poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Hiszpańska fiesta i soczyste mandarynki, czyli dwoje zakochanych w Andaluzji!” Alex Browning Październik 26, 2012

Filed under: recenzje — finkaa @ 9:39 am
Tags:

 Wydawnictwo: Pascal 

Rok wydania: 2012

Ilość stron: 279

 

Kiedy przeczytałam wstęp do „Hiszpańskiej fiesty” uderzył mnie fakt, że autorka tak naprawdę nie jest powieściopisarką, nie jest nawet dziennikarką. Z krótkiego opisu okoliczności powstania książki wywnioskowałam, że jest to kobieta, która po prostu postanowiła wydać książkę o swoim życiu. To zasiało ziarnko niepokoju. Czy książka zdoła mnie zainteresować? O czym ona w ogóle będzie? O praniu, prasowaniu i karmieniu kotów pod hiszpańskim niebem? W sumie pomyliłam się. Było znacznie lepiej.

 

Alex Browning wraz ze swym mężem James’em odczuwają znurzenie Wielką Brytanią. Potrzebują zmiany. Pakują więc torby i ruszają do Hiszpanii. Na stałe. Mają wielkie plany – chcą otworzyć pensjonat. Jednak fundusze, którymi dysponują skutecznie im to utrudniają. Alex i James nie poddawają się jednak. Kupują zupełnie zapuszczoną chatkę i powoli dążą do celu. Po drodze poznają wielu przyjaciół, ratują i zabijają wiele zwierząt (tak, tak, nawet najwięksi miłośnicy kotów, koni i psów w Andaluzji muszą unicestwiać stada ogromnych gąsienic, węży, tarantul itp.) Małżeństwo Anglików bezustannie chwyta się prac dorywczych, aby dorobić. Alex dekoruje wnętrza, projektuje ulotki, maluje ściany… James pracuje na lotnisku, montuje systemy nawadniające i hydrauliczne, konserwuje domy znajomych… Każdy grosz się liczy, bo bieda ciągle zagląda do zagrody naszych bohaterów.

 

Książka ma jeden zasadniczy plus. Świetnie oddaje ducha Hiszpanii. Bohaterowie są autentyczni, wymowni i bardzo przekonywujący. Zwyczaje panujące pomiędzy sąsiadami stanowią główną część fabuły. Nigdy nie dowiedziałabym się pewnie wielu ciekawych i humorystycznych faktów, gdyby nie ów książka.

 

Również otwartość autorki, a zarazem głównej bohaterki zasługuje na pochwałę. Browning często ukazuje nam dość intymne szczegóły swojego życia, nie ubierając niczego w piękne słowa. Czasem lekko przeklinając, lub używając kolokwialnych wyrażeń, nad którymi nie sposób się nie uśmiechnąć.

 

Czy książka ma jakieś minusy? Niestety, troszkę przeszkadzało mi, że tak mało miejsca autorka poświęca na przedstawienie nowego bohatera. Po kilkudziesięciu stronach kompletnie nie wiedziałam kto jest kim, z którego domu przyszedł i w jakim celu. Być może to zamierzony zabieg mający na celu podkreślić otwartość Hiszpanów i ich domów na każdego kto ma ochotę wpaść z wizytą. Mnie to jednak drażniło i w końcu przestałam już dochodzić kto jest kim, każdego traktując w kategorii kolejnego sąsiada.

 

W książce również pojawia się wiele błędów. Są to najczęściej literówki, ekstra słowa lub ich brak. Dla przykładu, kto domyśla się o co chodzi w tym zdaniu: „Najgorsze jednak było to, że nadal nie mieliśmy tego ostatniego podpisu, po którym Tara naprawdę stalibyśmy się jej właścicielami” (str. 227)? Mam jeszcze jedną uwagę co do tłumaczenia. Nie przekonuje mnie poprawność sformułowań typu: „(…) zaciskaliśmy więc zęby i starali się okazać zrozumienie” (str. 243). Czy nie powinno się mówić „i staraliśmy się”? Tego typu zdania były nagminne w „Hiszpańskiej fieście” także być może są one dopuszczalne, a ja się zwyczajnie nie znam. 🙂 Tak czy inaczej, dziwnie mi się czytało taką polszczyznę i niestety język powieści odbieram na minus.

 

Reasumując, gdyby „Hiszpańska fiesta” przyszła do mojego biurka do odpowiedzi miałabym dylemat jaką ocenę jej postawić. Wahałabym się między 4-, a 3+. Myślę, że moje miękkie serce i słabość wobec Hiszpanii skłoniłyby mnie do wystawienia wyższej noty. I tak też robię, książce daję słabą czwórę, jednocześnie zaznaczając, że ludziom spragnionym słonecznej pogody i soczystych manadarynek, „Hiszpańska fiesta” bez wątpienia przypadnie do gustu.

 

Książkę otrzymałam jako egzemplarz recenzyjny od wydawnictwa Pascal. Dziękuję!

Reklamy
 

9 Responses to “„Hiszpańska fiesta i soczyste mandarynki, czyli dwoje zakochanych w Andaluzji!” Alex Browning”

  1. miqaisonfire Says:

    Ja na punkcie Hiszpanii bzika nie mam toteż po tę książkę raczej tym razem nie sięgnę.

    P.S. Zapraszam Cię do wzięcia udziału w moim kryminalnym konkursie : http://miqaisonfire.wordpress.com/2012/10/24/262-kryminalny-konkurs-z-wydawnictem-proszynski-i-s-ka/

  2. giffins Says:

    Ja się tak łatwo nie zrażam – to, że autorka nie jest z zawodu pisarką, wcale mi nie przeszkadza, a czasem działa nawet na plus. A w takie mroźne dni chętnie wybrałabym się do Hiszpanii 🙂

    • finkaa Says:

      @ Miqa, dzięki za zaproszenie, ale chyba nie znajdę w sobie aż tak wiele weny żeby wziąść udział. 🙂

      @ Giffins, to, że autorka nie jest pisarką być może wpłynęło nawet na plus, także na pewno nie jest to argument, który powinien odstraszać.

  3. cyrysia Says:

    Szkoda, że powyższa książa zawiera wiele błędów. Same przytocozne przez ciebie zdania ewidetnie rażą brakiem logicznego sformułowania, dlatego jeśli cała publikacja jest taka, to ja jednak spasuje.

  4. Czytelniczka Says:

    Nie przepadam za błędami w książce, strasznie utrudniają czytanie. Nie wiem, czy sięgnę po tę powieść. Jakoś na razie nie mam ochoty.

  5. kasandra_85 Says:

    Interesująca książka, ale szkoda, że tak wiele można jej zarzucić…
    Pozdrawiam:)

  6. finkaa Says:

    @ Cyrysiu, Czytelniczko, Kasandro – rzeczywiście książce tej można sporo zarzucić, ale z drugiej strony można się też przy niej dobrze bawić. Polecam mimo wszystko spróbować, a odcyfrowanie błędów potraktować jako dodatkową zabawę. 🙂

  7. Boogie Says:

    Niestety tłumaczka książki się nie popisała, a tym bardziej korektorka. Jest to niedopuszczalne, niektóre zdania nie zostały poprawione po automatycznych programach translatorskich (nieodmienione wyrazy)! Do tego tytuł bardzo nietrafiony.. angielski tytuł „Shooting caterpillars..” oddaje atmosferę walki bohaterów na andaluzyjskiej ziemii, natomiast polski tytuł „Hiszpańska fiesta..” jest zapewne chwytem marketingowym dla spragnionych słońca i wakacji Polaków.

    Co do samej książki, nie zgodzę się, że oddaje ducha Hiszpanii. Oddaje raczej ducha Anglików oraz Amerykanów żyjących na południu Hiszpanii pod koniec lat 80tych. Mieszkałam kilka lat w Hiszpanii i zabrakło mi tego portretu „hiszpańskości,” wręcz odnosiłam wrażenie, że autorka nieszczególnie przepada za Hiszpanami i ich stylem życia! Na koniec zgodzę się z autorką bloga, że styl książki jest chaotyczny i chyba niemożliwy do ogarnięcia.

    Niestety, pomimo mojego początkowego entuzjazmu tą książką-prezentem, nie mogę jej polecić, przynajmniej w polskiej edycji!

    • finkaa Says:

      @ Boogie, przede wszystkim chciałam podziękować za tak wnikliwy komentarz. Widzę, że oceniamy podobnie tę powieść, jeśli chodzi o jej poziom językowy.

      Być może trochę zbyt pochopnie stwierdziłam, że książka oddaje ducha Hiszpanii, nigdy tam nie będąc. Jednak trudno mi się było oprzeć takiemu stwierdzeniu, czytając o gwarze mieszkańców, ich gościnności, a zarazem zawistności, oraz upalnej pogodznie. Ja właśnie tak wyobrażam sobie życie w Hiszpani. Chociaż pewnie Ty masz na ten temat dużo praktyczniejsze zdanie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s