poduszkowietz

"Niczego nie daje zapadanie się w marzenia i zapominanie o życiu." – Czyżby?…

„The violets of March” Sarah Jio Październik 13, 2011

Filed under: recenzje — finkaa @ 7:16 pm
Tags: , ,

 Wydawnictwo: Plume

 Premiera: kwiecień 2011 (Ameryka)

 Ilość stron: 304

Sarah Jio to dziennikarka z ogromnym doświadczeniem. Tematyka jaką się zajmuje, pisząc do największych czasopism Ameryki, rozciąga się na wiele kobiecych tematów, od diety, poprzez wychowanie dzieci, na zakupach i psychologii skończywszy. Nic więc dziwnego, że tak zaangażowana w życie amerykańskich kobiet dziennikarka, świetnie wcieliła się również w rolę pisarki. Jej debiutancka powieść „The violets of March” jest sztandarowym przykładem dobrej literatury kobiecej.

Emily jest zdruzgotana. Jej ukochany mąż ją zdradził, rozwiódł się z nią i właśnie zabiera z ich wspólnego mieszkania ostatni karton. Co więcej, Emily od miesięcy, a może już nawet lat, nie potrafi odzyskać pisarskiej formy, która niegdyś zawiodła ją na szczyty prestiżowych bestsellerowych rankingów. Właśnie w takim momencie Emily otrzymuje list. Mimo, że adres nadawcy brzmi enigmatycznie, a sam list pochodzi z amerykańskiej wyspy położonej nieopodal Seattle, Emily doskonale zna nadawcę i bardzo się cieszy z zaproszenia na Bainbridge Island. Jej ciotka, stara, poczciwa Bee jest dla głównej bohaterki synonimem szczęścia i dziecięcej beztroski. Bez wahania Emily pakuje rzeczy i postanawia cały nadchodzący marzec spędzić na lądzie otoczonym wodą.

Jednak tym razem, po upływie lat, Emily nie odnajduje już na wyspie tego wszechogarniającego spokoju, który kołysał ją do snu jako dziecko. Zamiast tego, pisarka odkrywa w starym domu pamiętnik… Pamiętnik napisany w 1943 roku przez tajemniczą Esther. Kim była Esther? Dlaczego przez długi czas dochodzenia Emily nikt nie chce jej pomóc w odkryciu prawdy? I czym spowodowana jest niezwykła iskra, która zapłoneła w Emily z chwilą otwarcia fioletowego pamiętnika?

Książka stworzona przez Sarę Jio wciąga właściwie od pierwszej strony. Z ruchliwego i niesprawiedliwego Nowego Jorku, przenosi nas do niezwykle urokliwego miejsca, jakim jest Bainbridge Island. Piękne widoki na plażę i morze, skrzek ptaków, bogactwo tamtejszych ogrodów – to wszystko sprawia, że od książki po prostu nie można się oderwać. Zdarzenia zazębiają się w taki sposób, że z każdą stroną doświadczamy procesu dopełniania się jakiejś magicznej całości.

Książka obfituje w emocjonalne sceny. Wraz z Emily przeżywamy wzloty i upadki. Oddajemy się namiętnościom rodzącego się w niej uczucia, by za chwilę poczuć się jak spoliczkowane przez niewiernego mężczyznę. Razem z Emily doświadczamy straty ukochanych przyjaciół, odprowadzamy jednego z nich aż na cmentarz i odczuwamy realną stratę.

Język autorki jest dość przejrzysty. Krótkie zdania pozwalają się czytać z przyjemnością, a częste dialogi dodają książce dynamiki. Na pochwałę zasługuje również słownictwo. Nie jest ono skomplikowane, co dodaje książce prostoty i ułatwia odbiór.

„The violets of March” to książka zdecydowanie przeznaczona dla kobiet. Jest to romans w najczystrzej postaci, w którym burzliwa miłość z lat 40-stych okazuje się świetnym pretekstem do szukania własnego sensu życia oraz ubiegania się o własne szczęście. Jestem przekonana, że książka przemówi do serc polskich czytelniczek. Myślę, że twórczość Sary Jio można bez wahania porównać z chwytającymi za serce opowieściami takich autorów jak Nora Roberts czy Paul Richard Evans.

Nie mogę jednak przejść obojętnie obok małych niedociągnięć, których dopatrzyłam się w książce. Uważam, że pewne kwestie nie były dostatecznie dobrze opracowane i zaowocowało to poczuciem naiwności, które odczuwałam, gdy coś się nie zgadzało. Zastanawia mnie na przykład fakt dlaczego Bee, konsekwentnie odmawiająca jakiejkolwiek współpracy w kwestii dochodzenia Emily, bez żenady oznajmiła, że wie o lagunie Jacka. Było to ewidentne przyznanie się do randek z Elliotem, Jacka dziadkiem. Podejrzany jest również fakt, iż Bee wiedziała o rozwodzie Emily mimo, że ta nie chwaliła się rodzinie, a Bee mieszka na odludnej wyspie. Czyżby ponad osiemdziesięcioletnia samotnica śledziła krewną na Facebooku? Być może to zwykłe czepialstwo, nie mniej jednak ograbiło mnie ono z przeżywania kilku odkrywczych momentów, bo już dużo wcześniej sama znalazłam odpowiedź na niektóre z kluczowych zagadek.

Niemniej jednak, polecam książkę wszystkim polskich czytelniczkom, które łakną romantycznych uniesień z tajemnicą w tle. Polecam ją również paniom wyczulonym na piękno przyrody, szum morza i ćwierkanie ptaków. Gwarantuję, że tego w „The violets of March” na pewno nie zabraknie.

Reklamy
 

10 Responses to “„The violets of March” Sarah Jio”

  1. cyrysia Says:

    Romans w najczystszej postaci? To coś zdecydowanie dla mnie. Już początek historii wzbudził moje zaciekawienie, szczególnie ten tajemniczy list. Bardzo ciekawa jestem jego treści i oczywiście intrygują mnie dalsze losy Emily, dlatego chętnie poznam te książkę.

  2. giffins Says:

    Zdrada, rozwód i załamanie to dość oklepany pomysł/ Czasem lubię poczytać do poduszki opowieści z ogromną liczbą opisów przyrody, ale w tym momencie chyba sobie daruję 🙂 (Nadal czaję się jednak na lekturę z poprzedniego postu ;D).

  3. bsz Says:

    I przez chwilę można się poczuć jak na wakacjach, heh 🙂 Piękna wyspa, malowniczy klimat. I tajemnica, i romans. Jestem za.

  4. No i w tym momencie dałaś mi wiele do myślenia. Nie jestem przerażona tym, że temat tej powieści jest oklepany. Tak naprawdę wszystko zależy od umiejętności autora, a także jego interpretacji.

  5. finkaa Says:

    @Leno, otóż to. W pełni podzielam Twoje zdanie. Czytam dużo literatury kobiecej i właściwie nigdy się nie zrażam kiedy czytam opis z okładki, przypominający mi coś co właśnie skończyłam. Wszystko zależy od autora. Pozdrawiam! 🙂

  6. Edyta28 Says:

    Brzmi ciekawie i powiewa klimatem tajemnicy.

  7. miqaisonfire Says:

    Mimo tych nie dociągnięć, które wymieniłaś, w dalszym ciągu Twoja recenzja brzmi zachęcająco 🙂

  8. Agna Says:

    Lubię czasem takie historie, choć unikam powieści Steel czy Roberts. Jednak tajemnice, przeszłość, pamiętniki i osnowa milczenia brzmią kusząco.

    Czytasz w oryginale, jak Ci tego zazdroszczę. Właśnie męczę „Pokutę” McEwana i z tego co zdołałam się zorientować, to tłumaczenie jest siermiężne nie styl autora. Ale idę do przodu, jakoś.

  9. Aneta Says:

    To cos w sam raz dla mnie i idealna lektura na tę ponurą porę roku. Zdecydowanie chcę poznać losy bohaterów tej ksiązki 🙂

  10. Właśnie skończyłam czytać „Dom na plaży” tejże autorki… Zaczyna się podobnie: przychodzi list i ożywia wspomnienia miłości również na wyspie… Wielkie uczucia, romanse, pamiętniki i wojna.
    Myślę, że po Marcowe fiołki może sięgnę wiosną 🙂


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s