poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Dzień dobry, Irene” Carole Nelson Douglas Luty 3, 2012

Filed under: recenzje — finkaa @ 10:33 am
Tags: , ,

  Wydawnictwo: Bukowy Las

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 384
 
Carole Nelson Douglas to amerykańska pisarka urodzona w 1944 roku. W Polsce pisarka kojarzona jest z opowiadań o Irene Adler – wyśmienitej śpiewaczce, „dorabiającej” jako detektyw. Wokół książek poświęconych Irene panuje aura niesamowitości. Z każdej strony emanuje hasło, iż niesamowita diwa swoimi umiejętnościami logicznego myślenia przewyższa samego Sherloka Holmes’a. Czy tak jest? Nie wiem, bo nigdy nie sięgnęłam po literaturę Arthura Conana Doyle’a. Jednak czy sama Adler zasługuje na aż tyle atencji? Śmiem wątpić.
 
Od kilku tygodni męczyłam „Dzień dobry, Irene” z nieukrywaną irytacją. Notka na okładce wróży świetną fabułę. We Francji, Irene napotyka topielca z dziwnym tatuażem na piersi. To wydarzenie przypomina jej o identycznej sytuacji, która miała miejsce kilka lat temu w Londynie. Primadonna szybko zaczyna kojarzyć fakty i rozwiązywać zagadkę dwóch jednakowo wyglądających śmierci. W tym pomaga jej przystojny mąż, oraz oddana przyjaciółka. Do tego cała akcja toczy się u schyłku XIX wieku. Pomyślałam, że oprócz kryminalnej gratki, czekają mnie również miłe odkrycia zwyczajowe i kulturowe ówczesnej Europy. Niestety, pomyliłam się.
 
Słowo, które przychodzi mi na myśl, aby ująć krótko całą powieść to „na wyrost”. Bohaterowie byli przekolorowani. Uroda Irene była podkreślana z takim natężeniem, że po kilku stronach miałam wrażenie, iż czytam o greckiej bogini, a nie zwykłej śmiertelniczce. Pruderyjność jej przyjaciółki, Nell, przyprawiała mnie o mdłości, a kurtuazja i budowa Godfreya – męża Irene – po prostu nie mieściła mi się w głowie. Wszystko w książce działo się z przesadą. Język był napuszony i nierealny, nawet biorąc pod uwagę rok, w którym rozgrywa się akcja. Przesadna dokładność Nell kłóciła się z  przesadnym ryzykanctwem Irene, do tego stopnia, że książka nie była spójna i w żaden sposób nie zdołała wciągnąć mnie w intrygę kryminalną, co do której miałam tak wielkie nadzieje.
 
A propos intrygi, powieść opiera się na poszukiwaniu wspólnego mianownika dla śmierci dwóch marynarzy, którzy utopili się u wybrzeży Tamizy i Sekwany, w odstępie kilku lat. Obu panów zdobił charakterystyczny tatuaż. Kiedy Godfrey, dziwnym trafem, ratuje trzeciego topielca, żaden czytelnik nie jest już zszokowany, tym że i ta ofiara ozdobiona jest wymyślnym wzorem. W sumie oprócz tego oczywistego faktu, cała reszta zagadki jest tak zagmatwana, że nie potrafiłam się w niej odnaleźć aż po ostatnią stronę. Nowe postaci wprowadzane są w zastraszającym tempie, każda wnosząc do sprawy coraz więcej niepowiązanych szczegółów. Irene radzi sobie z natłokiem informacji szokując czytelnika wymyślnymi zmianami tożsamości (które dodatkowo mylą), a także zadziwiającymi zaiteresowaniami i zachowaniami, jak choćby perfekcyjnym posługiwaniem się floretem. Czytając „Dzień dobry, Irene” ma się wrażenie, że główna bohaterka jest lekiem na całe zło, panią złotą rączką, idealną gospodynią i kobietą interesu w jednym. Powiedziałabym, że trochę tego za wiele, aby dać się nabrać.
 
Na wzmiankę zasługuje również postać Sherlocka Holmes’a, która przewija się przez całą fabułę. Trudno mi oceniać tę klasyczną postać, gdyż, jak wspomniałam, nie wiem o niej zbyt wiele, jednak mam wrażenie, że Carole Nelson Douglas dołożyła wszelkich starań, aby jej bohaterka po prostu okazała się lepsza. Holmes jawi nam się jako drobiazgowy, zwariowany detektyw, który podąża tą samą co Irene ścieżką, ale w zwolnionym tempie.
 
Niestety, książka mnie rozczarowała. Fajna okładka i intrygujący opis sprawiły, że wybrałam ją z całej gamy innych proszących się o przeczytanie książek. Dałam jej szansę, mimo, że „Dzień dobry, Irene” jest niejako kontynuacją „Dobranoc, panie Holmes”, a nie lubię zaczynać cyklu od drugiej części (chociaż ci, którzy sięgną po „Dzień dobry, Irene” jako pierwszą, mogą czuć się spokojni, brak wiedzy z pierwszej części jest zrekompensowany krótkim wprowadzeniem.) Nie umiem książek tak po prostu odradzać, bo zawsze mam poczucie, że ktoś włożył dużo serca i pracy w ich powstanie. Nie przypadła mi do gustu twórczość Carole Nelson Douglas, ale jeśli macie ochotę, spróbujcie, tym bardziej, że cykl o Irene Adler odniósł ponoć niesamowity sukces, a autorka napisała kolejnych 7 tomów. Co więcej,  „New York Times” zaliczył „Dzień dobry, Irene” do grona najważniejszych książek roku.

Reklamy
 

10 Responses to “„Dzień dobry, Irene” Carole Nelson Douglas”

  1. Edyta28 Says:

    Okładka faktycznie sugeruje ciekawą fabułę. Zasugeruję się Twoją opinią i nie przeczytam.Poza tym pani Adler w historii o Holmesie była raczej sprytną oszustką, a nie detektywem, więc robienie z niej w innej książce, kogoś kim nie była nie spodobałoby mi się.
    Pozdrawiam.

  2. bsz Says:

    Oj nie lubie takich powiesci, które sa takimi hasłami promowane, a potem okazuja sie klapą. zreszta kryminałów mało czytam, więc odpuszczam.

  3. finkaa Says:

    @ Edyto, mam rozumieć, że Irene Adler występowała już w książkach pisanych przed Doyle’a?

  4. Karolka Says:

    Chyba jednak nie będę próbować;) Nie poczułam się zachęcona. Mi jak książka nie przypadnie do gustu nie męczę jej byle tylko przeczytać. Odkładam, może w innym czasie mi sie spodoba. Jest tyle książek, które chcę przeczytać, ze po prostu szkoda mi czasu:)

    • finkaa Says:

      @ Karolka, a ja właśnie nie potrafię nigdy odłożyć książki. Daję jej szansę do samego końca, z resztą to jest nawet uzasadnione, bo czasem coś przypada mi do gustu dopiero po połowie. 🙂

  5. cyrysia Says:

    Szkoda, że książka cę rozczarowała. W takim razie i ja powstrzymam się z jej kupnem.

  6. Patrycja Says:

    Po Twojej recenzji i dodatku Edyty (bo też nie znam książek Doyle’a) to na pewno do tej książki nie zajrzę. Chociaż ta pani ma ładną sukienkę 😉

  7. miqaisonfire Says:

    Chyba tylko raz czytałam recenzję tej książki, więc nie była mi ona do tej pory jakoś szczególnie znana. Po Twojej recenzji wiem, że niestety nie koniecznie okazała się ona być tak dobra, jak można byłoby przypuszczać, a szkoda. Jeśli chodzi o Sherlock’a to mnie on ostatnio prześladuje 😀 Odkąd pojawił się film, moja koleżanka ciągle o nim mówi, następnie miała o nim prezentację na angielskim, potem czytałam dwie książki w których się pojawił aż w końcu byłam na filmie 😀 I teraz znowu u Ciebie! 😉
    Muszę przyznać, że to było urocze z Twojej strony, napisać, że mimo wszystko książka nie przypadła Ci do gustu, ale doceniasz pracę w nią włożoną, dlatego jej nie odradzasz 🙂 Wielki plus!

    • finkaa Says:

      @ Miqa, Jak wrażenia po filmie? ja kiedyś zaczełam oglądać, ale jakoś nie przypadł mi do gustu i wyłączyłam. Nie wiem, jakoś nie klei mi się ten temat widocznie.

  8. Paola Says:

    Piszmy do Bukowego Lasu o wydanie trzeciej części przygód Irene Adler na facebook’u i poprzez e – maile!


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s