieniu się, doszła do wniosku, że jednak przybierając maskę kochającej córki jest w stanie jeszcze zaistnieć? Możnaby tak pomyśleć i przejść wobec tej lektury obojętnie. Z drugiej jednak strony, dlaczego nie dać autorce kredytu zaufania i potraktować książeczkę jako kopalnię dobrych porad jak należy postępować z miłością i zaufaniem, jak należy budować relacje rodzinne, żeby po latach móc dojść do wniosku, że miało się fantastycznych rodziców i zrobiło się dla nich, oraz wzięło się od nich wszystko co możliwe, aby ubogacić swoje życie.

 

Książeczka jest pięknie wydana. Twarda  oprawa i mały format sprawiają, że czyta się ją komfortowo  i bajecznie szybko. Napisana jest prostym językiem, także nawet niezaawansowani użytkownicy języka angielskiego spokojnie sobie z nią poradzą. Na końcu widnieje przedruk rękopisu Ronalda Reagana, z własnoręcznym podpisem, wykonany na papeterii Białego Domu. Niestety, nie byłam w stanie odcyfrować jego odręcznego pisma.

 

Książkę polecam wszystkim, którzy gryzą się z nieudaną relacją z ojcem. Być może znajdziecie w tej lekturze coś, co sprawi iż dojdziecie do wniosku, że nie warto trzymać w sercu urazy. Być może postawa Patti Davis okaże się dla Was wystarczającym bodźcem do działania. Szczególnie w ten Wielkanocny czas warto pokusić się o bardziej wymagające lektury, np. takie jak „Angels  don’t die”. Gorąco polecam.

 

„Pan Przypadek i celebryci” Jacek Getner 28 marca, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 6:57 pm
Tags: ,

pan Wydawnictwo: Zakładka

Rok wydania: 2013

Ilość stron: 230

 

Jacek Getner to polski pisarz, scenarzysta (m.in. „Klan”), laureat wielu konkursów pisarskich i dramaturgicznych. Do tej pory miałam do czynienia z jego mroczną powieścią „Dajcie mi jednego z was”, oraz znacznie lżejszą powieścią kryminalną o niestrudzonym detektywnie-amatorze Jacku Przypadku. Szczególnie ta druga powieść urzekła mnie poczuciem humoru, oraz zawiłością fabuły. Na szczęście „Pan Przypadek i trzynastka” doczekał się następcy i dzięki temu właśnie odłożyłam na półkę „Pana  Przypadka i celebrytów”, czyli zapis kolejnych sukcesów rodzimego detektywa.

 

Tym razem motywem przygód warszawskiego miłośnika kryminalnych zagadek jest celebrycki świat. Już w pierszym opowiadaniu Jacek musi odnaleźć się na kilku filmowych planach, aby zbadać półświatek polskich aktorów na dorobku i dowiedzieć się kto zabił jednego z kolegów po fachu i jaki był motyw. Kolejna przygoda, choć zasadniczo różniąca się od pierszej, także krąży wokół ciemnych zakamarków świadomości naszych rodzimych gwiazd. Bolko Szołtysik, oprócz tego, że jest ulubieńcem młodszych o kilkadziesiąt lat nastolatek, umie nieźle dać czadu. Czy niewinna trawka może zmienić pozornie normalnego faceta w bezbronne dziecko? Ostatni rozdział, moim zdaniem najzabawniejszy, dotyczy dość powszechnego pewnie zjawiska jakim jest „lans”. Do czego moglibyśmy się posunąć posiadając tak zwane „parcie na szkło”? Czy ciągle obowiązują granice narzucane przez moralność? Kasiya i Mikele, rodzime gwiazdy na dorobku, rozwieją nasze wątpliwości?

 

Po raz drugi Jacek Getner popisał się nie tylko poczuciem humoru, ale również niezłym sprytem. Stworzył całkiem skomplikowane kryminalne zagadki, które trzymają w napięciu do ostatnich stron. Okrosił wszystko potężną dawką świetnej zabawy, dużą ilością ciętej riposty i szczyptą prawdziwych wartości takich jak męska przyjaźń i rodzicielska miłość.

 

Na uwagę zasługuje ciekawa okładka książki, wybrana prze internautów drogą głosowania, jak również plan Getnera, aby stworzyć kolejne części przygód niesamowicie bystrego detektywa. Wnioskując po zapowiadanym tytule „Pan Przypadek i korpoludki”, tym razem będziemy mieć do czynienia z trybikami napędzającymi naszą gospodarkę i biorącymi udział w wyścigu szczurów.

 

Uważam, że „Pan Przypadek i celebryci” to książka w sam raz na leniwe popołudnie. W dość uszczypliwy, lecz zabawny sposób obala mity rojące się w głowach ludzi bezwarunkowo wpatrzonych w rozrywkowe stacje telewizyjne. Myślę, że dla niejednego propozycja Jacka Getnera może stanowić niezłą odtrutkę i zachętę do poszukania bardziej ambitnych rozrywek.

 

Książkę otrzymałam od Autora jako egzemplarz do recenzji. Dziękuję!

 

„I nagle wszystko się kończy” Krzysztof Bielecki 13 lutego, 2014

Filed under: recenzje — finkaa @ 6:31 pm
Tags:

iWydawnictwo: książka wydana własnym nakładem poprzez działalność w ramach Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczych

Ilość stron: 299

Rok wydania: 2013

 

Nikomu z moich stałych czytelników postaci Krzysztofa Bieleckiego nie trzeba przedstawiać. Nietuzinkowy autor gości na moim blogu regularnie za sprawą innowacyjnych i nieprzewidywalnych powieści. Kolejną z nich miałam okazję przeczytać dość niedawno i, jak można przewidzieć, nie zawiodłam się. Potężna dawka dziwactw przedstawionych w zbiorze opowiadań „I nagle wszystko się kończy” zapisała  się w mojej pamięci pod mianownikiem nieprzebranej wyobraźni autora.

 

Zbiór 23 opowiadań przekazuje ogromną dawkę ambiwalentych uczuć. W opowiadaniu „Dwie pieczenie, czyli nocne rozmowy przy barze” poznajemy Coltona i Chantelle – zmęczonych życiem młodych ludzi, których codzienność okazuje się nie do końca taka, o jakiej marzą. On ma ochotę na niezobowiązujący seks, a ona ma dość męskich szowinistów. Oboje prowadzą zimną wojnę płci, która nagle kończy się rękoczynem. Czytelnik zastanawia się kto miał rację i jak daleko można posunąć się w okazywaniu pogardy innym.

Na uwagę zasługuje również opowiadanie „Żona freelancera” – moim zdaniem, satyra na miłośników udawanej moralności. Kilkudziesięciozdaniowa przypowiastka o mężczyźnie, który nie kocha swojej żony, ale niestety nie uznaje rozwodów. Co miesiąc daje żonie piękną biżuterię i tak, żyjąc na odległość, są szczęśliwym małżeństwem. Prawda, że proste?

Dość niepokojącym, choć interesującym opowiadaniem okazał się dla mnie „Domek dla lalek albo remiks rzeczywistości”, w którym to Johan trudni się aranżowaniem mieszkań na domki dla lalek. Kto zleca takie rzeczy? Otóż, na brak klientów Johan nie musi narzekać. Narrator przekonuje, że wyobraźnia dzieci nie zna granic. Niektóre z pociech odpływają w zabawie tak daleko, że wyrastają na wyalienowanych szaleńców, którym goniąc za sławą i pieniądzem nie przeszkadza iż realne życie miesza się z tym, które może być prowadzone tylko w życiu lalek. Cytując autora „[t]rochę to niepokojące, prawda?”

 

Nie sposób jest opowiedzieć wszystkich historii zawartych w 300-stronowej książce, ale jedno jest pewne. Każdy w niej znajdzie coś dla siebie. Podejrzewam, że jak przy każdej pozycji Bieleckiego odbiór będzie skrajnie różny, jednak nie ulega wątpliwości, że książka jest godna polecenia. Nie wiem jak to się dzieje, ale nawet wzbudzając negatywne emocje, takie jak niepokój, czy obrzydzenie Bielecki jest w stanie zmusić człowieka do refleksji nad otoczeniem. Bo paradoksalnie książka jest o tym wszytkim co jest obok nas. Nawet jeśli imiona bohaterów są nierealne, a miejsca, w których akcja się dzieje mocno oddalone od tych, które odwiedzany na codzień.

„I nagle wszystko się kończy” nie jest pozycją łatwą. Abstrakcja wylewająca się z każdej niemal strony może męczyć. Jednak, moim zdaniem, warto jest się przedrzeć przez gąszcz paradoksów, skrajności i magicznych zbiegów okoliczności, żeby poczuć powiew totalnej oryginalności i niepowtarzalności. Właściwie to chyba nie będzie nietaktem jeśli napiszę, że jest to książka jak każda tego autora. I mam nadzieję, że będzie to zrozumiane odpowiednio.

Książkę otrzymałam do recenzji od Autora. Dziękuję!

 

„Wyjątkowy depozyt” Carol Snow 31 grudnia, 2013

Filed under: recenzje — finkaa @ 12:04 pm
Tags: ,

wyjatkowy_depozy Wydawnictwo: Media Rodzina

Rok wydania: 2013

Ilość stron: 382

Carol Snow to amerykańska pisarka, o której w Polsce ciągle nie wiemy zbyt wiele. Z biografii zamieszczonej na jej stronie można dowiedzieć się, że od dziecka chciała być kelnerką, jednak nigdy nie sprawdziła się w tej pracy. Wiemy również, iż mieszkała w wielu amerykańskich stanach od Utah, po Arizonę. Teraz stacjonuje wraz z mężem i dwojgiem dzieci w Kalifornii. A co można wywnioskować po przeczytaniu „Wyjątkowego depozytu”? Na pewno Snow jest kobietą z poczuciem humoru, zarazem jednak dobrze znającą panujące w cywilizowanym świecie wyścigi szczurów, dylematy dzisiejszych kobiet pracujących, oraz tych, które chciałyby pracować, jednak macierzyństwo skutecznie związało im ręce.

 

Fabuła „Wyjątkowego depozytu” biegnie trójtorowo. Poznajemy trzy kobiety. Laura to zapracowana businesswoman, samotnie wychowująca ślicznego malca. Zdecydowała się na samotne macierzyństwo. Chciała mieć dziecko, ale nie bardzo miała ochotę zawracać sobie głowę mężczyzną. Vanessa to urocza młoda kobieta, która planuje wspólne życie z Erickiem. Jest pewna rychłych oświadczyn i długiego, szczęśliwego życia z kochanym mężem i potomstwem. Ale co na to Eric? Czy jego zdanie ma jakieś znaczenie? Wendy to chyba najbardziej zakompleksiona i nieszczęśliwa postać w całej opowieści. Jej dzieci doprowadzają ją do szału, a dla męża już dawno przestała być atrakcyjna. Rozwrzeszczane dzieciaki wchodzą jej na głowę i mimo całej matczynej miłości jaką je darzy, nie potrafi już dłużej utrzymać własnych nerwów na wodzy. Skąd w dzieciach tyle szaleństwa, chaosu i braku szacunku dla innych?

 

Trzy skrajnie różne scenariusze łączy jeden wspólny mianownik – dzieci. Najpierw usilna chęć ich posiadania, następnie nierzadko problemy z poczęciem, aż po brak pomysłu na ich wychowanie. Do tego dodajmy jeszcze rolę mężczyzny. Dawca życia, czy może tylko marionetka nie mająca zbyt wiele do powiedzenia? Jak pogodzić fundamentalne role, jak sprostać najważniejszym w życiu zadaniom? Jak połączyć karierę z rodziną? I jak na końcu wyjść z twarzą, nie zwariować? Na te wszystkie pytania odpowiadają nasze trzy bohaterki. Często wylewając łzy, żywiąc płonne nadzieje… Ot, codzienne życie…

 

Książkę wspominam bardzo pozytywnie. Dotknęła niełatwego tematu w bardzo delikatny i umiejętny sposób. Napisana była z wyczuciem, mieszając poważne tematy ze szczyptą humoru, oraz odpowiednią dozą nadziei. Krótkie rozdziały, oraz naprzemienność opowiadanych historii sprawiły, że od lektury po prostu nie szło się oderwać. Wspólny mianownik dodawał spójności i sprawiał, że od książki po prostu nie chciało się odejść.

 

„Wyjątkowy depozyt” to lektura warta polecenia wszystkim kobietom, które rozmyślają o tym, co dalej. Co dalej w pracy, w związku. Myślę, że każda z nas ma szansę odnaleźć garść przydatnych porad, albo wzorców, które można podchwycić lub kategorycznie odrzucić we własnym życiu. Przyjemnej lektury!

 

__________________________________________________________

Korzystając z okazji, chciałabym wszystkim moim Czytelnikom złożyć życzenia pomyślności w Nowym Roku. Jestem zwolenniczką niewielkich wymagań, także życzę Wam, żeby rok 2014 po prostu nie był gorszy od tego mijającego. 🙂

 

Pojechane podróże 2 14 grudnia, 2013

Filed under: recenzje — finkaa @ 6:02 pm
Tags: ,

pojechane Wydawnictwo: Klub Podróżników Trzy Żywioły

Rok wydania: 2013

Ilość stron: 205

 

Na pewno stali bywalcy Poduszkowtza pamiętają „Pojechane podróże”. Była to książka, która na długo zagościła w mojej pamięci. Opowiadała historie ludzi, często amatorów, którzy postanowili spełnić swoje marzenia i ruszyć w świat. Książka, oraz patronujący jej festiwal 3 żywioły, odniosła taki sukces, iż postanowiono napisać jej kontynuację. „Pojechane podróże 2” oparte są na tej samej kanwie, jednak tym razem redaktorzy postanowili uczcić jubileusz dziesięciolecia festiwalu i w książce zebrać 10 opowieści najznamienitrzych polskich podróżników. I tak mamy do czynienia z takimi nazwiskami jak Elżbieta Dzikowska, Marek Kamiński czy Jacek Hugo Bader.

 

Każda z opowieści niesie inne przesłanie. Każda ukazuje inny wymiar człowieczeństwa, podróżowania, życia. Łączy je wszystkie niesamowita wiara w człowieka, prawo do równości, a zarazem odrębności. Chyba muszę stwierdzić, że nie mam ulubionej opowieści. Najbardziej zaczarował mnie jednak świat Czukotów ukazany przez Romualda Koperskiego. Nigdy nie zobaczę tego koczowniczego ludu na własne oczy, bo mój organizm nie znosi mrozu. Tym większy podziw budzą we mnie ludzie odporni na kilkudziesięciostopniowe mrozy, ich uśmiechnięte twarze, oraz chęć przetrwania, która jest tak wielka, że udaje im się żyć w najmniej do tego przyjaznym miejscu. Zadziwił mnie fakt, ciężki do pojęcia dla naszej kultury, iż czukotcy starcy mają prawo prosić własne dzieci o cios w serce kiedy czują, że nie są w stanie dalej żyć. Dziecko nie odmawia. To przestaje dziwić kiedy zrozumiemy, że siła jest jedyną szansą na przetrwanie w koszmarnych, wschodnio-rosyjskich warunkach.

 

Ogromną sympatią zapałałam również do mieszkańców wyspy Yap, szczegółowo opisanych przez Olgierda Budrewicza. Pacyfik to chyba miejsce najbardziej egzotycznych i tajemniczych ludów świata. Uśmiechnięte twarze i obnażone biusty to tam norma. Normą jest również pieniądz, który ma postać… kilkumetrowej średnicy kamieni z dziurą w środku.

 

Oczywiście nie mogę pominąć podróży Janusza Kaszy, który wybrał się do Dakoty Południowej na największy na świecie zlot miłośników motocykli. Mimo, że temat mało do mnie przemawiający to oczywiście zdjęcia z Route 66, oraz z innych zakątków Ameryki nie mogły przejść niezauważone.

 

Ostatnią podróżą, o której wspomnę niech będzie ta do RPA. Państwo piękne, tajemnicze i na pewno godne odwiedzenia. Jednak w opowieści Wojciecha Jagielskiego trudno szukać optymizmu. Wszystko z jednego powodu: apartheid. Niestety, to słowo ciągle żywe. Mieszkańcy miasteczka Ventersdorp wiedzą o tym całkiem nieźle. Kto ma większe do niego prawo? Wpływowe białe twarze, czy może jego pierwotni mieszkańcy, którzy zostali wypchnięci na margines biedy?

 

Książka jest pięknie wydana, bogato ilustrowana i  zaopatrzona w mapki. Opowiada 10 niezwykłych historii, spośród których każdy na pewno znajdzie tą jedyną, którą chciałby odbyć. Ja osobiście znalazłam takich kilka. Myślę, że „Pojechane podróże 2” to genialny prezent na święta. Każdy ma prawo do fantazjowania, a może nawet do urzeczywistnienia swoich wielkich marzeń o podróżach. Ta książka na pewno daje ku temu ogromne powody.

 

Książkę otrzymałam  do recenzji od Klubu Podróżników Trzy Żywioły. Dziękuję!