poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„Zapach spalonych kwiatów” Melissa de la Cruz Listopad 7, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 9:58 pm
Tags: , , ,

 Wydawnictwo: Znak literanova

Rok wydania: 2011

Ilość stron: 303

Melissa de la Cruz to kolejna interesująca pisarka amerykańska, która podbija serca ludzi na całym świecie. Autorka bestsellerów New York Times i USA Today na co dzień pisze dla amerykańskich kobiecych magazynów takich jak Glamour czy Cosmopolitan, znajdując również czas na nieco bardziej opasłe formy, czyli książki. Rozdarta między Los Angeles, a Nowym Jorkiem, Melissa jest również żoną i matką.

 

Moje pierwsze spotkanie z tą jakże obiecującą autorką oceniam dość pozytywnie. Nie znam się zbytnio na gatunku paranormal romance, ale zaryzykuję stwierdzenie, że „Zapach spalonych kwiatów” można do takich zaliczyć. Wnioskuję po tym, że jedna z głównych bohaterek – czarownic zakochuje się w zwykłym człowieku, a druga postanawia się pobrać z osobnikiem niezwykle trudnym do sklasyfikowania. Może  to upadły anioł, lub demon, a może to to samo? Oczywiście, książkę można również określić jako fantasy, ze względu na ukrytą w niej magię, miotły, kociołki, różdżki, maszerujące żołnierzyki i dziwne stwory.

 

Co do fabuły, głównymi bohaterkami są matka i dwie córki. Wszystkie trzy są czarownicami próbującymi ukryć swoje prawdziwe oblicza między normalnymi ludźmi. Kiedy jedna z  sióstr – Freya – ma dość chowania się za pozorami normalności, zaczyna pomagać swoim klientom, serwując im miłosne, zaczarowane koktajle. Kiedy druga siostra – Ingrid – postanawia skończyć z ukrywaniem się, wiąże supły i szepcze zaklęcia, aby przywrócić kobietom płodność, zdrowie i zdradzających mężów. Matka dziewczyn – Joanna – również ma na swoim koncie kilka zagrań, które obnażają jej prawdziwą naturę. Nagle miarka zaczyna się przebierać i nad spokojnym miasteczkiem zbierają się czarne chmury. Kilka niewyjaśnionych zaginień, oraz śmierci daje czarownicom do myślenia czy aby nie naraziły się Radzie i nie ściągnęły na siebie niebezpieczeństwa…

 

Między czasie, Freya prowadzi  całkiem wyuzdane, podwójne życie erotyczne, a Ingrid z mocno związanym koczkiem i okularami przysłaniającymi nie tylko oczy, ale również jej prawdziwe oblicze, nieświadomie uwodzi płeć przeciwną. Jak skończą się nierozważne wyczyny kobiecej rodziny czarownic? Gdzie podziała się jej męska część? Odpowiedzi na te pytania należy szukać między stronami, obłożonej prześliczną okładką książki.

 

„Zapach spalonych kwiatów” mogłabym podzielić na trzy części. Pierwsza, najdłuższa, i moim zdaniem najlepsza, to opis życia trójki samotnych kobiet, które w swoim codziennym życiu kochają, doświadczają problemów, chodzą na spacery, uwodzą, przebierają się i są odwiedzane przez sąsiadów. Część druga przenosi nas do dziwnego świata fantasy, zabiera do krainy umarłych, prezentuje masę symboli i znaków. Tutaj nazwy miejsc i ludzi są tak egzotyczne, że łamałam sobie język i traciłam pojęcie o co w tym wszystkim chodzi. Część trzecia jest króciutka i wywraca całą resztę do góry nogami – to epilog, który pozostawia nas zdezorientowanych i pełnych dociekliwych myśli.

 

Wielkim plusem książki są jej barwne bohaterki. Mimo, że są skrajnie różne, dosłownie nie da się ich nie lubić. Serdeczne, zwariowane, uczuciowe, wymarzone kandydatki na przyjaciółki, przed którymi nie ma  się tajemnic. Lekki  język książki sprawia, że czyta się ją przyjemnie, a liczne dialogi ułatwiają zrozumienie nawet najbardziej zawiłych kwestii. Kolejnym atutem „Zapachu” jest  wartka akcja. Czytelnik nie ma czasu się nudzić, gdyż krótkie rozdziały przenoszą go w różne światy, stawiają naprzeciw trudnych, a czasem wzruszających problemów.

 

Minusy? Na pewno nie lubię kiedy książka „się nie domyka”, to znaczy kiedy nie daje mi stuprocentowej odpowiedzi jak potoczyły się dalsze losy bohaterów. „Zapach spalonych kwiatów” zostawił w tej kwestii czytelnikowi prawdziwe pole do popisu. Można mnożyć przypuszczenia, co dalej z sympatycznymi czarownicami. Być może niektórzy odbiorą to jako największy atut…

 

Mam mały problem ze zdefiniowaniem odbiorcy. Tematyka czarownic najbardziej kojarzy mi się z książkami młodzieżowymi, jednak zawarte w „Zapachu spalonych kwiatów” sceny seksu tę grupę raczej wykluczają. Myślę, że jest to książka skierowana do kobiet gotowych na ostry romans, a zarazem obdarzonych bogatą wyobraźnią i otwartych na równoległe światy.  Polecam!

 

Książkę otrzymałam do recenzji od Wydawnictwa Znak. Dziękuję!

 

Reklamy
 

12 Responses to “„Zapach spalonych kwiatów” Melissa de la Cruz”

  1. kasandra_85 Says:

    Mam wielką ochotę na tę książką. Mam nadzieję, że mi się spodoba:))
    Pozdrawiam!!

  2. Aneta Says:

    Sama okładka jest genialnie dopracowana. Nie przepadam za paranormal romance, ale ten tytuł kusi 🙂

  3. Edyta28 Says:

    Nie jestem przekonana. Osobiście wolałabym aby pani De La Cruz dokończyła Błękitnokrwistych, a dopiero potem brała się za nowe cykle. Trochę mam jej to za złe.

  4. finkaa Says:

    @ Kasandro, mam nadzieję, że Ci się spodoba.

    @ Aneto, zgadzam się co do okładki. Jest taka aksamitna w dotyku i do tego świeci pod lampą takim jakby brokatem. A co do paranormal romance, to nie bierz tego zbyt mocno pod uwagę, bo mogę się mylić. Może to jest po prostu zwykły romans.

    @Edyto, rzeczywiście coś słyszałam o „Błękitnokrwistych”. Na pocieszenie powiem Ci, że tu też ich znajdziesz. 🙂

  5. Bujaczek Says:

    Bardzo ciekawi mnie ta książka 😉

  6. Tristezza Says:

    Chętnie sięgnę , jak tylko znajdę czas 😉 Jednak jakoś specjalnie poszukiwać nie będę, nie wiem czy to ksiązka dla mnie 😉

  7. miqaisonfire Says:

    Zazdroszczę Ci tej książki! Ciągle czytam masę jej opinii, a jak na razie nie zapowiada się bym i ją miała przeczytać.. Ale może dostanę na święta :D?

    • miqaisonfire Says:

      A co do Twoich planów weekendowych to mam podobnie 🙂 Z tym, że jutro wieczorem troszkę się zrelaksuję, bo zostałam zaproszona do siostry mojego chłopaka na imprezę także odetchnę, a potem do nauki, powtórek i czytania! Bo zaległości mam okropne 😦

  8. finkaa Says:

    @Miqa, wiem coś o zaległościach. Moja praca magisterska ciągle pozostaje w sferze marzeń, a terminy gonią i gonią. Jednak trzeba się brać, bo obrona zbliża się wielkimi krokami. 🙂

  9. giffins Says:

    Zazdroszczę lektury, Zapach spalonych kwiatów kusi mnie już od jakiegoś czasu i jestem pewna że w końcu trafi w moje ręce 🙂 Szczerze mówiąc należę do tych osób, które lubią niedopowiedziane zakończenia i nigdy nie uważam ich za minus – czytelnik uchwycił pewne ważne momenty z życia bohaterów i w pewnym momencie musi się z nimi rozstać (zupełnie jak w życiu) a co będzie z nimi dalej? To można wymyślić samemu 😉

    A co do „Shirley”, polecam nadrobienie zaległości, bo Siostry Bronte nie przypadkiem są jednymi z najbardziej cenionych angielskich pisarek 🙂

  10. finkaa Says:

    @giffins, z pewnością masz rację, tylko trochę już czasu brakuje na te wszystkie nadrobienia. Nie mniej jednak, będę miała „Shirley” na uwadze. Dzięki! 🙂

  11. Agna Says:

    Z pewnością nie sięgaj po serię „Błekitnokrwiści” tejże autorki. Z Twojego wpisu wnioskuję, że to trochę wyższy poziom niż świat zblazowanych i bogatych krwiopijców. Może wypożyczę któregoś dnia, dla sprawdzenia.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s